załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

NA KAŻDY TEMAT

Wielka Sobota, czyli felieton w wyspiarskim klimacie

Yrfuno
18-08-2009, 10:48
OCEŃ ARTYKUŁ Wielka Sobota, czyli felieton w wyspiarskim klimacie kliknij i przesuń wskaźnik

Słoneczny poranek niekoniecznie musi oznaczać, że reszta dnia także będzie pogodna, zwłaszcza w Szkocji. Weekendy to czas, kiedy wyjeżdzałem moją „hondziurą” na przetarcie szlaków, ale w ten mogło być inaczej.

 

W końcu dziś Wielka Sobota. Ten dzień kojarzy się przecież z rodzinnymi spotkaniami, świątecznym nastrojem i niepotrzebnymi dyskusjami przy stole. Na moje szczęście mam naprawdę zajefajną żonę, która nie protestuje w ważnych dla mnie momentach, takich jak ten.

 

Gdy szedłem na święcenie jaj zadzwonił telefon. To kumpel, Polak, z którym od dłuższego czasu próbowaliśmy się „ustawić na motorki”, ale do tej pory nigdy nie udało się nam zgrać w czasie. Umówiliśmy się na czternastą pod siedzibą lokalnego dilera Hondy. Dokładnie o godzinie zero stanąłem w słoneczku obok umówionego miejsca, parkując w rzędzie innych motocykli. Po kilku minutach cierpliwego czekania, z za zakrętu wyłoniła się czarna GSXR 1000 K6, na czarnych kołach, w czarnych plastikach i z czarną nakładką na reflektorze, sprawiającą wrażenie, jakby światło drogowe było czerwone. Jego sportowa „puszka”, plus dwie sportowe w mojej „hondziurze” zapowiadały znakomitą zabawę. Pogadaliśmy chwilę i ustaliliśmy z grubsza plan lotu. Na początku motorway, potem ciekawsze, lokalne drogi w dobrym stanie.

 

Już na samym początku wymieniliśmy pierwsze pozdrowienia z załadowaną do granic możliwości, niczym syryjski „isiak” (czyli osioł), Hayabusą. Piotrek prowadził i nie pozwolił mi się nudzić. Od razu narzucił wysokie tempo, z przeciskaniem się pomiędzy autami. Cały czas kontrola lusterek i przodu. Zrobiło się całkiem przyjemnie. W Dumbarton zaliczyliśmy tankowanie maszynek do pełna i ruszyliśmy dalej w drogę. W tym rejonie panuje niepisana zasada, że jeśli człowiek nie uzupełni płynów na pierwszej napotkanej stacji, później może być z tym krucho. Odległości pomiędzy stacjami benzynowymi są tak duże, że nikt z „motorcyclistow” nie ryzykuje, tankując wszędzie, gdzie tylko się da.

 

Ruch był spory na większej części tego odcinka. Można powiedzieć, że narastał falowo. Przy wyjeździe z miasteczka, na światłach, udało mi się przecisnąć na pierwszą pozycję. Piter został z tyłu. Ruszam. Przed nami dwupasmówka i niewielki ruch. Obserwuję tył, ale Suzuki GSX-R 1000 K6 od dawna nie widać. Po chwili jest, w dali majaczy jej przednie, czerwone światło. Idzie grubo. Ciągle jeszcze czekam. Kiedy jest już blisko, otwieram na maksa. Mało skutecznie. Poprawiam o trzy biegi niżej i sypię z garści w pełne otwarcie przepustnic. Kiedy gixer przelatuje obok niczym myśliwiec, błyskawicznie nabieram prędkości. Po krótkiej chwili znowu siedzę na jego ogonie. Na rondzie kolejka wolno jadących aut. Idziemy niewiele szybciej środkiem między nimi i dziękujemy uprzejmie tym, którzy ustępują nam miejsca.

 

Jest przyjemnie, słońce świeci, a widoki nie pozwalają się nudzić. Jedziemy na północ. Droga zapowiada się nieźle - bardzo kręte i wąskie odcinki. Gdzieniegdzie woda na asfalcie, potoczkami spływająca z gór. Jedziemy z szeroko otwartymi przepustnicami, na niskich biegach, po to tylko, aby na krótkich prostych wyprzedzać po jednym aucie. Dajemy radę. Piotrek cały czas prowadzi i narzuca tempo. I jest szybki. Po chwili wpadam na pomysł, że teraz moja kolej. Na jednym z dłuższych szybkich lewych, w który Piter wszedł trochę wolniej, łyknąłem go zdecydowanie na pełnym otwarciu. Od teraz ja gram mu swoją mantrę. Cały czas panuje spokój, nikt z nikim nie rywalizuje. Po prostu teraz moja kolej. Utrzymuję to samo tempo co on, z tą różnicą, że jadę z przodu.

 
Strony:
1 2 3
 
Komentarze użytkowników
(10)
23-08-2009 22:50
~bailif
a ja tam lubie poczytac takie opowiesci :) fajnie sie czytalo, mila chwila oderwania od pracy
18-08-2009 22:58
~ryba
wyluzujcie... to przecież (prawdopodbnie) opis emocji a nie literatura faktu... Czy jak czytacie kryminał to też tak oceniacie autora? A tak nawiasem mówiąc, każdy ma takie chwile, że zdarzy mu się przegiąć...
18-08-2009 22:51
Izzy
Poniższy tekst jest felietonem nadesłanym przez naszego czytelnika, tak więc przy okazji krytyki zachęcam do nadsyłania własnych tekstów i przedstawienia własnego punktu widzenia :)
18-08-2009 21:28
~PinKee
Sam nie wiem komu przyznać laur największego głupka w tym opowiadaniu: autorowi tekstu, który sobie wyścigi urządza na publicznej drodze, w "warunkach bliskich ekstremalnym"; a może kolesiowi na KTMie, który mimo iż zna trasę, to powinien przecież wziąć poprawkę na to, że nie jedzie sam, a więc ryzykuje nie tylko swoim żywotem; czy też wcześniej wspomnianej pasażerce KTMa - jak głupim trzeba być, aby jeździć z takim szaleńcem?

Mini dialog z końca tekstu jakby żywcem wyjęty z pompatycznego i durnowatego amerykańskiego filmu :)

Do autora - leszczu jesteś, skoro tak się dałeś wybzykać kolesiowi na turystyku i do tego jeszcze z pasażerką, a Ty na sporcie jechałeś :P
18-08-2009 19:16
~Shepard
z jednej strony moze i zle zrobil zostawiajac kolege z tylu, ale przeciez moglo to trwac chwile. Minuta, moze dwie i zdazylby porozmawiac. Nie ma co tak najezdzac od razu :) ilekroc sie jezdzi w terenie, czesto ktos podjedzie do przodu i czeka na reszte. A czy Yrfuno nie poczekal? Poczekal. Szkoda nerwow Bartku :)
18-08-2009 17:17
Nath
Korekta bije się w pierś aż dudni. Więcej się to nie powtórzy.
18-08-2009 15:18
~abc
Bartek ma racje. Twoj kumpel mogl wypasc z drogi, mogl potrzebowac pomocy a ty to olales bo chciales sie poscigac. Jak najdalej od takich psycholi.
18-08-2009 14:51
~Pietrucha
Ostra jazda, ostry tekst i oczywiscie na dzien dobry ostry komentarz (od ~Bartek). Osobiscie tekst sie podoba, bo oczami wybrazni bylem na tej drodze i widzialem walke. Co do samej walki, to chociaz unikam tego typu konfrontacji, to jednak sie przytrafiaja. Sztuka polega na tym, ze trzeba wiedziec kiedy odpuscic. W przeciwnym przypadku czlowiek zaczyna podejmowac niepotrzebne ryzyko.
18-08-2009 13:27
~Bartek
heh.. jeśli to nie była prawda to spoko, ale jeśli ta sytuacja naprawdę miała miejsce to tylko pogratulować głupoty: zostawiłeś z tyłu kumpla, który nie miał na tyle umiejętności żeby za wami nadążyć ale przede wszystkim nie znał drogi. pomyśl co on czuł. niedawno też zostałem z tyłu na bocznej drodze kawał drogi od domu czy choćby najmniejszej cywilizacji, tylko, że ja mam takich kumpli, którzy na mnie poczekali i dalej jechaliśmy razem.
ale nie.. bo tu trzeba się popisać... sprawdzić silniki, hamulce i opony.. a wiesz co to kurwa jest tor? gówno jesteś a nie kumpel.
18-08-2009 13:21
mavta
o, zgrozo! blad ortograficzny w pierwszym zdaniu! nie koniecznie?! to sie razem pisze!

ARTYKUŁY POWIĄZANE

Wypadek motocyklowy po polsku [AKTUALIZACJA]

01-02-2012
Na pewno nikt z nas nigdy nie chciałby być na miejscu motocyklisty poszkodowanego w wypadku. Tym bardziej, jeśli spowodował go pijany w sztok kierowca samochodu. Niestety, Marcin Pawłowski z Chrzanowa został ofiarą takiego właśnie kierowcy, który uderzył w jego motocykl. Teraz Marcin walczy o normalne życie.
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Czy byłbyś zainteresowany MOTOGEN w wersji drukowanej?
TAK
NIE




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/8
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms