Ich życie uległo zmianie. Uszkodzenia ciała, jakich doznali w wyniku wypadku, wpłynęły na ich postrzeganie świata. Są oni innymi niż wcześniej ludźmi. Mają znacznie większy dystans do swojego otoczenia. Cierpienie wycisnęło na nich swoje piętno. Beztroska dawnego życia odeszła w niepamięć. Temat wypadku jest dla nich bardzo delikatny - opowiadają o nim tylko zaufanym osobom. Pozornie może się wydawać, że są obojętni i tragedia ta nie była dla nich wielkim wydarzeniem. W rzeczywistości jednak na słowo „wypadek” przechodzą ich lekkie dreszcze, a przerażające i smutne wspomnienia powracają.
Mowa o ofiarach tragicznych wypadków motocyklowych. Aby przybliżyć ich świat, przeprowadziłam wywiad z Agatą, Agnieszką i Łukaszem.
Agata – wypadek na skrzyżowaniu
Dziewczyna jechała na Yamasze XJ 600. Wypadek miał miejsce, gdy wracała z uczelni – „Nie pamiętałam nic oprócz jednej, wielkiej, białej plamy. Jak się później okazało, był to samochód marki Lublin”. Motocyklistka poruszała się po prostym odcinku jezdni i dojeżdżała do skrzyżowania z wysepką na środku. Tym samym pasem, przed nią, jechał bus. W pewnym momencie wykonał skręt w prawo. Jak się okazało, kilka metrów dalej były roboty drogowe, co spowodowało spowolnienie ruchu. Agata mając to na uwadze, rozejrzała się dokoła i ruszyła dalej prosto. W tym samym czasie jadący z naprzeciwka kierowca Lublina wykonał lewoskręt. Prawdopodobnie mężczyzna zaaferowany był remontem drogi i nie widział ani skręcającego busa, ani motocykla, który jechał za nim. Na pasie ruchu, po którym poruszała się Agata, nie stwierdzono śladów hamowania. Uderzyła ona w prawy bok białego samochodu, pomiędzy kabiną a paką – „W tą przestrzeń dostała się moja noga, którą odgięłam aluminiowy lub żelazny kant paki. Usiłowałam położyć motocykl na lewą stronę. Noga jednak zahaczyła o pakę i rozszarpała ją na całej długości wraz z bakiem. Podobnym torem poszła moja głowa, ale na szczęście była ona w kasku. Następnie zahaczyłam motocyklem o tylne koła samochodu, co spowodowało wyrzucenie mnie kilka metrów dalej na pobocze. Moja maszyna została na środku jezdni.”
Oczekując na karetkę, Agatę trzymali policjant i pielęgniarka, którzy akurat jechali w korku oraz kobieta z pobliskiego domu. Szarpała się strasznie. Bardzo chciała wstać. „W rękach trzymałam kawałek uda ze sterczącą kością. Za mną leżała, kilka razy zwinięta, resztka mojej nogi.” – wyznała dziewczyna. Po pół godzinie pojawił się ambulans. Kiedy wkładano właścicielkę XJ na nosze, znów zaczęła się potwornie szarpać i wrzeszczeć. W pierwszym szpitalu okazało się, że nie ma sprzętu, który mógłby uratować jej nogę. Każdy lekarz myślał tylko i wyłącznie o amputacji. Ostatecznie jednak, w drugim szpitalu, postanowiono uratować kończynę.
Skutki wypadku motocyklowego były dla Agaty wstrząsające. Przede wszystkim uszkodziła nogę: wieloodłamowe, wielopoziomowe, zmiażdżeniowe złamanie kości udowej z zerwanym przyczepem głowy mięśnia czworogłowego uda. W udzie znajdowały się 32 skruszone odłamy kości udowej, które usunięto. Był w niej również ubytek, o wielkości 12 cm, który znaleziono na asfalcie obok zawiniętej do tyłu nogi. Nasada kolana podzielona była na 14 części, które udało się zszyć. W stawie kolanowym były zerwane wszystkie więzadła i uszkodzone struktury chrzęstno-kostne. W kości piszczelowej, a dokładnie w kłykciu piszczelowym, został wybity kawałek kości. W wyniku złamania kończyna uległa skróceniu o około 5 cm. Ponadto dziewczyna miała rozcięte czoło, stłuczoną prawą dłoń oraz spojenie łonowe. W wyniku szoku pourazowego nie pamiętała przebiegu wypadku ani niczego, co działo się bezpośrednio po nim.
Motocyklistka miała do tej pory 4 operacje. Podczas pierwszej wykonano zespolenie kości Drutem Kirschnera, założenie śrub mocujących kolano oraz Aparatu Ilizarowa. Delikatnie naciągnięto skórę, ponieważ były w niej ubytki. Zszyto dużą, szarpaną ranę na udzie oraz ranę na czole. 3 miesiące później, podczas następnego zabiegu, zdjęto Aparat Ilizarowa. Poprawiono także położenie 12-centymetrowego odłamka kości, który nie przyjął się z powodu zbyt słabego ukrwienia i znacznego przemieszczenia się. 4 dni później była kolejna, trwająca 4 godziny, operacja. Polegała ona na wyciągnięciu śrub, drutu, zamontowaniu gwoździa śródszpikowego i 4 rygli, czyli gwoździ blokujących go w udzie. Ostatnia jak dotychczas operacja, 40-minutowa, odbyła się 7 miesięcy po wypadku. Wyjęto wtedy 2 rygle, podtrzymujące gwóźdź główny w udzie. Dopiero w sierpniu zapadnie decyzja, kiedy nastąpi wyjęcie gwoździa śródszpikowego. Po tym zabiegu będzie można przeprowadzić przeszczep kości, operacyjne zgięcie kolana, w celu zlikwidowania zrostów w stawie kolanowym, oraz rekonstrukcję kolana – przeszczepy więzadeł, ścięgien i innych elementów stawu kolanowego. Agatę czeka jeszcze wiele lat rehabilitacji.
Agata ma przerażające wspomnienia ze szpitala. Po przebudzeniu nie czuła nogi i nie wiedziała, co się dokoła niej dzieje. Rodzice byli w szoku. Przez pierwsze 2 tygodnie dostawała ogromne ilości antybiotyków i trzech środków narkotykowych, co „odcinało” ją od świata. „Jęczałam z bólu dzień i noc. Środki przeciwbólowe nie pomagały. Po zażyciu narkotyków zatracałam się. Rozmawiałam z odwiedzającymi i zasypiałam. Po chwili budziłam się i witałam się z nimi ponownie. Czasami nieświadomie zaczynałam ten sam temat wiele razy. Miałam bezustannie pusty, bolący żołądek. Karmiono mnie, po czym przytrzymywano mi głowę w czasie wymiotowania. Gdy zaczęłam trochę pić (herbata, rosołek) i jeść (suchary), zawsze kończyło się to głową w misce. Czułam się jak roślinka” – opowiedziała właścicielka XJ. Od pierwszych 2-3 tygodni zależało, czy dziewczyna zachowa swoją nogę – „Codziennie patrzyłam, czy nie dzieje się z nią coś dziwnego lub niepokojącego. Lekarze oswajali mnie z myślą, że kolano będzie sztywne. Pocieszali mnie, że nie zginęłam” – wyznała Agata. Kończynę udało się uratować - dziewczyna płakała ze szczęścia. Aby uniknąć powstania odleżyn, co jakiś czas obracano pacjentkę na bok – „Były to jedne z najgorszych momentów. Ten ból nogi i trzaski kości były przerażające”. Niemiłe wspomnienia wiążą się także z czarnym humorem Ordynatora – „Podczas jednej z wizyt podniósł mi nogę i powiedział, że mam ją utrzymać, ponieważ ją puści. Oblał mnie zimny pot”. Agata długo jeszcze nie potrafiła samodzielnie podnieść nogi, o czym doskonale wiedział Ordynator. Następnie oświadczył on pacjentce, że już nigdy nie wróci ona do sportu. Dziewczyna, przed wypadkiem, odnosiła sukcesy będąc w kadrze narodowej judo. „Mówiąc mi, że to niemożliwe, bardzo mnie zmotywował. Udowodnię, zarówno jemu, jak i sobie, że to możliwe. Liczę na powrót do sprawności i kolejny medal. Wtedy mu go pokażę”. Kiedy przyniesiono jej komputer, mogła porozumieć się ze znajomymi i obejrzeć zdjęcia rozbitego jednośladu – „Było to okropne uczucie, które wycisnęło wiele łez. Nie zdążyłam się nacieszyć motocyklem. Tak długo zbierałam na niego pieniądze, a w ciągu kilki sekund został zniszczony”. Jednym z najważniejszych dla niej przeżyć było pierwsze wstanie ze szpitalnego łóżka – „Po miesiącu leżenia na plecach pozwolono mi przez 5 minut postać przy łóżku na zdrowej nodze” – oraz pierwsze wyjście na dwór – a raczej wyjazd wózkiem. Najmilej motocyklistka wspomina odwiedziny znajomych – „Gdy tylko słyszałam szelest skór, stuki kasków – wiedziałam, że to do mnie. Przychodzili codziennie, wielkimi ilościami”. Po 2 miesiącach, spędzonych w szpitalnym łóżku, właścicielkę Yamahy czekał kolejny trudny moment. Powrót do domu. „Pierwszy raz zobaczyłam swój kask i ciuchy motocyklowe. Spojrzałam na ściany pełne medali i pucharów. To wycisnęło i wyciska nadal wiele łez”. Agata do „normalnego” życia jeszcze nie powróciła – „Sport to było całe moje życie. Przygotowywałam się do Mistrzostw Europy w judo. Marzyłam o Igrzyskach Olimpijskich. Studiowałam Wychowanie Fizyczne. Nie mogę w chwili obecnej kontynuować nauki ani podjąć pracy w tym zawodzie”. Chodzi ona aktualnie o jednej kuli, ale nadal odczuwa ból. Ma 90 stopni zgięcia w kolanie. Jeśli za 2 lata będzie się poruszała normalnie (bez kul i utykania), będzie to wielki sukces. Poszkodowana nie ma urazu do motocykli – po 5 miesiącach od dnia wypadku, chodząc o 2 kulach, wsiadła na Harleya kolegi. Obecnie jeździ jako pasażer. Dziewczyna uważa, że dostała szansę na „drugie życie” i ma świadomość, że „otarła się o śmierć”. „Nie winię motocykla za swoje nieszczęście. Życie toczy się dalej. Nie można oglądać się za siebie i trzeba myśleć nad przyszłością. Życie jest tylko jedno i warto je dobrze wykorzystać. Dlatego znów kupię swoją maszynę i będę jeździć” – opowiedziała Agata.
Niebawem minie 4 lata od pamiętnego wypadku.
Czy coś się zmieniło? Oczywiście że tak i nie :)
W dalszym ciagu składam noge. W lutym czeka mnie wyciągniecie gwoździa i to bedzie koniec leczenia uda.
Pod koniec marca zaczynam leczenie kolana. Czeka mnie rekonstrukcja całego kolana, zaczynając od łamania, uzyskiwania większego zgiecia niz dotychczasowe 93 st, a potem jeszcze wiązadła i cos tam jeszcze.
Co sie zmieniło, no drugi sezon już śmigam na moto. Cóż, nie posłuchałam mamusi i tatusia, ani lekarzy i motocykl jest. Nawijam kilometry i nawijać bedę. :) Nawet Polske w tym roku objechałam.
Nadchodzacy sezon niestety, bedzie bardzo, ale to bardzo skromny o ile w ogole bedzie.
Póki co, zyje operacjami i skonczeniem studiów.
Trzymajcie sie ludziska i pamietajcie, nie można się poddawać.
Ps. A jak reszta ??
Co do Dominatorów, to mój Domin wyszedł z wypadku cało, może z wyjątkiem paru przetarć ;) Stoi w garażu dwie ulice ode mnie. Niestety do kwietnia 2011 mam zakaz jazdy na moto od lekarza i rehabilitanta, także Domin jeszcze troszkę postoi, ale jak tylko będę mogła, spróbuję wsiąść. Tyle, że nie od razu na ulicę, a na kurs doszkalający, bo mam spory uraz psychiczny do ruchu drogowego i muszę się pozbierać :) A na forum Hondy Dominator też jestem ;) Pozdrowienia, Lisa
Pomimo że lekarze absolutnie nie dawali prawa istnienia pełnemu zgięciu, osiągnąłem je w końcu...dla siebie ;-)) Pomimo uprzedzeń lekarzy że miałem do końca życia zmagać się z różnymi dolegliwościami i jakimiś niedomaganiami , utrudnieniami w prawidłowym funkcjonowaniu pochodzącymi od tej kończyny powiem że się nie sprawdziły te proroctwa, procentowo noga po wypadku osiągnęła w moim odczuciu jakieś 96% i służy mi dzielnie czy to biegnę , chodzę, śmigam na rowerze, czy latam moto ostro terenowo, co kocham robić...;-)) a te 4 % zastrzeżeń to to że nie ma do końca takiej mocy,łatwiej ją jakby przeciążyć niż lewą-ale wcale nie łatwo ;-) oraz to że zawsze tam już takie "chrupanie " w tym kolanie będzie bo odbudowana łąkotek oraz tkanki chrzęstnej pokrywającej rzepkę dokonała się ale to nigdy tak gładkie i jednolite powierzchnie nie będą jak od urodzenia i chrzęścić będzie zawsze...jak dla mnie to nie jest jakieś uciążliwe.. Tak że trzymajcie się tu dzielnie, życzę wszystkim mnóstwo zdrowia, nie przestawajcie wierzyć w siebie, i w to że możecie sobie pomóc w powrocie do normy-bo naprawdę MOŻECIE. Pozdrawiam serdecznie, i obyśmy wiele km wspólnie pokonali jeszcze. P.S. Liza ,jesteś naprawdę wielkim fighterem jak widać...walczysz nie tylko o siebie , Ty potrafisz równie zacięcie walczyć też o innych ludzi...za to brawa ogromne dla Ciebie i podziw.. a myślałem że prawdziwi filantropi wyginęli dawno temu, hehe... jak to miło jest się pozytywnie zaskoczyć ;-)) poza tym niesamowicie pracowita... nie chcę się tu powtarzać że kawał dobrej roboty, ale powiem oryginalnie: Ty po prostu jesteś ludzka dla ludzi,pomocna..nie patrząc ile czasu i pracy poświęcasz po prostu miałaś jeden cel przed sobą-nie zostać bierna, i zarazić tym innych ;-)). Chyba się udało, i dobrze wiedzieć że ktoś umie i chce zrozumieć innych.. Jeszcze raz ZDROWIA wszystkim, a kobietom szczególnie bo za piękne jesteście "duszyczki" na takie przeżycia złe.. Oczywiście link zabieram do "siebie" Lizo, na forum Hondy Dominator.
Też chciałabym, aby nie było już więcej wypadków motocyklowych i nie było podstaw do pisania tego typu artykułów, ale nawet ostatnie tygodnie pokazują, jak brutalna jest rzeczywistość.
Ja miałam wypadek w październiku 2007 i czekają mnie w tej chwili jeszcze ok. 3 operacje, ale nie tracę nadziei. Już 1,5 roku walczę o odszkodowanie. Niestety sprawcy mojego wypadku nie odnaleziono, dostanę odszkodowanie z Funduszu Gwarancyjnego. Niestety motocykle to bardzo niebezpieczny sport i jedna chwila może zepsuć człowiekowi życie.
Szerokości wszystkim życzę i by juz nie pojawiały się artykuły o takiej treści.
Pozdrawiam
trafilem do szpitala na Szaserów w Warszawie nieprzytomny
z histori choroby (ok 100stron) odczytalem
zlamanie 1/3 blizszej trzonu kosci udowej prawej (operacja . 4 sruby i gwozdz)
zlamanie IV i V kosci srodrecza prawego
zlamanie bez przemieszczenia klykcia potylicznego lewego
stluczenie obu pluc
odma oplucnowa prawostronna
uraz GLOWY
lewa strona to tak jak mowilem klykiec potyliczny lewy
zlamanie piramidy lewej kosci skroniowej
zlamanie bocznej sciany prawej zatoki szczekowej
drobne ognisko hyperdenesyjne o srednicy 8mm polozone w strukturach glebokich lewej polkuli mozgu odpowiadajace krwiakowi
dodam ze 3 dni w spiaczce farmakologicznej i dreny na kladce piersiowej mialem ( pomagal oddychac respirator bo mialem niezle stluczone pluca)
MOGE DODAC TYLKO TYLE ZE NA CIUCHY NIE OSZCZEDZAJCIE w szpistalu bylem miesiac noga zlamana byla czarna ( taki krwiak na udzie byl i udo 3 razy wieksze niz lewe)
dodam ze pracuje w serwisie motocyklowym a do motocykli powracam na sezon 2009:D narazie w Sadzie sprawa z tym kolesiem no i szarpanie sie s PZU o odszkodowanie za utrate zdrowia POZDRAWIAM I SZEROKOSCI na koniec sezonu:)
A ogólnie może masz trochę racji, że po co o tym opowiadać...
Po co opowiadać o narciarzu, któremy narty połamały nogi ale trenował tyle czasu i zbierał tyle pieniędzy ze ma protezy i znowu jeździ...
Po co opowiadać o alpiniście, który spadł i ledwo go odratowano i znowu zbiera ekipę aby wleźć na ośmiotysięcznik...
Po co opowiadać o samobójcy...
Moze z natury lubisz mięć odmienne zdanie aby mozna było podyskutować i to Ci sie udało i jest to słuszne bo sam czasami tak nakrecam rozmowę aby poznać więcej opini.
Ale powód tego artykułu według mnie ma prozaiczne przesłanie do wytoczonych tu wniosków (nie to aby się chwalić swoim cierpieniem).
Może kiedyś zamiast przyszpieszyć zwolnisz lub zamiast postawić na gumę tylko popatrzysz jak inni to robią...a co w tym czasie mogłoby sie zdarzyć...może zrobiłbyś najdłuższy przejazd na gumie a może ...(trzeba spojrzeć na foto)
Aby do końca było wszystko jasne z mojej strony to ja już teraz jestem w grupie patrzących.
Musimy zrobić jakieś spotkanie ( pewnie Motogen się o to postara..., a jak nie to my sami... ) i wtedy na żywo porozmawiać. Widać, że jest tu dużo inteligentnych ludzi, umiejących bronić swoich przekonań - a tacy muszą raz na jakiś czas wypić razem piwo... ;-)))
A teraz na spacer!!! Cieszyć się wiosną!!! (Jasne, dopiero po pracy)
Pozdrawiam
Dlaczego opowiadam, owszem moj wypadek był pryz małej predkosci, nie zmojej winy, ale przeciez ktos moze jechac syzbko i moze go spotkac to samo, lub cos podobnego, dlatego opowiadam.
czytajac historie Łukasza.. no cóz przestroga dla tych co gumuja w nieodpowiednim momencie..przestroga, jak wielka krzywdę moga komus zrobic. duzo sie tu rozczulac, ale naprawde, realnie mogłabym przedstawic taki wypadek na zywo i duzo gadania.Tu jest zarys ogólny i wazniejsze szczególy.
W morzu krwi sie nie taplałam, zaledwie w tym co wyleciało z mojej nogi.
Ruszamy temat psychologi. OK. Tak wiec, moze psychologia nie zna takiego przypadku jak ja. Kazdy człowiek jest inny i kazdy inaczej czuje. Ja swój wypadek zaakceptowałam,opowiadac o nim moge i wymiotowa cmi sie nie chce, choc moze gdybym to pamietała.. Zaakceptowałams wój wypadek, chce jezdzic dalej mimo ze wiem ze najlepiej by bylo gdybym nie ryzykowała. Nie akceptuje tego ze omineły mnie te mistrzowskie imprezy.
Pszym, kazy jest inny i nie przeszkadza mi gadanie o tym moim wypadku, to jakis mi np cierpien nie przywołuje, ale jak czasem sama usiade i popatrze na trofea, ide na spacer i widze kogos biegajacego..uzaczynam wspominac i ubolewac nad tym ze mogłam cos robic i nawte nie pomyslałam ze rok pozniej.. to boli. Bola te momenty sprzed wypadku. Sam wypadek traktuje jako nieszczescie, stało sie. Boli to ze nie moge robic tego co przed wypadkiem.To jest miazdzace uczucie, stracic cos.nie był to wybór, tylko przymus.Każdy cierpi inaczej. czesto mi sie sni ze jestem na zawodach, mam walczyc i sie okazuje ze nie moge bo noga sie nie zgina. Dobra.. pocieszam sie tym ze zyje i mam noge i tym samym, ponownie wsiadam na motocykl, wyczekuje reszty operacji, usprawnienia nogi i powrotu na mate.
Trzymajcie sie ciepluchno i nie złośccie, moze kiedys poznamy sie osobiscie i moze wtedy dowiemy sie kto jaki jest i łatwiej nam bedzie cos zrozumieć, zrozumiec siebie.
Ps.w szpitalu trafiła do mnie an sale kobieta, ze złamana reka w stawie łokciowym.Umierajaca wrecz była.Koniec swiata bo reke sobie złamała.Biegała i całe dnie spedzala na dworze, a do mnie nie ruszajacej sie miała pretensje ze za duzo gosci mnie odwiedza w sali, bo ona swoich pryzjmuje na dworze:(
Dla jednych złamana reka, czy jakas tam czekajaca go operacja poprawkowa jest nieszczesciem i koncem swiata.czarna wizja. Dla mnie neiszczescie, było, trwa, ale minie.zostana tylko wspomnienia.
Za duzo klikania, idziemy ludziska smigac, spacerowac :) co kto moze :)
Manka - z czyjej winy był Twój wypadek? Rozumiałem z tekstu, że nie z Twojej. Co znaczy więc:
"...Historie swoja opowiadam i opowiadac bede, bo mozee ktos kiedys, w czasie jazdy przypomni sobie ten artykuł..te zdjęcia i nie popełni jakis błedów..."
To gdzie był błąd - wyjechanie na ulicę motocyklem?
Monter 75 - Nie boisz się, że będziesz miał kolejny wypadek i "...32 skruszone odłamy kości udowej" i potem się wyleczysz i będziesz miał znowu wypadek i "..będziesz w rękach trzymał kawałek uda ze sterczącą kością...itp."?????????
"...Ja zawarłem związek z moto "do grobowej deski" i w tym wypadku nie ma urzędu aby się rozwieść ale mój kolega uczęszczający na kurs po moim wypadku zrezygnował..."
Dla mnie niezrozumiały jest fetysz jaki robi się w tym artykule z wypadku - morze krwi, odcięte nogi i łamane kości Dziwię się, że osoby które to opisywały tak celowo chcą się taplać we własnym bólu i cierpieniu, a jednocześnie deklarują natychmiastowy powrót w siodło. Psychologia jasno wypowiada się, że żeby uporządkować swoje życie po jakimś tam przeżyciu należy zaakceptować je i zapomnieć... A tu odwrotnie. To Wy chcecie jeździć i cieszyć się z wolności i przeżyć jazdy na motocyklu, czy nie?
Jak pisałem wcześniej i pisze to Kamila, nie czepiam się artykułu w sensie merytorycznym - jest jak najbardziej potrzebny i takie rzeczy powinni pokazywać obowiązkowo na kursie na prawo jazdy. Ja na swoim kursie zaliczyłem jazdę na ósemkach i nawet trzy razy byłem na mieście! Raz nawet instruktor patrzył jak jadę...! Wow, ale łaska. Ale przyjeżdżały za to "pały" na CBRach, GSXRach i chwaliły się jak to oni zapier...200km/h po mieście i jacy są świetni i jak wszystko wiedzą i jak wyjąć db killera z tłumika bo jest za cichy - oczywiście nie mieli prawa jazdy na motocykl. Dupa, żadnego nie mieli! DAWCY!!!! A taka nastoletnia zakuta "pała" ( celowo używam tego epitetu, bo wczoraj pała jedna chciała mnie rozjechać crossem jak szedłem z wózkiem z dzieckiem przez las ) niewiele sobie weźmie do serca z Waszego bólu i cierpienia.
Dobra, koniec bo zaczynam się emocjonować. Clou jest takie - wypadki są i będą, jednak te NIE powstałe z winy motocyklistów są ułamkiem. W innych przypadkach są winni idioci, którzy nie mają pojęcia o odpowiedzialności.
I do Lizy pretensje mam jedynie o sposob przedstawienia swojego zdania, a nie o to co jest w artykule. W ogole abstrakcyjne dla mnie jest pojecie "wjechac na kogos za to co napisal". Wiec nie - nie wjezdzam na nia za to co napisala. Wyrazilam swoje zdanie na temat tego tekstu i tego co mi sie w nim nie spodobalo. Dla mnie to jest po prostu chwilami obrzydliwe. Ma prawo takie byc. Ale jak tez juz powiedzialam - daje do myslenia. Moze wlasnie przez ta swoja obrzydliwosc. No ale jak tez powiedzialam - niektore rzeczy mozna bylo napisac inaczej i z takim samym skutkiem.
A co do tego czy przypomni sobie artykul i nie popelni bledow... Hmm... Nie. Ten artykul opisuje wypadki, ale nie z winy motocyklistow. Niestety na takie nie mamy wplywu nawet jak najpierw myslimy "uwazaj" a dopiero potem, bardzo ostroznie, wciskamy gaz.
Zdrowia, siły i wiary!
Pozdrawiam,
Kamila
Na Lizkę bym tu nie wjeżdzała, bo przeciez przelała na klawiature słowa poszkodowanych.
Osobiście uwazam też, że opis i zdjecia dadza do myslenia.. bo niby czemu nie? Czesto na forach motocyklowych, w działach 'ku przestrodze" pojawiają się zdjęcia z wypadków..wszędzie krew, czesci ciała.. ale to nie na pokaz, to ma byc przestroga.
Moze nie powinnam, ale niech zaniknie teraz ta ananimowość i mówie: wypadek opisany w tym artykule dotyczy mojej osoby i zeby nie bylo ze to miała byc sensacja. Opowiadam czesto co mnie spotkało, ale nie po to by sie pochwalic, lecz po to zeby ktos pomyslał. wypadki tu opisane byly przy małych predkosciach, ale cos podobnego moze spotkac kogos pryz wiekszej. zdjecia, super prawdziwe tez jakos odzdziałowuja na nasza wyobraznie. Na wyobraźnie działaja te opisy, te zdjęcia.. a najbardziej kontakt z taka osoba. Pamietam jak po moim wypadku i zobaczeniu mnie przez kumpli, przez jakis czas nie chciali im sie jezdzic, a nastepnie z opowiesci znikł czynnik PREDKOSC, który zawsze sie pojawiał.
Obrzydzenie? Owszem, zgodze sie to obrzydliwe, gdy sie nie ma nogi, kosci leza obok a samemu lezy sie w krwi.
Obrzydliwe, jest uczucie dostanie w szpitalu worka z ciuchami- nasaczonych krwia.
Obrzydliwe jest uczucie niemocy, braku władzy nad własnym ciałem.
Okrutna jest świadomośc ile mozna było zrobic, a jak wiele sie straciło.
Obrzydliwe.. obrzydliwie prawdziwe zdarzenia.. obrzydliwe, sa kompletne..opowiadanie na zywo i ogladane..dotykane.. Wiele w tych wiwiadach zostało pominiete. Dlaczego? Emocje.. przekazujemy to co pamietamy, lub zostało nam przekazane.. ale pod wpływem uczuc, wiele sie pomija.
Obrzydliwe jest i takie ma byc. Historie swoja opowiadam i opowiadac bede, bo mozee ktos kiedys, w czasie jazdy przypomni sobie ten artykuł..te zdjęcia i nie popełni jakis błedów.
Powodzenia, tyle odmenie
Czytając komentarze osób bez przeżyć wiem, że nie jesteśmy w żaden sposób przekazać im z jakimi zmianami w życiu wiąże się wypadek. I nie kończy się to na szkole i pracy. Małżeństwo, znajomi zmieniający się jak kalejdoskop i "bracia" motonici jeżdzący obok nas przed wypadkiem. Mnie po wypadku z całej grupy z którą jeździłem odwiedził jeden kolega...a drugą osobą był ziom z odległego miasta(motocyklista).
Ja zawarłem związek z moto "do grobowej deski" i w tym wypadku nie ma urzędu aby się rozwieść ale mój kolega uczęszczający na kurs po moim wypadku zrezygnował.
Sami wybieramy drogę ale czy będzie ona bezpieczna tego nie wie nikt jak również nawet skrajna ostrożność niczego nam nie zagwarantuje.
Kolejnych bezpiecznych kilometrów i radości z wąchania obornika i świeżo skoszonej trawy życzy Monter.
HOWK.
Jeśli chodzi o przekaz dla ludzi którzy dopiero chcą zacząć przygodę z motocyklami to moim zdaniem może im to dać na przyszłość przestrogę aby uważniej jeździli ale co nie których również może zniechęcić. Pozdrawiam.
Katastrofa jednego człowieka to tragedia. Katastrofa milionów ludzi to statystyka. Statystyki do mnie tak bardzo nie przemawiają.
estarriol - masz całkowitą rację. Motocykliści powinni być świadomi zagrożenia i mieć "zimną krew". Częściej jednak stają się tacy dopiero po własnej lub czyjejś tragedii. Oczywiście są wyjątki :}
Merika - Dokładnie :} To właśnie opis rzeczywistości najbardziej wstrząsa. Każdy chciałby żyć w bajce, beztrosce i ułudzie szczęścia. Prawda jest jednak inna i ja tę prawdę opisałam. Ci, którzy nie są w stanie jej znieść, widocznie nadal żyją w urojonym świecie, we własnych, naiwnych fantazjach. Są odizolowani od reszty. Do czasu
Maks, Gonzo, Stes, Adrian, Zienek, Nazir - dzięki, chłopaki ;}
I mylisz sie Meriko - czasem właśnie brak dosłowności pobudza wyobraźnię, która ma nieograniczone i nieskończenie szerokie możliwości. I wtedy nie zastanawialiby się nad smakiem herbaty, a faktycznymi zagrożeniami.Bo na pewno nie zniechęciłoby to do przeczytania tego.
I sorry, jazda na motocyklu NIE IDZIE w parze z odpornością na widok krwi, przebitą skórą i połamanymi kośćm. Zwłaszcza, że, jak już powiedziałam, też miałam wypadek, też miałam kilka miesięcy gips, też miałam operacje i druty w nodze. I to też mnie jakoś na takie rzeczy nie uodporniło. Więc wyciąganie wniosków pt. "boisz sie krwi to co tu jeszcze robisz" jest zupełnie absurdalne. Nigdy nie spotkałam się ze stwierdzeniem, że skoro w ogóle wychodzę z domu, to powinnam mieć zupełną znieczulicę na, niby tak ludzkie, a jednak we mnie wywołujące obrzydzenie, rzeczy. To, że wywołuje to u kogoś obrzydzenie, a ja i Pszym nie jesteśmy jedynymi u których wywołało, ale nie każdy musiał tu o tym napisać, nie znaczy że nie działa to na wyobraźnie i nie uświadamia zagrożenia. Nikt też nie powiedział, że w dobie scen gwałtów lubimy patrzeć na sceny gwałtów czy morderstw i nie wzbudza to w nas strachu, czy odrazy.
Czy motocyklista przepraszam ma być jakimś wypranym z emocji robotem? Chyba nie. Niektórzy boją się pająków, inni żab, inni ciemności, a inni krwi. To wszystko jest ludzkie.
To proszę - kilka faktów z raportu HURTA ( pobrane z ścigacz.pl ).
Eliminując zderzenia, gdzie nie jesteśmy ( motocykliści ) winni, reszta to po prostu głupota i brak doświadczenia...
12. Motocyklisci wieku miedzy 16 a 24 r. z. sa nadreprezentowani w
wypadkach; motocyklisci miedzy 30 a 50 r. z. sa znaczaco nieobecni.
Wiekszosc (96%) kierujacych motocyklami w wypadkach to mezczyzni (czesto
robotnicy i studenci).
13. Wysoki odsetek to motocyklisci bioracy wczesniej udzial w wypadkach
(!).
14. Wiekszosc kierujacych motocyklami uczestniczacymi w wypadkach to
samoucy: 92% nauczylo sie jezdzic samemu lub od przyjaciol. Doswiadczenie w
jezdzie jest znaczaco zwiazane z mniejszymi urazami.
15. Wiecej niz polowa uczestnikow wypadkow miala mniej niz 5 miesiecy
doswiadczenia w jezdzie na motocyklu uczestniczacym w wypadku, mimo iz
calkowite doswiadczenie wynioslo prawie 3 lata (!).
16. Prawie polowa wypadkow smiertelnych byla zwiazana z alkoholem.
17. Motocyklisci wykazywali znaczne trudnosci z uniknieciem wypadku:
wiekszosc nadmiernie hamowala i doprowadzala przednie tylne kolo do
poslizgu. Zdolnosc do sterowania pojazdem byla ograniczona.
22. Prawdopodobienstwo urazu jest wysokie: 98% w wypadkach z udzialem wielu
pojazdow, 96% przy wypadku pojedynczego motocykla. W 45% przypadkow sa to
powazne uszkodzenia ciala. Polowa urazow dotyczy nog, kolan i konczyn
gornych. Ochraniacze nie sa tu efektywne, w przeciwienstwie do zakladania
odpowiedniego obuwia, rekawic, jednak chronia one glownie przed obtarciami,
ktore sa czeste, ale rzadko powazne.
24. Ciezkosc uszkodzen zwieksza sie wraz ze wzrostem wielkosci motocykla,
predkosci oraz uzycia alkoholu.
25. 73% uczestnikow wypadkow nie stosowalo ochrony oczu przed wiatrem;
sadzi sie, ze moglo byc to przyczyna gorszej wydocznosci.
26. Tylko 40% motocyklistow uzywalo kasku ochronnego w momencie wypadku.
Kasku nie zakladano zwlaszcza latem i przy krotkich wypadach.
Poza tym to nawet nie zdjęcia działają, tylko zwykłe słowa na wyobraźnie, która zapewne dopowiada i wyolbrzymia powyżej opisane sceny, ale właśnie dzięki temu ten artykuł żyje!Nie jest suchą relacją! Ja nie zastanawiałam się nigdy nad tym, jak wyglądają po prostu "wypadki motocyklistów", bo zawsze słyszałam o "wypadkach śmiiertelnych motocyklistów"!!! Jak pokazać lepiej rzeczywistość niż taką jaką jest? Jak poruszyć poważny problem jak nie przez ujawnienie najciemniejszej jego strony? Przecież gdyby nie dosłowność to by nikogo ten artykół wogule nie ruszył!!!ludzie by go czytali i zastanawiali się nad ..."dobrym smakiem" ....
chyba herbatki...którą właśnie sobie w trakcie popijają.
Zbyt drastyczne? Za dużo szczególów w opisie??? Nie rozśmieszajcie mnie. Jesteście motocyklistami, często dosiadacie maszyn o olbrzymim potencjale. Jesteście motocyklistami, więc na swój sposób musicie byc twardzi, więc opis wypadku,( który nota bene w porównaniu z tym co obecnie ogląda się w filmach jest i tak jak Smurfy czy Reksio) nie powinien budzic takich reakcji. To naprawdę tak wygląda !!! Jeśli jesteście zbyt delikatni, żeby znieśc taki opis, to chyba trzeba się poważnie zastanowic nad przesiadką do autobusu/tramwaju.
Oczywiście, że możemy udawac, że problemu nie ma. Spychac mysli na ten temat gdzieś na bok i w pełni rozkoszowac się prędkością. Nie tędy droga- to byłoby delikatnie mówiac nierozsądne...
Dziwnie Ci się jeździ po takiej lekturze? Troszkę mniejszy komfort jazdy? Bardzo dobrze- znaczy, że zaczynasz bardziej myslec, więcej się rozglądac, używac wyobraźni i przede wszystkim MNIEJ UFAC otoczeniu.
To co jest opisane w artykule to nie są rzeczy miłe i przyjemne. Ale co cięzkiej cholery są to rzeczy ważne i jak narazie nikt inny o tym nie pisze.
Liza- szacunek.
pozdrawiam
Oczywiscie nic mi to nie da jesli kierowcy puszek będa jezdzic tak jak jezdza i nie zwracac uwagi na jednoslady ;) Pozdrawiam czytelników, fotki są ok bez przesady
Takie rzeczy po prostu się dzieją, tak jak wypadki motocyklowe...Niestety. :-(
Zienek, akurat porównanie do De Sade nie jest dobre ( czy normalne jest trzymanie na smyczach ludzi i karmienie ich... kupą naszpikowaną gwoździami? - "Saloo, czyli 120 dni sodomy" na podstawie markiza De Sade ).
Sorry, tu nie ma nic filozoficznego... Ja naprawdę nie czepiam się Lizy - podjęła odważny temat. Razi mnie po prostu schemat pisania jak w brukowcu. Może inaczej - ktoś zaczyna przygodę z motocyklami i trafia na taki artykuł. No w mordę! Ja nie wiem, czy nie zbladłbym - potem zwymiotował, a potem sprzedał maszynę... Przepraszam za takie dosadne porównanie, ale nie mogłem się powstrzymać.
Liza - nie denerwuj się jak ktoś krytykuje, musisz się liczyć że nie zawsze wszyscy będą klaskać. Osiągnęłaś zresztą cel - Twój tekst zbiera dużo komentarzy. To jest sukces - przekaz działa.
Kamila zresztą dokładnie napisała, nie piszemy że nie masz racji itp. - wyrażamy swoje zdanie, nie odbieraj tego tak nerwowo.
Szerokości.