Rok 2009 stał przede wszystkim pod znakiem wszechobecnego i wszechogarniającego kryzysu, atakującego praktycznie z każdej możliwej strony i podsycanego dodatkowo przez wszystkie media
2009 rok dla branży motocyklowej, zresztą jak i dla wielu innych, okazał się wyjątkowo ciężki. Gdziekolwiek człowiek by się nie odwrócił, zewsząd było słychać irytujące słowo „kryzys”. Dealerzy, importerzy... dosłownie wszyscy powtarzali je z jednakowym uporem i wyjątkowo niezadowoloną miną, której trudno się dziwić.
Dla motocyklistów i rynku motocyklowego ten rok oznaczał przede wszystkim wysokie ceny jednośladów, zahaczające niekiedy o stratosferę. Pozytywnym wynikiem finansowym może się zatem pochwalić pewnie jedynie Allegro, które cieszy się niezmienną popularnością wśród ludzi szukających maszyny dla siebie.
Niestety, wszystko na rynku jest teraz uzależnione od księgowych z ich czerwonymi ołówkami, którzy jedyne, co ostatnio potrafią powiedzieć, to: „tnijmy koszty”, opcjonalnie „oszczędzajmy”. Nie można im się zresztą dziwić, bo przed regresem trzeba się jakoś chronić. Ofiarą tych drakońskich oszczędności padł m.in. Buell, którego Harley-Davidson postanowił z niemałym hukiem zamknąć. Legendarna marka i jej nietypowe motocykle, które do nowoczesnej konstrukcji jednośladów wniosły tak wiele nowych pomysłów, trafi teraz do muzeów oraz historii motoryzacji i nawet działania Erika Buella, otwierającego firmę produkującą wyścigowe maszyny sygnowane słynnym logiem, raczej nie wskrzesi świetności marki.
Przy tej okazji oberwała również MV Agusta. H-D zdecydowało bowiem sprzedać kupioną rok temu markę. W wypadku włoskich maszyn klasy Premium możemy się jednak spodziewać, że wyjdzie ona z tego obronną ręką, ponieważ szef MV zrobił jedyną słuszną w tym wypadku rzecz, czyli nadal „robił swoje”. Na targach Eicma 2009 zaprezentowano trzy nowe modele: dwa różnej pojemności jednoślady z serii Brutale oraz najnowszą ewolucję F4, która wzbudziła niemałe zachwyty, biorąc ze swoich poprzedników wszystko, co najlepsze i dokładając do tego lekki lifting plus nowinki techniczne. Miejmy nadzieję, że markę zakupi ktoś, kto będzie umiał docenić jej ogromną historię oraz filozofię włoskich inżynierów, nie uznających kompromisów nawet w dobie cięcia kosztów.
Pozostałe marki zdecydowały się na mniej drastyczne posunięcia, które pozwolą im zaoszczędzić. Ostatnio często słyszeliśmy, że kolejny japoński gigant rynku motocyklowego przenosi produkcję swoich maszyn lub jej część np. do Indii, gdzie koszty są zdecydowanie niższe, nawet od przysłowiowej miski ryżu. Dla nas, motocyklistów, niestety, nie oznacza to obniżenia ceny jednośladów. Miejmy nadzieję, że nie oznacza również obniżenia jakości motocykli, jakie trafią w nasze ręce.
Recesję świetnie było widać podczas zeszłorocznych targów Eicma w Mediolanie. Zaprezentowane podczas wystawy nowości, zafundowane przez producentów z Kraju Kwitnącej Wiśni, w przeważającej większości to po prostu odświeżone, powiększone, zaowiewkowane motocykle, które w latach poprzednich dumnie błyszczały w salonach sprzedaży. Takie liftingi wymagają znacznie mniejszych nakładów finansowych, niż projektowanie nowych maszyn, i – jak zapowiadają producenci – właśnie taką tendencję będziemy teraz obserwować na rynku. Dodatkowo, ze względu na sytuację gospodarczą, dwóch gigantów z japońskiej czwórki postanowiło odpuścić sobie wszelkie duże imprezy targowo-wystawiennicze. Marki Honda i Yamaha prezentują swoje nowości przede wszystkim w Internecie i na eventach organizowanych dla dziennikarzy, pozostawiając uczucie sporego niedosytu wśród „zwykłych” klientów, którzy przecież napędzają sprzedaż.