załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

NA KAŻDY TEMAT

Media - dawcy stereotypów cz. 3

Liza
25-04-2008, 08:00
OCEŃ ARTYKUŁ Media - dawcy stereotypów cz. 3 kliknij i przesuń wskaźnik
Ich życie uległo zmianie. Uszkodzenia ciała, jakich doznali w wyniku wypadku, wpłynęły na ich postrzeganie świata. Są oni innymi niż wcześniej ludźmi. Mają znacznie większy dystans do swojego otoczenia. Cierpienie wycisnęło na nich swoje piętno. Beztroska dawnego życia odeszła w niepamięć. Temat wypadku jest dla nich bardzo delikatny - opowiadają o nim tylko zaufanym osobom. Pozornie może się wydawać, że są obojętni i tragedia ta nie była dla nich wielkim wydarzeniem. W rzeczywistości jednak na słowo „wypadek” przechodzą ich lekkie dreszcze, a przerażające i smutne wspomnienia powracają.
Mowa o ofiarach tragicznych wypadków motocyklowych. Aby przybliżyć ich świat, przeprowadziłam wywiad z Agatą, Agnieszką i Łukaszem.
Agata – wypadek na skrzyżowaniu
Dziewczyna jechała na Yamasze XJ 600. Wypadek miał miejsce, gdy wracała z uczelni – „Nie pamiętałam nic oprócz jednej, wielkiej, białej plamy. Jak się później okazało, był to samochód marki Lublin”. Motocyklistka poruszała się po prostym odcinku jezdni i dojeżdżała do skrzyżowania z wysepką na środku. Tym samym pasem, przed nią, jechał bus. W pewnym momencie wykonał skręt w prawo. Jak się okazało, kilka metrów dalej były roboty drogowe, co spowodowało spowolnienie ruchu. Agata mając to na uwadze, rozejrzała się dokoła i ruszyła dalej prosto. W tym samym czasie jadący z naprzeciwka kierowca Lublina wykonał lewoskręt. Prawdopodobnie mężczyzna zaaferowany był remontem drogi i nie widział ani skręcającego busa, ani motocykla, który jechał za nim. Na pasie ruchu, po którym poruszała się Agata, nie stwierdzono śladów hamowania. Uderzyła ona w prawy bok białego samochodu, pomiędzy kabiną a paką – „W tą przestrzeń dostała się moja noga, którą odgięłam aluminiowy lub żelazny kant paki. Usiłowałam położyć motocykl na lewą stronę. Noga jednak zahaczyła o pakę i rozszarpała ją na całej długości wraz z bakiem. Podobnym torem poszła moja głowa, ale na szczęście była ona w kasku. Następnie zahaczyłam motocyklem o tylne koła samochodu, co spowodowało wyrzucenie mnie kilka metrów dalej na pobocze. Moja maszyna została na środku jezdni.”

Oczekując na karetkę, Agatę trzymali policjant i pielęgniarka, którzy akurat jechali w korku oraz kobieta z pobliskiego domu. Szarpała się strasznie. Bardzo chciała wstać. „W rękach trzymałam kawałek uda ze sterczącą kością. Za mną leżała, kilka razy zwinięta, resztka mojej nogi.” – wyznała dziewczyna. Po pół godzinie pojawił się ambulans. Kiedy wkładano właścicielkę XJ na nosze, znów zaczęła się potwornie szarpać i wrzeszczeć. W pierwszym szpitalu okazało się, że nie ma sprzętu, który mógłby uratować jej nogę. Każdy lekarz myślał tylko i wyłącznie o amputacji. Ostatecznie jednak, w drugim szpitalu, postanowiono uratować kończynę.

Skutki wypadku motocyklowego były dla Agaty wstrząsające. Przede wszystkim uszkodziła nogę: wieloodłamowe, wielopoziomowe, zmiażdżeniowe złamanie kości udowej z zerwanym przyczepem głowy mięśnia czworogłowego uda. W udzie znajdowały się 32 skruszone odłamy kości udowej, które usunięto. Był w niej również ubytek, o wielkości 12 cm, który znaleziono na asfalcie obok zawiniętej do tyłu nogi. Nasada kolana podzielona była na 14 części, które udało się zszyć. W stawie kolanowym były zerwane wszystkie więzadła i uszkodzone struktury chrzęstno-kostne. W kości piszczelowej, a dokładnie w kłykciu piszczelowym, został wybity kawałek kości. W wyniku złamania kończyna uległa skróceniu o około 5 cm. Ponadto dziewczyna miała rozcięte czoło, stłuczoną prawą dłoń oraz spojenie łonowe. W wyniku szoku pourazowego nie pamiętała przebiegu wypadku ani niczego, co działo się bezpośrednio po nim.

Motocyklistka miała do tej pory 4 operacje. Podczas pierwszej wykonano zespolenie kości Drutem Kirschnera, założenie śrub mocujących kolano oraz Aparatu Ilizarowa. Delikatnie naciągnięto skórę, ponieważ były w niej ubytki. Zszyto dużą, szarpaną ranę na udzie oraz ranę na czole. 3 miesiące później, podczas następnego zabiegu, zdjęto Aparat Ilizarowa. Poprawiono także położenie 12-centymetrowego odłamka kości, który nie przyjął się z powodu zbyt słabego ukrwienia i znacznego przemieszczenia się. 4 dni później była kolejna, trwająca 4 godziny, operacja. Polegała ona na wyciągnięciu śrub, drutu, zamontowaniu gwoździa śródszpikowego i 4 rygli, czyli gwoździ blokujących go w udzie. Ostatnia jak dotychczas operacja, 40-minutowa, odbyła się 7 miesięcy po wypadku. Wyjęto wtedy 2 rygle, podtrzymujące gwóźdź główny w udzie. Dopiero w sierpniu zapadnie decyzja, kiedy nastąpi wyjęcie gwoździa śródszpikowego. Po tym zabiegu będzie można przeprowadzić przeszczep kości, operacyjne zgięcie kolana, w celu zlikwidowania zrostów w stawie kolanowym, oraz rekonstrukcję kolana – przeszczepy więzadeł, ścięgien i innych elementów stawu kolanowego. Agatę czeka jeszcze wiele lat rehabilitacji.


Agata ma przerażające wspomnienia ze szpitala. Po przebudzeniu nie czuła nogi i nie wiedziała, co się dokoła niej dzieje. Rodzice byli w szoku. Przez pierwsze 2 tygodnie dostawała ogromne ilości antybiotyków i trzech środków narkotykowych, co „odcinało” ją od świata. „Jęczałam z bólu dzień i noc. Środki przeciwbólowe nie pomagały. Po zażyciu narkotyków zatracałam się. Rozmawiałam z odwiedzającymi i zasypiałam. Po chwili budziłam się i witałam się z nimi ponownie. Czasami nieświadomie zaczynałam ten sam temat wiele razy. Miałam bezustannie pusty, bolący żołądek. Karmiono mnie, po czym przytrzymywano mi głowę w czasie wymiotowania. Gdy zaczęłam trochę pić (herbata, rosołek) i jeść (suchary), zawsze kończyło się to głową w misce. Czułam się jak roślinka” – opowiedziała właścicielka XJ. Od pierwszych 2-3 tygodni zależało, czy dziewczyna zachowa swoją nogę – „Codziennie patrzyłam, czy nie dzieje się z nią coś dziwnego lub niepokojącego. Lekarze oswajali mnie z myślą, że kolano będzie sztywne. Pocieszali mnie, że nie zginęłam” – wyznała Agata. Kończynę udało się uratować - dziewczyna płakała ze szczęścia. Aby uniknąć powstania odleżyn, co jakiś czas obracano pacjentkę na bok – „Były to jedne z najgorszych momentów. Ten ból nogi i trzaski kości były przerażające”. Niemiłe wspomnienia wiążą się także z czarnym humorem Ordynatora – „Podczas jednej z wizyt podniósł mi nogę i powiedział, że mam ją utrzymać, ponieważ ją puści. Oblał mnie zimny pot”. Agata długo jeszcze nie potrafiła samodzielnie podnieść nogi, o czym doskonale wiedział Ordynator. Następnie oświadczył on pacjentce, że już nigdy nie wróci ona do sportu. Dziewczyna, przed wypadkiem, odnosiła sukcesy będąc w kadrze narodowej judo. „Mówiąc mi, że to niemożliwe, bardzo mnie zmotywował. Udowodnię, zarówno jemu, jak i sobie, że to możliwe. Liczę na powrót do sprawności i kolejny medal. Wtedy mu go pokażę”. Kiedy przyniesiono jej komputer, mogła porozumieć się ze znajomymi i obejrzeć zdjęcia rozbitego jednośladu – „Było to okropne uczucie, które wycisnęło wiele łez. Nie zdążyłam się nacieszyć motocyklem. Tak długo zbierałam na niego pieniądze, a w ciągu kilki sekund został zniszczony”. Jednym z najważniejszych dla niej przeżyć było pierwsze wstanie ze szpitalnego łóżka – „Po miesiącu leżenia na plecach pozwolono mi przez 5 minut postać przy łóżku na zdrowej nodze” – oraz pierwsze wyjście na dwór – a raczej wyjazd wózkiem. Najmilej motocyklistka wspomina odwiedziny znajomych – „Gdy tylko słyszałam szelest skór, stuki kasków – wiedziałam, że to do mnie. Przychodzili codziennie, wielkimi ilościami”. Po 2 miesiącach, spędzonych w szpitalnym łóżku, właścicielkę Yamahy czekał kolejny trudny moment. Powrót do domu. „Pierwszy raz zobaczyłam swój kask i ciuchy motocyklowe. Spojrzałam na ściany pełne medali i pucharów. To wycisnęło i wyciska nadal wiele łez”. Agata do „normalnego” życia jeszcze nie powróciła – „Sport to było całe moje życie. Przygotowywałam się do Mistrzostw Europy w judo. Marzyłam o Igrzyskach Olimpijskich. Studiowałam Wychowanie Fizyczne. Nie mogę w chwili obecnej kontynuować nauki ani podjąć pracy w tym zawodzie”. Chodzi ona aktualnie o jednej kuli, ale nadal odczuwa ból. Ma 90 stopni zgięcia w kolanie. Jeśli za 2 lata będzie się poruszała normalnie (bez kul i utykania), będzie to wielki sukces. Poszkodowana nie ma urazu do motocykli – po 5 miesiącach od dnia wypadku, chodząc o 2 kulach, wsiadła na Harleya kolegi. Obecnie jeździ jako pasażer. Dziewczyna uważa, że dostała szansę na „drugie życie” i ma świadomość, że „otarła się o śmierć”. „Nie winię motocykla za swoje nieszczęście. Życie toczy się dalej. Nie można oglądać się za siebie i trzeba myśleć nad przyszłością. Życie jest tylko jedno i warto je dobrze wykorzystać. Dlatego znów kupię swoją maszynę i będę jeździć” – opowiedziała Agata.

 
Strony:
1 2 3
 

Media – dawcy stereotypów cz. 3. Ciężkie wypadki – uwaga, bardzo drastyczne! zdjęcia(zdjęć: 41)

Komentarze użytkowników
(45)
18-12-2010 22:49
~Mieszko
Aż słów brakuje... *****, nie być biernym. Już zaraz wyłączam kompa i zaczynam, jeszcze dizć, nie jutro walczyć. Dziękuję i Wam, że zgodziliście się opowiedzieć o Waszych przeżyciach i o Waszym obecnym patrzeniu na Świat. Dzięki też i autorowi artykółu i portalowi, że został wydany. Będę miał Was przed oczyma, chociaż nigdy się nie poznaliśmy, podczzs gdy będę walczył z własnymi słabościami, z biernością i niemocą charakteru.
28-11-2010 04:16
manka
Cześć :) Agata z tej str.
Niebawem minie 4 lata od pamiętnego wypadku.
Czy coś się zmieniło? Oczywiście że tak i nie :)

W dalszym ciagu składam noge. W lutym czeka mnie wyciągniecie gwoździa i to bedzie koniec leczenia uda.
Pod koniec marca zaczynam leczenie kolana. Czeka mnie rekonstrukcja całego kolana, zaczynając od łamania, uzyskiwania większego zgiecia niz dotychczasowe 93 st, a potem jeszcze wiązadła i cos tam jeszcze.

Co sie zmieniło, no drugi sezon już śmigam na moto. Cóż, nie posłuchałam mamusi i tatusia, ani lekarzy i motocykl jest. Nawijam kilometry i nawijać bedę. :) Nawet Polske w tym roku objechałam.
Nadchodzacy sezon niestety, bedzie bardzo, ale to bardzo skromny o ile w ogole bedzie.
Póki co, zyje operacjami i skonczeniem studiów.

Trzymajcie sie ludziska i pamietajcie, nie można się poddawać.

Ps. A jak reszta ??
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'
18-08-2010 19:06
Liza
Be Er - dzięki za opis Twojego wypadku :) Może dzięki temu ktoś będzie bardziej uważał na siebie lub innych. Dzięki również za życzenia dla mnie i wszystkich poszkodowanych :) Artykuły z cyklu "Media - dawcy stereotypów" napisałam z wielką satysfakcją, ponieważ opisałam to, czego większość nie chce opisywać, a nawet zauważać. Mam nadzieję, że dzięki moim tekstom dam do myślenia wielu osobom. Ale nie ma co przesadzać - daleko mi do mistrzostwa :)

Co do Dominatorów, to mój Domin wyszedł z wypadku cało, może z wyjątkiem paru przetarć ;) Stoi w garażu dwie ulice ode mnie. Niestety do kwietnia 2011 mam zakaz jazdy na moto od lekarza i rehabilitanta, także Domin jeszcze troszkę postoi, ale jak tylko będę mogła, spróbuję wsiąść. Tyle, że nie od razu na ulicę, a na kurs doszkalający, bo mam spory uraz psychiczny do ruchu drogowego i muszę się pozbierać :) A na forum Hondy Dominator też jestem ;) Pozdrowienia, Lisa
25-02-2010 03:33
~Be Er
kurczę...smutne... ale nie chcę dodawać Wam tu jeszcze smutku a wręcz odwrotnie-optymizm ;-) Naprawdę aż gratuluję sam sobie w tej chwili że mnie tylko tyle spotkało, i tak szybko wróciło do normy...staram się tego nie pamiętać, i właśnie lecieć do przodu z życiem dalej....już mnie tam nie ma przecież, jestem już wiele "kroków" dalej, i w realiach które są "tu i teraz", i żyję tym co jest dziś, nie wczoraj... i to polecam ;-) Historia dość typowa:wypadek w trzeciej dekadzie czerwca 2008. Prosta sytuacja :Kangoo z posesji wystrzeliło we mnie jadącego wąską uliczką przez mieścinkę Laszczki pod Warszawą-Liza może wiedzieć i ludzie z okolic jak tam jest-ulica ze 2km i po obu stronach posesje, często schowane w głębi terenu, lub za bujną roślinnością która przy wjazdach do tych posesji rośnie.Poruszałem się około 50km/h (i chwała że tyle) gdy z prawej,z jednej z posesji będący pod wpływem % jakiś budowlaniec, wyjechał sobie nie licząc chyba że po drodze może ktoś inny niż on jechać. Najbardziej przykro mi było jak leżałem naprzeciw mojej Dommie i patrzyłem jaka rozbita leży...tak mi szkoda się zrobiło że doznała uszkodzeń. Ale najgorzej wkurzyło mnie jak leżąc rozpłaszczony jak żabka na tym asfalcie słyszę że gość kręci rozrusznik w swoim Renault.... nic tylko dojść i strzelić z liścia takiego znieczuleńca i bezczela...!!! a ja bezradnie mogłem tylko czekać odjedzie lub nie... ale miałem też światełko radości bo widziałem pozwijaną blachę zdartą z jego przodu , leżącą na jezdni-tablica rejestracyjna ;-)) pomyślałem sobie wtedy że może nawet odjechać, nie minie go sprawiedliwość. Nie uruchomił się widocznie ze względu na uszkodzenia, i gość po drugiej próbie poszedł pieszo...nie zdążyłem mu nawet pomachać.. próbowałem się przekręcić z brzucha na plecy ale czuję coś nie tak, ja się okręcam a ze mną prawa noga tylko do połowy uda ... no to chciałem ją rękami objąć i tak się przekręcić z nią,ale jakoś nie chciała współpracować noga ze mną i miałem wrażenie że tam w środku noga w miejscu w którym złapałem porusza się w płaszczyźnie niezależnej od reszty więc zostawiłem żeby nie zrobić sobie gorzej, zresztą człowiek który był na miejscu odradził mi cokolwiek tam robić bo to wygląda na złamanie. I tak, wieloodłamowe złamanie uda otwarte(ale kość,jej ostry szpic tylko przebił skórę-niestety jeansy i się schował w swoim docelowym miejscu w nodze) w 1/2 długości, plus wieloodłamowe złamanie rzepki(i tylko tyle, głowa nic,klatka piersiowa nic, narządy nic, żebra też...trochę zadrapań na łokciu-lato było i niestety przyznam się z odzieży moto to miałem tylko kask i rękawice jako protektory z prawdziwego zdarzenia, na swoje nieszczęście reszta to t-shirt,jeansy wspomniane oraz buty typu "trekking").. szpital, operacja, telefon do domu przed samą operacją...rzepka na popręg, a w udzie gwóźdź śródszpikowy ryglowany...kurczę w zasadzie do dziś mam a chyba już do usunięcia...lecz chwilowy brak czasu ;-)) Rehabilitowałem się sam uparcie i sumiennie w domu jak tylko zabrane mi było zewnętrzne usztywnienie stawu kolanowego w postaci ortezy,a było to po jakichś 2 miesiącach dopiero...tyle że troszeczkę się zszokowałem jak okazało się że zakres ruchu...hmmm-porównując do zegara i wskazówek-jeśli 09:15-to wyprostowana noga a 09:42 powiedzmy to maksymalne anatomiczne, prawidłowe zgięcie-bo podudzie i udo prawie równoległe mogą być ze sobą, ale nie do końca przecież- to ja mogłem zrobić i z bólem coś do około 09:18, może 09:20 max a liczyłem że z trudnością ale ruch będzie "jakiś " w tym kolanie i tylko rozruszać przez miesiąc, dwa.. na liczeniu się skończyło i trzeba było się ostro wziąć za siebie aby wreszcie po okresie 7,5 miesiąca od wypadku wyjść w miarę prawie normalnie na dłuższy pierwszy spacer... zgięcie było już wówczas poprzez masę bólu i wiele godzin ćwiczenia codziennie doprowadzone do około "godzinki" 09:32 doprowadzone(ostatnie "minuty" to już coraz trudniej było osiągać i oporniej),ale uporem, wielką chęcią zlikwidowania możliwie wszystkich przyczyn które stały na drodze do sprawnego,pełnego funkcjonowania.
Pomimo że lekarze absolutnie nie dawali prawa istnienia pełnemu zgięciu, osiągnąłem je w końcu...dla siebie ;-)) Pomimo uprzedzeń lekarzy że miałem do końca życia zmagać się z różnymi dolegliwościami i jakimiś niedomaganiami , utrudnieniami w prawidłowym funkcjonowaniu pochodzącymi od tej kończyny powiem że się nie sprawdziły te proroctwa, procentowo noga po wypadku osiągnęła w moim odczuciu jakieś 96% i służy mi dzielnie czy to biegnę , chodzę, śmigam na rowerze, czy latam moto ostro terenowo, co kocham robić...;-)) a te 4 % zastrzeżeń to to że nie ma do końca takiej mocy,łatwiej ją jakby przeciążyć niż lewą-ale wcale nie łatwo ;-) oraz to że zawsze tam już takie "chrupanie " w tym kolanie będzie bo odbudowana łąkotek oraz tkanki chrzęstnej pokrywającej rzepkę dokonała się ale to nigdy tak gładkie i jednolite powierzchnie nie będą jak od urodzenia i chrzęścić będzie zawsze...jak dla mnie to nie jest jakieś uciążliwe.. Tak że trzymajcie się tu dzielnie, życzę wszystkim mnóstwo zdrowia, nie przestawajcie wierzyć w siebie, i w to że możecie sobie pomóc w powrocie do normy-bo naprawdę MOŻECIE. Pozdrawiam serdecznie, i obyśmy wiele km wspólnie pokonali jeszcze. P.S. Liza ,jesteś naprawdę wielkim fighterem jak widać...walczysz nie tylko o siebie , Ty potrafisz równie zacięcie walczyć też o innych ludzi...za to brawa ogromne dla Ciebie i podziw.. a myślałem że prawdziwi filantropi wyginęli dawno temu, hehe... jak to miło jest się pozytywnie zaskoczyć ;-)) poza tym niesamowicie pracowita... nie chcę się tu powtarzać że kawał dobrej roboty, ale powiem oryginalnie: Ty po prostu jesteś ludzka dla ludzi,pomocna..nie patrząc ile czasu i pracy poświęcasz po prostu miałaś jeden cel przed sobą-nie zostać bierna, i zarazić tym innych ;-)). Chyba się udało, i dobrze wiedzieć że ktoś umie i chce zrozumieć innych.. Jeszcze raz ZDROWIA wszystkim, a kobietom szczególnie bo za piękne jesteście "duszyczki" na takie przeżycia złe.. Oczywiście link zabieram do "siebie" Lizo, na forum Hondy Dominator.
18-03-2009 20:24
Liza
Agata - Jak wiesz, trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że wrócisz do sprawności szybciej niż ja, bo jesteś wspaniałą, wartościową dziewczyną i nie zasłużyłaś na taki los :} Trzymaj się.

Też chciałabym, aby nie było już więcej wypadków motocyklowych i nie było podstaw do pisania tego typu artykułów, ale nawet ostatnie tygodnie pokazują, jak brutalna jest rzeczywistość.
18-03-2009 19:38
Liza
suzi22 - współczuję z powodu wypadku. Miałeś naprawdę bardzo poważne i duże obrażenia. Najważniejsze jednak, że żyjesz. Od wypadku minął już rok - mam nadzieję, że powróciłeś już do sprawności? Jak udała się walka z sądem, PZU, lekarzami i zdrowiem?

Ja miałam wypadek w październiku 2007 i czekają mnie w tej chwili jeszcze ok. 3 operacje, ale nie tracę nadziei. Już 1,5 roku walczę o odszkodowanie. Niestety sprawcy mojego wypadku nie odnaleziono, dostanę odszkodowanie z Funduszu Gwarancyjnego. Niestety motocykle to bardzo niebezpieczny sport i jedna chwila może zepsuć człowiekowi życie.
08-03-2009 12:04
~Agata
To znów ja. Mogę powiedziec tak: jestem po 5 operacjach, tą piąta to autospongiozoplastyka stawu rzekomego czyli przeszczep kości jednak. Zgiecie kolana staneło na 93 stopniach ale walcze dalej, walcze bo w garazu stanoł motocykl :)
Szerokości wszystkim życzę i by juz nie pojawiały się artykuły o takiej treści.
Pozdrawiam
18-11-2008 23:10
suzi22
witam 9-10.05.2008 mialem wypadek o 00:10 w nocy koles mercedesem wyjechal wymuszenie pierszenstwa jechalem gsxr 750 k3 z calego dnia wypadku nic nie pamietam bo liczne obrazenia byly mojego ciala (zaraz wymienie) mysle ze w duzym stopniu zycie uratowal mi kask Z USA oraz zółw z pasem nanerkowym policja byla i definitywnie stwierdzila ze tego Pana/chlopaka 28l zonaty i dziecko w wieku 4 lat ma ,ze to jego wina bez 2 zdan mojej drogi hamowania brak co z motocyklem rama krzywa ,zawieszenie itp generalnie szrot na czesci ale to najmniejszy problem .. a ZDROWIE wiec tak
trafilem do szpitala na Szaserów w Warszawie nieprzytomny
z histori choroby (ok 100stron) odczytalem


zlamanie 1/3 blizszej trzonu kosci udowej prawej (operacja . 4 sruby i gwozdz)
zlamanie IV i V kosci srodrecza prawego
zlamanie bez przemieszczenia klykcia potylicznego lewego
stluczenie obu pluc
odma oplucnowa prawostronna
uraz GLOWY
lewa strona to tak jak mowilem klykiec potyliczny lewy
zlamanie piramidy lewej kosci skroniowej
zlamanie bocznej sciany prawej zatoki szczekowej
drobne ognisko hyperdenesyjne o srednicy 8mm polozone w strukturach glebokich lewej polkuli mozgu odpowiadajace krwiakowi

dodam ze 3 dni w spiaczce farmakologicznej i dreny na kladce piersiowej mialem ( pomagal oddychac respirator bo mialem niezle stluczone pluca)

MOGE DODAC TYLKO TYLE ZE NA CIUCHY NIE OSZCZEDZAJCIE w szpistalu bylem miesiac noga zlamana byla czarna ( taki krwiak na udzie byl i udo 3 razy wieksze niz lewe)

dodam ze pracuje w serwisie motocyklowym a do motocykli powracam na sezon 2009:D narazie w Sadzie sprawa z tym kolesiem no i szarpanie sie s PZU o odszkodowanie za utrate zdrowia POZDRAWIAM I SZEROKOSCI na koniec sezonu:)
07-05-2008 08:55
MLO!!!
Witam! Ja na świeżo (wczoraj miałem dzwona) na szczęście nic poważnego się nie stało...stało to się przez moją głupotę - przestrzegam MYŚLCIE bo ja na chwilkę wyłączyłem myślenie i bach. Co do tego czy wsiądę na motor: Trochę mam stracha ale ktoś kto jeździ i to kocha hmmm nie potrafi bez tego żyć. Apeluję tylko: ZAWSZE JEŹDŹCIE W PEŁNYM STROJU (a nie w jakiś jeansach czy dresach). Tylko dlatego, że miałem na sobie skórę nie jestem poobcierany. Moja przygoda zakończyła się dobrze czego i Wam życzę. Pozdrawiam CB500
01-05-2008 21:30
Monter75
Pszym...a jak się przewrócisz to juz będziesz leżał do końca życia? - to tak mi pzyszło do głowy na Twoją psychologię.
A ogólnie może masz trochę racji, że po co o tym opowiadać...
Po co opowiadać o narciarzu, któremy narty połamały nogi ale trenował tyle czasu i zbierał tyle pieniędzy ze ma protezy i znowu jeździ...
Po co opowiadać o alpiniście, który spadł i ledwo go odratowano i znowu zbiera ekipę aby wleźć na ośmiotysięcznik...
Po co opowiadać o samobójcy...
Moze z natury lubisz mięć odmienne zdanie aby mozna było podyskutować i to Ci sie udało i jest to słuszne bo sam czasami tak nakrecam rozmowę aby poznać więcej opini.
Ale powód tego artykułu według mnie ma prozaiczne przesłanie do wytoczonych tu wniosków (nie to aby się chwalić swoim cierpieniem).
Może kiedyś zamiast przyszpieszyć zwolnisz lub zamiast postawić na gumę tylko popatrzysz jak inni to robią...a co w tym czasie mogłoby sie zdarzyć...może zrobiłbyś najdłuższy przejazd na gumie a może ...(trzeba spojrzeć na foto)
Aby do końca było wszystko jasne z mojej strony to ja już teraz jestem w grupie patrzących.
28-04-2008 13:38
pszym
Manka, podziwiam Cię że chcesz jeździć - poważnie - twarda kobieta z Ciebie! Nie chciałbym być na Twoim miejscu. Musiałaś nieźle dostać w kość w tym szpitalu...
Musimy zrobić jakieś spotkanie ( pewnie Motogen się o to postara..., a jak nie to my sami... ) i wtedy na żywo porozmawiać. Widać, że jest tu dużo inteligentnych ludzi, umiejących bronić swoich przekonań - a tacy muszą raz na jakiś czas wypić razem piwo... ;-)))

A teraz na spacer!!! Cieszyć się wiosną!!! (Jasne, dopiero po pracy)
Pozdrawiam
28-04-2008 12:52
manka
owszem, dobrze zrozumiałes :) wypadek był z winy puszkarza, ale ja tak sobie mysle ze moze gdybym jechała srodkiem jezdni, a nie srodkiem swojego pasa byłabym widoczna, zauwazonoby mnie:(
Dlaczego opowiadam, owszem moj wypadek był pryz małej predkosci, nie zmojej winy, ale przeciez ktos moze jechac syzbko i moze go spotkac to samo, lub cos podobnego, dlatego opowiadam.
czytajac historie Łukasza.. no cóz przestroga dla tych co gumuja w nieodpowiednim momencie..przestroga, jak wielka krzywdę moga komus zrobic. duzo sie tu rozczulac, ale naprawde, realnie mogłabym przedstawic taki wypadek na zywo i duzo gadania.Tu jest zarys ogólny i wazniejsze szczególy.

