Choć brzmi to jak nagłówek brukowca, zachowania kierowcy auta inaczej określić nie można. Po raz kolejny ktoś usiłował zabić motocyklistę! Oto list, który nasza redakcja otrzymała dziś od czytelnika:
"Mam na imię Cezary. Motocyklami jeżdżę od kilku lat. Zawsze starałem się robić to w sposób bezpieczny. Zaczynałem, jak każdy, od motoroweru. Wraz ze zdobywaniem doświadczenia zmieniałem motocykle na coraz większe i mocniejsze. Prawo jazdy zdałem za pierwszym razem, mając 17 lat. Pamiętam swoją radość i przerażenie rodziców. Od początku byłem otoczony ludźmi o podobnej pasji, którzy szanują życie swoje i innych. Pamiętam ten dzień, gdy spełniło się moje kolejne motocyklowe marzenie. Kupiłem wtedy mój obecny motocykl, Kawasaki ZZR 1100. To było jak sen. Duży, sportowy motocykl, wzbudzający ciekawość i zainteresowanie wszędzie, gdzie się pojawił. Rodzina była bardzo zła z tego powodu. Przestrzegali przed niebezpieczeństwem i prosili o jego sprzedaż. Jak wiadomo, z marzeń nie rezygnujesię tak łatwo. Obiecałem sobie i innym, że, mimo ogromnej mocy i pokusie z tego wynikającej, będę dobrym motocyklistą. Od samego początku ja i Kawasaki postawiliśmy na turystkę. Bez żadnych blokad rodzicielskich przejeździłem cały sezon, poznając uroki naszego pięknego kraju. Poznałem też wielu interesujących ludzi, z którymi kontakt mam do dziś. Tak mijały kolejne miesiące.
Kiedy już rodzice w pełni mi zaufali, musiałem przekazać im tragiczną wiadomość. Było to mniej więcej tak: „Cześć, mamo, miałem wypadek, chyba nic mi nie jest. Zadzwonię jeszcze ze szpitala i powiem coś więcej. Pa!”. Tej rozmowy nigdy nie powinno być, a była tylko z jednego powodu.
22 maja br. wracałem ze znajomymi ze zlotu. Przejechaliśmy tego dnia razem ponad 300 km. Dojazd był bezproblemowy. Cieszyliśmy się, że możemy razem w przyjemny sposób spędzić czas. Potem powrót. Wsiedliśmy na motocykle i ruszyliśmy do domów. Droga mijała przyjemnie. Nic nie zapowiadało tego, co miało się stać. Gdy po tankowaniu ruszyliśmy dalej, mieliśmy świetne humory. Kiedy wjechaliśmy do Marek pod Warszawą, miałem jeszcze ok. 20 km do końca podróży. Dalej jechałem Trasą Toruńską w kierunku Centrum. To wtedy zaczął się mój dramat. Jechałem jako ostatni z grupy trzech motocykli. Zawsze tak robię, ponieważ jeżdżę w kamizelce odblaskowej. Uważam, że to poprawia bezpieczeństwo i pomaga zauważyć grupę. Jechaliśmy lewym pasem ruchu. Pojazdy jadące przede mną zmniejszyły prędkość. Musiałem zrobić to i ja. Ponieważ nie było to mocne hamowanie, ze zdziwieniem usłyszałem z tyłu pisk opon. To był pickup, który jechał bardzo blisko, dając mi do zrozumienia, żebym ustąpił mu z pasa. W lusterku zobaczyłem, że zjechał na prawy pas, cały czas hamując. Gdy już wrócił, stało się coś, czego nie zapomnę do końca życia. Samochód dogonił mnie. Zjechałem wtedy na prawy pas, chcąc go przepuścić. Jak się okazało, zrobiłem poważny błąd. Gdy mnie wyprzedził lewym pasem, rozpoczął hamowanie, zmuszające mnie do zatrzymania się. W tym czasie zbliżał się do mnie coraz bardziej, spychając mnie w stronę pobocza. Są tam prowadzone roboty drogowe, więc nie miałem drogi ucieczki. Byłem bardzo wystraszony tym, co się działo. Wokół było ciemno, a koledzy odjechali już kawałek dalej. Widząc jego zachowanie, coraz bardziej brutalne i zagrażające mojemu życiu, zatrzymałem się. Zrobiłem to dla własnego bezpieczeństwa. Samochód zatrzymał się w poprzek prawego pasa ruchu, tuż obok mnie. Zrobił to, by uniemożliwić mi próbę ucieczki. Bojąc się o swoje zdrowie i życie, zebrałem w sobie resztkę sił, które miałem. Udało mi się szybko wycofać motocykl i, zanim zdążył zareagować, odjechać. Wtedy to po raz pierwszy w życiu użyłem pełnej mocy motocykla. Chciałem dogonić kolegów, żeby powiadomić ich o zaistniałej sytuacji. Myślałem też o powiadomieniu policji. Gdy wyprzedziłem jednego kolegę, zmniejszyłem prędkość. Z przodu jechał drugi kolega. Chciałem dojechać do najbliższych świateł i opowiedzieć im o wszystkim. Nie zdążyłem. Jadąc lewym pasem, w prawym lusterku zobaczyłem mojego prześladowcę. Czułem się już lepiej, mając w pobliżu kolegów. Wtedy nastąpiło coś, co będę zawsze pamiętał, widząc taki samochód. Pickup zrównał się ze mną, mocno hamując. W tym samym czasie bardzo mocno skręcił w moją stronę. Poczułem silne uderzenie z prawej. Szyba z owiewki popękała, jakby była zwykłym bublem z taniego plastiku. Straciłem panowanie nad motocyklem.
Pozdrawiam, trzymaj się stary!
Pozdrawiam
To mój post sprzed kilku tygodni - od tego czasu miałem jeszcze jedną podobną sytuację, najlepsze że za kółkiem siedziała ok 60-letnia kobieta (próbowała mnie wyprzedzić od lewej strony i wpadła na krawężnik, po czym po opanowaniu auta wściekła się i próbowała mnie wepchnąć na samochód jadący obok).
Dodam, że jeżdżę pierdzikiem który osiąga max 70 km/h, najczęściej w garniturze i z laptopem na wieszaku, więc raczej na 'gówniarza na szlifierce' nie wyglądam. No i że ten, kto w końcu zrobi mi krzywdę, załatwi ojca 4 dzieci (właśnie wymarzona córka okazała się 2 chłopakami - bliźniaki).
A do Autora - trzymaj się chłopie, rób szum medialny wokół tej sprawy, nic innego nie zadziała.
Pozdrawiam Cezary
Przykro mi Cezary. Mam nadzieje ze szybko wrocisz do zdrowia i nadal bedziesz jezdzil po tym co sie spotkalo.
Nasze polskie prawo jest do ….kiedy powiemy STOP MORDERCĄ
Cezary, życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia
polecam enduro, można nawet cały rok, a zabawa przednia:D
przepraszam wszystkich za pomyłkę, co roku nie przejeżdżam 40tyś, to był wyjątkowo dobry sezon... czekam na drugi taki!
pozdr
PS. a może ten "idiota" też ma coś dopowiedzenia? wina zawsze leży po środku.. jak znam życie, a może się mylę... z tego co przeczytałem to kolega w kamizelce jechał lewym pasem i wygląda to jak by ten drugi człowiek chciał go wyprzedzić z prawej... i się nie wyrobił z tym wyprzedaniem.
teraz została jeszcze jedna rzecz... w efekcie ktoś tu chyba coś zrozumiał. mam nadzieję.
wracaj do zdrowia i przemyśl sprawę!
pozdrawiam kolegę czatowca :)
jeżeli boisz się samochodów i tracisz kontrolę nad motocyklem w chwili hamowania... to może nie pakuj się na niego.... buahahahaaaa....
robię 40 tyś rocznie motocyklami różnymi;) więc powiem tak... może jakiś jednoślad o pojemności 50ccm będzie bardziej odpowiedni?!
i jeszcze jedno...jest takiepowiedzenie: "lepiej widoczni, widocznie pedały...." skoro byłeś na zlocie motocyklowym.. to czy pochwaliłeś się jazdą w kamizelce? dodałeś jakiej?? a jeżeli tak to powidz proszę, gdzie byłeś to będę unikał "tych" zlotów, bo szkoda czasu;)
pozdro i.....
PS.: przemyśl te całe 50ccm :D ... co po niektórzy nie powinni sie pakować na takie sprzęty;)
Cezary, jestem z Łodzi chętnie przyjadę na rozprawę, jeśli potrzebujesz wsparcia od strony prawnej myślę, że mogę pomóc.
Trzymaj się mocno
Tego półgłówka trzeba naprawić jego metodami!!!
Pozdrawiam
chcę wiedzieć kogo mam się bać na ulicach i od kogo spier...
pozdrawiam
Darek
Ja osobiście bym taką osobę namierzył i w możliwie najbardziej uciążliwy sposób dawał mu do zrozumienia że jest niedoszłym zabójcą.
Nie bójmy się tego powiedzieć: pijany, naćpany czy dla zabawy - to była próba zabójstwa.
Życzę by tej osobie nie uszło to na sucho.
Powodzenia i zdrowia życzę oraz szybkiego powrotu na moto.