Pogoda nieco się psuje i zaczyna padać drobny deszcz. Dojeżdżamy do Tyndrum. Tutaj znajduje się popularna stacja paliw, gdzie spotyka się mnóstwo „moturzystow” - nie żeby się umawiali - jest to po prostu jedna z niewielu szans zatankowania do pełna. Można się też zastanowić, gdzie jechać dalej. Ze względu na tutejsze rozwidlenie dróg niejeden z nas ma dylemat, którą z nich wybrać.
Czuję się znakomicie. W żyłach pulsuje mi krew pod dużym ciśnieniem, a moje nogi są jak z waty, tak z waty! Właściwie ostatni raz, kiedy tak się czułem, był tym pierwszym. Pamiętam dokładnie, jak po zejściu „z nocnika” motocykla kumpla włosy na nogach mrowiły, a poziom adrenaliny nie pozwalał normalnie stać. Decydujemy się z Piotrkiem na powrót w kierunku domu, ale inną drogą. Przypomniałem sobie A821, przechodzącą później w A81. Jest bardzo kręta, o dużym zróżnicowaniu terenu, gdzie nie widać co kryją małe wzniesienia. Do tego ostre winkle i co jakiś czas drobne kamienie na drodze, gdzieniegdzie woda. Technicznie bardzo trudna trasa pod warunkiem, że będziemy chcieli pokonać ją szybciej, niż pozwala na to prawo. Zaproponowałem ją, a Piotrek zgodził się, uprzedzając, że nigdy wcześniej tamtędy nie jechał....czuję się znakomicie. W żyłach pulsuje mi krew pod dużym ciśnieniem, a moje nogi są jak z waty...
Zaczynamy. Na dojazdówce do tamtej drogi znowu żwawe ruchy manetką i przyzwoite tempo. Mnóstwo zakrętów i idealny asfalt. Wyprzedzamy wszystko, co napotykamy. Naprawdę dobrze się bawimy. Komuś z boku może wydawać się, że ryzykujemy, ale zapas bezpieczeństwa jest naprawdę duży. Maszynki pieją w wysokich rejestrach obrotów, a ja, niczym zahipnotyzowany, wsłuchuję się w to, co wydobywa się z tłumików z tyłu za mną. Po jakimś czasie dojeżdżamy do A821. Skręcam w nią i zatrzymujemy się na rytualną sikawkę. Wygląda to trochę zabawnie, kiedy dwa „sporty” pasą się na poboczu, a w tle widać dwóch jeźdźców oddających mocz pod dużym ciśnieniem. Słoneczko cały czas świeci, wiatru nie ma. Zrobienie zdjęcia, kilka słów i wtedy… przejeżdża obok nas KTM 990 Adventure z pasażerką. Grzmot, jaki wydobył się z jego tłumików w tym momencie, dał nam do myślenia. Jakby tego było mało, na jednym ze wzniesień widocznych w oddali poderwał swobodnie przednie kolo i zaraz figlarnie zniknął. Krótkie zerknięcie na Piotrka i napada nas ta sama idea: „Dawaj, podłączmy się do niego!”.
Jadę jako pierwszy, goniąc KTM, choć nieco wątpię w to, że zdołam go dogonić. Wspomniane wcześniej duże zróżnicowanie terenu nie pozwala „zapylać”, bo można oderwać oba koła od podłoża, poza tym nie widać co kryje się za pagórkami. Wyprzedzamy jakieś auto i po chwili za ostrym prawym... jest! Przyblokowany przez osobówkę, zorientował się, że jesteśmy tuż za nim. Redukuje i odjeżdża. Trzymamy się go, niczym dwa myśliwce przechwytujące. Idzie naprawdę krótko. Tnie wszystkie winkle jak tylko się da. W odpowiedzi wykorzystuję wszystkie swoje umiejętności. Przednie koło mojej Hondy CBR, co chwilę traci kontakt z podłożem. Przed każdym winklem pełne hamowanie i bieg niżej. W tych warunkach tylne koło również traci przyczepność, wierzgając dziko stabilnym na co dzień zadupkiem. Czuję,że koleś na KTM-ie jest rewelacyjny! Powoli, ale systematycznie, odjeżdża. Doganiam go na każdym hamowaniu. Instynkt nie pozwala mi odpuścić. Zaczyna robić się naprawdę upalnie. On cały czas zapier… a kamienie spod jego kół tłuką w mój kask. Drażniący warkot i pojedyncze strzały z jego tłumików zdradzają każde zamknięcie rollgazu i nie pozwalają mi utracić koncentracji. W pewnym momencie orientuję się, że nie widzę za nami Piotrka, chyba nie dał rady. Jestem juz naprawdę zmęczony. Kiedy utknęliśmy na moment za jakimś autem zatrąbiłem na niego i pokazuję OK. On odpowiada tak samo i od razu daje pełny ogień. Cały czas trzymam się za nim. Zaczynam zdawać sobie sprawę, jak ciężkiemu zmęczeniu psychofizycznemu opierają się zawodnicy z torów wyścigowych. Daję z siebie wszystko, a on i tak utrzymuje dystans kilkunastu metrów.
Mini dialog z końca tekstu jakby żywcem wyjęty z pompatycznego i durnowatego amerykańskiego filmu :)
Do autora - leszczu jesteś, skoro tak się dałeś wybzykać kolesiowi na turystyku i do tego jeszcze z pasażerką, a Ty na sporcie jechałeś :P
ale nie.. bo tu trzeba się popisać... sprawdzić silniki, hamulce i opony.. a wiesz co to kurwa jest tor? gówno jesteś a nie kumpel.