W morzu krwi sie nie taplałam, zaledwie w tym co wyleciało z mojej nogi.
Ruszamy temat psychologi. OK. Tak wiec, moze psychologia nie zna takiego przypadku jak ja. Kazdy człowiek jest inny i kazdy inaczej czuje. Ja swój wypadek zaakceptowałam,opowiadac o nim moge i wymiotowa cmi sie nie chce, choc moze gdybym to pamietała.. Zaakceptowałams wój wypadek, chce jezdzic dalej mimo ze wiem ze najlepiej by bylo gdybym nie ryzykowała. Nie akceptuje tego ze omineły mnie te mistrzowskie imprezy.
Pszym, kazy jest inny i nie przeszkadza mi gadanie o tym moim wypadku, to jakis mi np cierpien nie przywołuje, ale jak czasem sama usiade i popatrze na trofea, ide na spacer i widze kogos biegajacego..uzaczynam wspominac i ubolewac nad tym ze mogłam cos robic i nawte nie pomyslałam ze rok pozniej.. to boli. Bola te momenty sprzed wypadku. Sam wypadek traktuje jako nieszczescie, stało sie. Boli to ze nie moge robic tego co przed wypadkiem.To jest miazdzace uczucie, stracic cos.nie był to wybór, tylko przymus.Każdy cierpi inaczej. czesto mi sie sni ze jestem na zawodach, mam walczyc i sie okazuje ze nie moge bo noga sie nie zgina. Dobra.. pocieszam sie tym ze zyje i mam noge i tym samym, ponownie wsiadam na motocykl, wyczekuje reszty operacji, usprawnienia nogi i powrotu na mate.
Trzymajcie sie ciepluchno i nie złośccie, moze kiedys poznamy sie osobiscie i moze wtedy dowiemy sie kto jaki jest i łatwiej nam bedzie cos zrozumieć, zrozumiec siebie.

Ps.w szpitalu trafiła do mnie an sale kobieta, ze złamana reka w stawie łokciowym.Umierajaca wrecz była.Koniec swiata bo reke sobie złamała.Biegała i całe dnie spedzala na dworze, a do mnie nie ruszajacej sie miała pretensje ze za duzo gosci mnie odwiedza w sali, bo ona swoich pryzjmuje na dworze:(
Dla jednych złamana reka, czy jakas tam czekajaca go operacja poprawkowa jest nieszczesciem i koncem swiata.czarna wizja. Dla mnie neiszczescie, było, trwa, ale minie.zostana tylko wspomnienia.

Za duzo klikania, idziemy ludziska smigac, spacerowac :) co kto moze :)
28-04-2008 10:55
pszym
Zaraz, zaraz...
Manka - z czyjej winy był Twój wypadek? Rozumiałem z tekstu, że nie z Twojej. Co znaczy więc:

"...Historie swoja opowiadam i opowiadac bede, bo mozee ktos kiedys, w czasie jazdy przypomni sobie ten artykuł..te zdjęcia i nie popełni jakis błedów..."
To gdzie był błąd - wyjechanie na ulicę motocyklem?


Monter 75 - Nie boisz się, że będziesz miał kolejny wypadek i "...32 skruszone odłamy kości udowej" i potem się wyleczysz i będziesz miał znowu wypadek i "..będziesz w rękach trzymał kawałek uda ze sterczącą kością...itp."?????????
"...Ja zawarłem związek z moto "do grobowej deski" i w tym wypadku nie ma urzędu aby się rozwieść ale mój kolega uczęszczający na kurs po moim wypadku zrezygnował..."

Dla mnie niezrozumiały jest fetysz jaki robi się w tym artykule z wypadku - morze krwi, odcięte nogi i łamane kości Dziwię się, że osoby które to opisywały tak celowo chcą się taplać we własnym bólu i cierpieniu, a jednocześnie deklarują natychmiastowy powrót w siodło. Psychologia jasno wypowiada się, że żeby uporządkować swoje życie po jakimś tam przeżyciu należy zaakceptować je i zapomnieć... A tu odwrotnie. To Wy chcecie jeździć i cieszyć się z wolności i przeżyć jazdy na motocyklu, czy nie?
Jak pisałem wcześniej i pisze to Kamila, nie czepiam się artykułu w sensie merytorycznym - jest jak najbardziej potrzebny i takie rzeczy powinni pokazywać obowiązkowo na kursie na prawo jazdy. Ja na swoim kursie zaliczyłem jazdę na ósemkach i nawet trzy razy byłem na mieście! Raz nawet instruktor patrzył jak jadę...! Wow, ale łaska. Ale przyjeżdżały za to "pały" na CBRach, GSXRach i chwaliły się jak to oni zapier...200km/h po mieście i jacy są świetni i jak wszystko wiedzą i jak wyjąć db killera z tłumika bo jest za cichy - oczywiście nie mieli prawa jazdy na motocykl. Dupa, żadnego nie mieli! DAWCY!!!! A taka nastoletnia zakuta "pała" ( celowo używam tego epitetu, bo wczoraj pała jedna chciała mnie rozjechać crossem jak szedłem z wózkiem z dzieckiem przez las ) niewiele sobie weźmie do serca z Waszego bólu i cierpienia.

Dobra, koniec bo zaczynam się emocjonować. Clou jest takie - wypadki są i będą, jednak te NIE powstałe z winy motocyklistów są ułamkiem. W innych przypadkach są winni idioci, którzy nie mają pojęcia o odpowiedzialności.
27-04-2008 22:38
kamila
Ciesze sie, ze bohaterka artykulu zrozumiala o co mi chodzilo. Szkoda, ze autorka nie.
I do Lizy pretensje mam jedynie o sposob przedstawienia swojego zdania, a nie o to co jest w artykule. W ogole abstrakcyjne dla mnie jest pojecie "wjechac na kogos za to co napisal". Wiec nie - nie wjezdzam na nia za to co napisala. Wyrazilam swoje zdanie na temat tego tekstu i tego co mi sie w nim nie spodobalo. Dla mnie to jest po prostu chwilami obrzydliwe. Ma prawo takie byc. Ale jak tez juz powiedzialam - daje do myslenia. Moze wlasnie przez ta swoja obrzydliwosc. No ale jak tez powiedzialam - niektore rzeczy mozna bylo napisac inaczej i z takim samym skutkiem.
A co do tego czy przypomni sobie artykul i nie popelni bledow... Hmm... Nie. Ten artykul opisuje wypadki, ale nie z winy motocyklistow. Niestety na takie nie mamy wplywu nawet jak najpierw myslimy "uwazaj" a dopiero potem, bardzo ostroznie, wciskamy gaz.
Zdrowia, siły i wiary!
Pozdrawiam,
Kamila
27-04-2008 22:08
manka
Hmm.. jakby to powiedzieć.
Na Lizkę bym tu nie wjeżdzała, bo przeciez przelała na klawiature słowa poszkodowanych.
Osobiście uwazam też, że opis i zdjecia dadza do myslenia.. bo niby czemu nie? Czesto na forach motocyklowych, w działach 'ku przestrodze" pojawiają się zdjęcia z wypadków..wszędzie krew, czesci ciała.. ale to nie na pokaz, to ma byc przestroga.
Moze nie powinnam, ale niech zaniknie teraz ta ananimowość i mówie: wypadek opisany w tym artykule dotyczy mojej osoby i zeby nie bylo ze to miała byc sensacja. Opowiadam czesto co mnie spotkało, ale nie po to by sie pochwalic, lecz po to zeby ktos pomyslał. wypadki tu opisane byly przy małych predkosciach, ale cos podobnego moze spotkac kogos pryz wiekszej. zdjecia, super prawdziwe tez jakos odzdziałowuja na nasza wyobraznie. Na wyobraźnie działaja te opisy, te zdjęcia.. a najbardziej kontakt z taka osoba. Pamietam jak po moim wypadku i zobaczeniu mnie przez kumpli, przez jakis czas nie chciali im sie jezdzic, a nastepnie z opowiesci znikł czynnik PREDKOSC, który zawsze sie pojawiał.

Obrzydzenie? Owszem, zgodze sie to obrzydliwe, gdy sie nie ma nogi, kosci leza obok a samemu lezy sie w krwi.
Obrzydliwe, jest uczucie dostanie w szpitalu worka z ciuchami- nasaczonych krwia.
Obrzydliwe jest uczucie niemocy, braku władzy nad własnym ciałem.
Okrutna jest świadomośc ile mozna było zrobic, a jak wiele sie straciło.
Obrzydliwe.. obrzydliwie prawdziwe zdarzenia.. obrzydliwe, sa kompletne..opowiadanie na zywo i ogladane..dotykane.. Wiele w tych wiwiadach zostało pominiete. Dlaczego? Emocje.. przekazujemy to co pamietamy, lub zostało nam przekazane.. ale pod wpływem uczuc, wiele sie pomija.
Obrzydliwe jest i takie ma byc. Historie swoja opowiadam i opowiadac bede, bo mozee ktos kiedys, w czasie jazdy przypomni sobie ten artykuł..te zdjęcia i nie popełni jakis błedów.

Powodzenia, tyle odmenie
27-04-2008 18:41
Monter75
Łzy mam w oczach....W większości tekst opisuje moje przeżycia na które zabraklo miejsca ale nie mam żalu Lisena ;-) (umówiliśmy się).
Czytając komentarze osób bez przeżyć wiem, że nie jesteśmy w żaden sposób przekazać im z jakimi zmianami w życiu wiąże się wypadek. I nie kończy się to na szkole i pracy. Małżeństwo, znajomi zmieniający się jak kalejdoskop i "bracia" motonici jeżdzący obok nas przed wypadkiem. Mnie po wypadku z całej grupy z którą jeździłem odwiedził jeden kolega...a drugą osobą był ziom z odległego miasta(motocyklista).
Ja zawarłem związek z moto "do grobowej deski" i w tym wypadku nie ma urzędu aby się rozwieść ale mój kolega uczęszczający na kurs po moim wypadku zrezygnował.
Sami wybieramy drogę ale czy będzie ona bezpieczna tego nie wie nikt jak również nawet skrajna ostrożność niczego nam nie zagwarantuje.
Kolejnych bezpiecznych kilometrów i radości z wąchania obornika i świeżo skoszonej trawy życzy Monter.
HOWK.
27-04-2008 12:49
norbi_iou
Jeśli chodzi o przekaz tekstu, może on dawać dużo do myślenia osobom które nie zawsze mają rozwage kierując motocyklem a tutaj od razu można przyznać że jest ich wielu. Może te historie dadzą im do zrozumienia jak ważne jest życie i ile mogą stracić przez swoją nie rozwage. Oczywiście w przedstawionych historiach wypadki były spowodowane przez osoby trzecie, ale myślę że warto było by przytoczyć również historie wypadków z udziałem motocykli w których główną przyczyną była nierozwaga czy nadmierna prędkość motocyklisty. Czasem przyczyny są różne, i statystyki również mówią że zazwyczaj to wina stoi po drugiej stronie jednak każdy dobrze wie że w dużej ilości wypadków (i nie mówię że tak jest w każdym przypadku)mniejsza prędkość, dostosowanie się do warunków panujących na drodze czy poprostu rozwaga mogły by zapobiec tragedii.
Jeśli chodzi o przekaz dla ludzi którzy dopiero chcą zacząć przygodę z motocyklami to moim zdaniem może im to dać na przyszłość przestrogę aby uważniej jeździli ale co nie których również może zniechęcić. Pozdrawiam.
27-04-2008 09:14
zienek
A propo przekazu: przemiatając wzrokiem komentarze zauważyłem wypunktowane poniżej punkty statystycznych danych. Nie zaglądając do nich przez jeden dzień nie jestem w stanie przypomnieć sobie treści. Zupełnie inaczej jest z historiami opisanymi powyżej.

Katastrofa jednego człowieka to tragedia. Katastrofa milionów ludzi to statystyka. Statystyki do mnie tak bardzo nie przemawiają.
27-04-2008 00:46
Liza
ziut - Oczywiście, że tylko ludzie o najsilniejszej psychice są w stanie udzielić komuś pierwszej pomocy czy wesprzeć kogoś na duchu, bezpośrednio po wypadku. Aby to zrobić, trzeba się samemu wyzbyć emocji i podejść do człowieka zważając tylko i wyłącznie na jego stan i jego uczucia. Niewiele osób to potrafi. Większość wpada w panikę i myśli o sobie. Wsiadając na motocykl kierowca powinien mieć świadomość zaistnienia takich sytuacji. Motocykle to ryzykowny i nieprzewidywalny sport.

estarriol - masz całkowitą rację. Motocykliści powinni być świadomi zagrożenia i mieć "zimną krew". Częściej jednak stają się tacy dopiero po własnej lub czyjejś tragedii. Oczywiście są wyjątki :}

Merika - Dokładnie :} To właśnie opis rzeczywistości najbardziej wstrząsa. Każdy chciałby żyć w bajce, beztrosce i ułudzie szczęścia. Prawda jest jednak inna i ja tę prawdę opisałam. Ci, którzy nie są w stanie jej znieść, widocznie nadal żyją w urojonym świecie, we własnych, naiwnych fantazjach. Są odizolowani od reszty. Do czasu

Maks, Gonzo, Stes, Adrian, Zienek, Nazir - dzięki, chłopaki ;}
26-04-2008 23:20
StES
Uważam, że o takich wypadkach i takie zdjęcia powinni pokazywac na kursach. Kto przeczyta pożyje dłużej... Polecam artykuł znajomym
26-04-2008 21:46
kamila
Pszym ma racje ;). Poza tym, jak ktoś słusznie zauważył, próbując mi uświadomić, że tu nie ma miejsca na obrzydzenie, jeżdżąc ulicami oglądamy jeszcze gorsze "widoki". Czy to dla odmiany nikomu nie dało do tej pory do myślenia? Nie ruszyło niczyjej wyobraźni? Nie zmusiło nikogo do wciśnięcia hamulca? Czy - powtarzając pytanie Pszyma - dopiero czytając to, zdał sobie sprawę, że ci ludzie na poboczach to tacy, jak bohaterowie tego artykułu?
I mylisz sie Meriko - czasem właśnie brak dosłowności pobudza wyobraźnię, która ma nieograniczone i nieskończenie szerokie możliwości. I wtedy nie zastanawialiby się nad smakiem herbaty, a faktycznymi zagrożeniami.Bo na pewno nie zniechęciłoby to do przeczytania tego.
I sorry, jazda na motocyklu NIE IDZIE w parze z odpornością na widok krwi, przebitą skórą i połamanymi kośćm. Zwłaszcza, że, jak już powiedziałam, też miałam wypadek, też miałam kilka miesięcy gips, też miałam operacje i druty w nodze. I to też mnie jakoś na takie rzeczy nie uodporniło. Więc wyciąganie wniosków pt. "boisz sie krwi to co tu jeszcze robisz" jest zupełnie absurdalne. Nigdy nie spotkałam się ze stwierdzeniem, że skoro w ogóle wychodzę z domu, to powinnam mieć zupełną znieczulicę na, niby tak ludzkie, a jednak we mnie wywołujące obrzydzenie, rzeczy. To, że wywołuje to u kogoś obrzydzenie, a ja i Pszym nie jesteśmy jedynymi u których wywołało, ale nie każdy musiał tu o tym napisać, nie znaczy że nie działa to na wyobraźnie i nie uświadamia zagrożenia. Nikt też nie powiedział, że w dobie scen gwałtów lubimy patrzeć na sceny gwałtów czy morderstw i nie wzbudza to w nas strachu, czy odrazy.
Czy motocyklista przepraszam ma być jakimś wypranym z emocji robotem? Chyba nie. Niektórzy boją się pająków, inni żab, inni ciemności, a inni krwi. To wszystko jest ludzkie.
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'
26-04-2008 14:48
gonzo
Świetny artykuł. Naprawde daje od myslenia... 10/10
26-04-2008 01:43
extreemwaw
Tekst interesujący i dający wiele do myślenia..., fakt trzeba umieć to robić żeby potrafić wyciągnąć wnioski z tego co sie zobaczy, przeczyta... Generalizując, artykuł i tak trafi szczególnie do tych którzy maja pojecie na temat jazdy i skutków w razie splotu mało korzystnych okoliczności. Relacje bezpośrednio od poszkodowanych maja stu kroć większa wymowę niż wypociny mało obytych w temacie bajkopisarzy tworzących w mozole średnio barwne historie często po prostu wyssane z palca. Uważam że założenia tego artykułu zostały osiągnięte i to sie liczy, miejmy nadzieje że przynajmniej choć niektórzy z tych co przeczytają go wyniosą naukę na przyszłość. Wystarczy że choć by jedna tylko osoba zacznie "twórczo" myśleć będąc na drodze, w ruchu lub po prostu gdziekolwiek... Drastyczność jak na mój gust jest umiarkowana, uważam też że nie sztuką jest stworzyć coś co umknie uwadze, coś czego nikt nie zapamięta i coś nikomu nie potrzebnego. Wierze w to że Liza pisząc ten tekst uratuje tyłek nie jednemu mniej lub bardziej rozgarniętemu moto" lubnemu". I to tutaj jest najważniejsze, to powinno być kryterium oceny tekstu... Jednocześnie pozdrawiam wszystkich delikatnych i zapraszam do lektury tak modnego ostatnio "pudelka" . Pozdrowionka dla LIZY :)
26-04-2008 00:48
pszym
Czyli wychodzi na to, że tylko Kamila i ja mamy od początku świadomość niebezpieczeństwa jazdy na motocyklu i konsekwencji z tym związanych. Wiemy co może sie stać i jeździmy na miarę naszych możliwości. Inni musieli sie dopiero dowiedzieć o niebezpieczeństwach z artykułu?

To proszę - kilka faktów z raportu HURTA ( pobrane z ścigacz.pl ).

Eliminując zderzenia, gdzie nie jesteśmy ( motocykliści ) winni, reszta to po prostu głupota i brak doświadczenia...



12. Motocyklisci wieku miedzy 16 a 24 r. z. sa nadreprezentowani w
wypadkach; motocyklisci miedzy 30 a 50 r. z. sa znaczaco nieobecni.
Wiekszosc (96%) kierujacych motocyklami w wypadkach to mezczyzni (czesto
robotnicy i studenci).

13. Wysoki odsetek to motocyklisci bioracy wczesniej udzial w wypadkach
(!).

14. Wiekszosc kierujacych motocyklami uczestniczacymi w wypadkach to
samoucy: 92% nauczylo sie jezdzic samemu lub od przyjaciol. Doswiadczenie w
jezdzie jest znaczaco zwiazane z mniejszymi urazami.

15. Wiecej niz polowa uczestnikow wypadkow miala mniej niz 5 miesiecy
doswiadczenia w jezdzie na motocyklu uczestniczacym w wypadku, mimo iz
calkowite doswiadczenie wynioslo prawie 3 lata (!).

16. Prawie polowa wypadkow smiertelnych byla zwiazana z alkoholem.

17. Motocyklisci wykazywali znaczne trudnosci z uniknieciem wypadku:
wiekszosc nadmiernie hamowala i doprowadzala przednie tylne kolo do
poslizgu. Zdolnosc do sterowania pojazdem byla ograniczona.


22. Prawdopodobienstwo urazu jest wysokie: 98% w wypadkach z udzialem wielu
pojazdow, 96% przy wypadku pojedynczego motocykla. W 45% przypadkow sa to
powazne uszkodzenia ciala. Polowa urazow dotyczy nog, kolan i konczyn
gornych. Ochraniacze nie sa tu efektywne, w przeciwienstwie do zakladania
odpowiedniego obuwia, rekawic, jednak chronia one glownie przed obtarciami,
ktore sa czeste, ale rzadko powazne.

24. Ciezkosc uszkodzen zwieksza sie wraz ze wzrostem wielkosci motocykla,
predkosci oraz uzycia alkoholu.

25. 73% uczestnikow wypadkow nie stosowalo ochrony oczu przed wiatrem;
sadzi sie, ze moglo byc to przyczyna gorszej wydocznosci.

26. Tylko 40% motocyklistow uzywalo kasku ochronnego w momencie wypadku.
Kasku nie zakladano zwlaszcza latem i przy krotkich wypadach.
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'
26-04-2008 00:18
maks
Według mnie artykuł powinien być jeszcze bardziej przerażający, aby ostudzić nadmierne zapędy do nadmiernej prędkości niektórych kierowców. Artykuł pobudził moją wyobraźnię i myślę, że u innych osób również. Lektura mnie zszokowała i byłem naprawdę przerażony treścią, ale dało mi to wiele do myślenia. Teraz będę się starał być jeszcze bardziej ostrożny na drodze. Oceniam artykuł bardzo pozytywnie. 10/10
26-04-2008 00:18
Merika
Artykuł odbieram jako przestrogę dla kierowców i motocyklistów.Nie widzę tu obrzydliwości tylko stany pourazowe kończyn w trakcie rekonwalescencji!!!

Poza tym to nawet nie zdjęcia działają, tylko zwykłe słowa na wyobraźnie, która zapewne dopowiada i wyolbrzymia powyżej opisane sceny, ale właśnie dzięki temu ten artykuł żyje!Nie jest suchą relacją! Ja nie zastanawiałam się nigdy nad tym, jak wyglądają po prostu "wypadki motocyklistów", bo zawsze słyszałam o "wypadkach śmiiertelnych motocyklistów"!!! Jak pokazać lepiej rzeczywistość niż taką jaką jest? Jak poruszyć poważny problem jak nie przez ujawnienie najciemniejszej jego strony? Przecież gdyby nie dosłowność to by nikogo ten artykół wogule nie ruszył!!!ludzie by go czytali i zastanawiali się nad ..."dobrym smakiem" ....

chyba herbatki...którą właśnie sobie w trakcie popijają.
26-04-2008 00:17
estarriol
A ja na to patrzę z nieco odmiennej perspektywy- z racji tego czym sie na codzień zajmuję. Jestem studentem medycyny i choc droga do zawodu lekarza jest jeszcze dłuuuga, to już nieraz miałem okazję oglądac ludzi po wypadkach- w tym motocyklowych. Gdy jeździsz motocyklem bardzo rzadko zdarza się, że widzisz wypadek. Jeśli już to ostatnie co widzisz, to odjazd karetki na światłach. Ja natomiast czasami widzę co się dzieje z tymi ludźmi dalej, jak długo to trwa i przede wszystkim- że nie jest to takie znowu rzadkie. Na zabiegówkach ląduje naprawdę całkiem sporo motocyklistów i ich ból potrafi trwac bardzo długo.

Zbyt drastyczne? Za dużo szczególów w opisie??? Nie rozśmieszajcie mnie. Jesteście motocyklistami, często dosiadacie maszyn o olbrzymim potencjale. Jesteście motocyklistami, więc na swój sposób musicie byc twardzi, więc opis wypadku,( który nota bene w porównaniu z tym co obecnie ogląda się w filmach jest i tak jak Smurfy czy Reksio) nie powinien budzic takich reakcji. To naprawdę tak wygląda !!! Jeśli jesteście zbyt delikatni, żeby znieśc taki opis, to chyba trzeba się poważnie zastanowic nad przesiadką do autobusu/tramwaju.
Oczywiście, że możemy udawac, że problemu nie ma. Spychac mysli na ten temat gdzieś na bok i w pełni rozkoszowac się prędkością. Nie tędy droga- to byłoby delikatnie mówiac nierozsądne...

Dziwnie Ci się jeździ po takiej lekturze? Troszkę mniejszy komfort jazdy? Bardzo dobrze- znaczy, że zaczynasz bardziej myslec, więcej się rozglądac, używac wyobraźni i przede wszystkim MNIEJ UFAC otoczeniu.

To co jest opisane w artykule to nie są rzeczy miłe i przyjemne. Ale co cięzkiej cholery są to rzeczy ważne i jak narazie nikt inny o tym nie pisze.
Liza- szacunek.
pozdrawiam
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'
26-04-2008 00:12
adrian44
No wiec tak moze zdjecia sa drastyczne.. lecz kazdy musi wiedziec ze jazda motocyklem rowniez dla niego moze sie tak skonczyc. Sa ludzie tak jak ktos pisal którzy mdleja lub "puszczają pawia" na widok krwi lub igły. Tacy ludzie po prostu powinni tylko czytac arta a nie oglądac fotki ;) Nikt was do tego nie zmusza! Pisze takze w obornie postu by zostało tak jak jest, by nie był usuwany. Są tutaj przedstawione 3 prawdziwe przykre historie z zycia wzięte! I teraz jesli chociaz jednej osobie ogolądnie takich fotek da wiecej oleju w głowie czyli rozumu to warto by ten art został! Na pewno nikomu nie bedzie przeszkadzał , to oczywiste co mamy pod skóra ze sa to miesnie sciegna, "mieso" itp itd. Jesli ktos na to nie moze patrzec bo jest uczulony to po prostu niech nie patrzy... Nalegam by artykuł został ;) Nie powiem mnie tez nie które fotki ruszyły ale daly mi tylko do myslenia... Nie powiem ze zaraz bede smigal 20kmh ... lecz gdy dzisiaj jedziłem i przypomnialem sobie fotki z ów artykułu postanowilem "spóźnie sie ale do jade cały"
Oczywiscie nic mi to nie da jesli kierowcy puszek będa jezdzic tak jak jezdza i nie zwracac uwagi na jednoslady ;) Pozdrawiam czytelników, fotki są ok bez przesady
26-04-2008 00:01
pszym
Ziut - A nie myślisz czasami o dzieciach zabijanych maczetami w Dar Fur, albo o ludziach mordowanych w Somalii? Może o niemowlętach umierających z głodu w Etiopi z setkami much na cielei i ludziach rozjeżdżanych przez czołgi w Palestynie???
Takie rzeczy po prostu się dzieją, tak jak wypadki motocyklowe...Niestety. :-(
25-04-2008 23:54
pszym
"Czy Markiz de Sade pisał po to, by obrzydzić normalnym, wrażliwym ludziom przyjemność z seksu? Może patrząc z głębszego, filozoficznego sensu to jest coś co cofa przed eksperymenotowaniem."

Zienek, akurat porównanie do De Sade nie jest dobre ( czy normalne jest trzymanie na smyczach ludzi i karmienie ich... kupą naszpikowaną gwoździami? - "Saloo, czyli 120 dni sodomy" na podstawie markiza De Sade ).
Sorry, tu nie ma nic filozoficznego... Ja naprawdę nie czepiam się Lizy - podjęła odważny temat. Razi mnie po prostu schemat pisania jak w brukowcu. Może inaczej - ktoś zaczyna przygodę z motocyklami i trafia na taki artykuł. No w mordę! Ja nie wiem, czy nie zbladłbym - potem zwymiotował, a potem sprzedał maszynę... Przepraszam za takie dosadne porównanie, ale nie mogłem się powstrzymać.
Liza - nie denerwuj się jak ktoś krytykuje, musisz się liczyć że nie zawsze wszyscy będą klaskać. Osiągnęłaś zresztą cel - Twój tekst zbiera dużo komentarzy. To jest sukces - przekaz działa.
Kamila zresztą dokładnie napisała, nie piszemy że nie masz racji itp. - wyrażamy swoje zdanie, nie odbieraj tego tak nerwowo.
Szerokości.

ZOBACZ, PISALIŚMY TEŻ O:

Motocyklowe taksówki w Brukseli

28-03-2012
Bruksela – miasto, które wzbudza u motocyklistów mieszane uczucia, dołączyło tej wiosny do Madrytu, Paryża i Barcelony, oferując swoim mieszkańcom i przyjezdnym taksówki motocyklowe.
 
 
 
 
 

ARTYKUŁY POWIĄZANE

Trening na lotnisku. Kwestia zapachu, to kwestia podejścia

wczoraj
Sytuacji dotyczącej torów w naszym kraju chyba nie trzeba nikomu za bardzo naświetlać; wystarczy powiedzieć, że jest bardzo źle. Mamy jeden obiekt, który kwalifikuje się do wyścigów jakichkolwiek, choć nazwanie go obiektem o światowym standardzie byłoby daleko posuniętym nadużyciem semantycznym, do tego dostęp do niego dla przeciętnego motocyklisty jest tak samo prosty jak do garderoby Dody.
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms