Smutny tytuł tego artykułu jest podyktowany co najmniej kilkoma pobudkami. Po pierwsze wszystkie znaki na ziemi, a szczególnie na niebie wskazują na to że zbliża się jesień.
Zimne poranki, zimne noce, krótkie dni, szybko zapadający zmrok oraz deszcze i spadające liście to krótki opis tego co nas czeka. Dla motocyklisty nie z obowiązku, a z powołania jest to straszna perspektywa. Oczywiście można jeździć aż spadnie pierwszy śnieg, a i na to jest sposób bo prawdziwi hardcorowcy jeżdżą na skuterach w zimie, ale my mniej radykalni prędzej czy później zostawimy swoje maszyny w garażach. Nie obędzie się bez kilku gorzkich łez, czułego gładzenia maszyny i wspominania przeżytych przygód, ale w naszych warunkach klimatycznych to nieprzyjemny coroczny rytuał. Wielu z nas motocyklistów postanowi rozstać się z swoimi jednośladami i rozpocząć "zimowanie" z nową maszyną. Sprzedaż motocykla pod koniec sezonu ma wady i zalety. Wady są oczywiste, jesień czyli schyłek sezonu to czas w którym motocykle mają porównywalnie niższą wartość niż na początku lub w szczycie sezonu. Plusem jest fakt, że nie będziemy musieli zaczynać sezonu od sprzedaży, nie będzie problemu z garażowaniem oraz to że śmigaliśmy cały sezon i sprzedajemy sprzęt w okresie w którym i tak byśmy nie jeździli. Czas płynie, świat się kreci i sezony przychodzą i odchodzą. Być może na taki podsumowania jest jeszcze za wcześnie, ale stare chińskie porzekadło mówi " co się odwlecze to się nie uciecze" i coś w tym jest...