Na całym świecie miłośnicy klasycznych motocykli mają swoje imprezy. Polska nie należy do wyjątków. Istnieją kluby zrzeszające fanów starych motocykli, organizowane są spotkania, zloty, giełdy itp. Jednak jeden temat traktowany jest „nieco” po macoszemu, a nasza federacja (PZM) powinna spojrzeć na zjawisko łaskawym okiem. Mam na myśli wyścigi klasyków, weteranów – jak zwał, tak zwał, wiadomo, o co chodzi.
Imprezy takie odbywają się w całej Europie, gdzie się da; towarzyszą pucharom, mistrzostwom krajowym lub stanowią zupełnie odrębne eventy. Całkiem po sąsiedzku, w Czechach, rozgrywane są wyścigi uliczne, w których klasyki startują w kilku mocno i licznie obsadzonych klasach. Aż ślinka cieknie, gdy patrzy się na te sprzęty! Z wyścigami weterańskich motocykli zetknąłem się po raz pierwszy jakieś 5 lub 6 lat temu podczas zawodów serii Alpe Adria w czeskim Brnie. Tam mi było najbliżej, aby kibicować naszym zawodnikom. Zjawiłem się na torze i co zobaczyłem? O, mamo, jakie fury! Pieczołowicie przygotowane do wyścigów zabytki, ubrane w śmiesznie skrojone plastiki, wyposażone w wydechy o poziomie hałasu w okolicach 114 dB, mające „na pokładzie” zaawansowane wyświetlacze i wiązki elektryczne z mnogością czujników, praktycznie jak w Superbike! Obrazki te powtarzały się jeszcze przez rok, do chwili, kiedy klasyki zniknęły z Brna i Mostu. W 2008 roku zetknąłem się z nimi po raz kolejny, gdy zagościły na Torze Poznań podczas rundy AAC, pierwszy raz organizowanej w Polsce. A niedługo potem udało mi się wyjechać do Terlic na wyścigi uliczne, gdzie przez cały dzień cieszyłem oczy widokiem parku maszyn i śmigających po torze, wytyczonym wzdłuż ulic miasteczka, weteranów. Czeska impreza – „profeska” pełną gębą. Nasi południowi sąsiedzi pokazali, że jak się chce, to można zorganizować wszystko i przyciągnąć rzesze kibiców. Zresztą co tu dużo gadać – można zerknąć na naszą relację.
Powoli temat wyścigów klasyków zaczął mnie interesować, jednak wciąż był przyćmiewany przez inne rzeczy, którymi się zajmowałem. Gdzieś w międzyczasie doszły do mnie informacje o zawodach, które są organizowane w Polsce, np. na lubelskim torze kartingowym. Kilku znajomych upalało tam z pasją odbudowane i modyfikowane WSK, podnosząc sobie poziom adrenaliny na sprzętach produkowanych jeszcze za czasów PRL. Jak się okazuje, imprezy organizowane są od 2007 roku i cieszą się całkiem sporą popularnością. Rok w rok, a w latach 2007 i 2008 dwukrotnie, odbywają się w Lublinie wyścigi weteranów, których organizatorem jest Lubelska Grupa Weterańska „Partyzant”. Cała impreza nazwana została Super-Veteran i już podczas swojej pierwszej edycji drugiego dnia zawodów na starcie biegu zgromadziła dwadzieścia maszyn. Jak na polskie warunki, jest to wynik wręcz imponujący. Z każdą kolejną edycją przybywało maszyn i pojawiali się goście z zagranicy na naprawdę unikatowych sprzętach. Nie brakowało też ciekawostek krajowej produkcji, jak wyścigowe wersje naszych rodzimych dwusuwów czy Junak w wersji Scrambler, ale i rodzynków światowej motoryzacji, począwszy od BMW, Lambretty, nawet MV Agusty 125 czy Simsony Avo, a kończąc na takich „wybrykach”, jak pochodzące z lat trzydziestych XX wieku Dollar K7 i NSU 351 OSL, należące do Węgra, George Busaka. Wyścigi podzielono też na klasy pojemnościowe oraz wprowadzono osobną klasę dla pojazdów z wózkiem bocznym, czyli side-cars. W klasie, jak określają to organizatorzy, „królewskiej” (pojemność pow. 350 ccm), wypatrzeć można było takie rodzynki, jak SUNBEAM 6 z 1931, NSU 600TS z 1932, BSA Blue Star z 1935, Sokół 1000 z 1935, Sokół 600 z 1937, NSU 600 OSL z 1939, BMW R61 z 1940 oraz Harley-Davidson z 1942 roku. Co ciekawe, na majowej eliminacji w 2009 roku do startu zgłoszono siedemdziesiąt maszyn, a z powodu bardzo złych warunków pogodowych na starcie zameldowało się „zaledwie” 57 pojazdów!!! Zaledwie!!! Drodzy Czytelnicy, te liczby mówią same za siebie! Toż to obsada klas mistrzowskich w WMMP! To nie są żarty!