załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

NA KAŻDY TEMAT

Droga przez mękę, czyli nauka jazdy motocyklem w Polsce

Anna Jędrasiak
12-10-2010, 22:19
OCEŃ ARTYKUŁ Droga przez mękę, czyli nauka jazdy motocyklem w Polsce kliknij i przesuń wskaźnik
Prawidłowy strój w postaci butów, kombinezonu i dopasowanego kasku to wciąż niezbyt częsty widok w szkołach nauki jazdy motocyklem
Prawidłowy strój w postaci butów, kombinezonu i dopasowanego kasku to wciąż niezbyt częsty widok w szkołach nauki jazdy motocyklem
Dużo częściej widzimy zwykłe dżinsy i pułbuty, jak się okazuje, dobre i to
Dużo częściej widzimy zwykłe dżinsy i pułbuty, jak się okazuje, dobre i to
Szpilki i szorty? Czemu nie, prowadzący zajęcia w większości przypadków nie zwróci nawet uwagi
Szpilki i szorty? Czemu nie, prowadzący zajęcia w większości przypadków nie zwróci nawet uwagi
Dobrą opacją są również japonki...
Dobrą opacją są również japonki...
...lub odsłonięte nerki. Brak odpowiedniego ubioru podczas nauki, a wręcz zniechęcanie do jego założenia to oczywiście kropla w morzu skarg, jakie dotarły do naszej redakcji od czytelników!
...lub odsłonięte nerki. Brak odpowiedniego ubioru podczas nauki, a wręcz zniechęcanie do jego założenia to oczywiście kropla w morzu skarg, jakie dotarły do naszej redakcji od czytelników!

Każdy z nas, żeby legalnie poruszać się motocyklem po drogach publicznych, musiał kiedyś zagryźć zęby i udać się do ośrodka szkolenia kierowców, gdzie po uiszczeniu odpowiedniej opłaty przystępował do nauki jazdy upragnionym motocyklem.

 

Doskonale zdajemy sobie sprawę, że szkolenia w naszym kraju to w większości przypadków istny koszmar, nie mający nic wspólnego z nauką jazdy na jednośladzie. W najlepszych wypadkach zostaniemy nauczeni, jak przetrwać i zdać egzamin, a nie jak przeżyć na ulicach miasta nie robiąc sobie, sprzętowi i innym użytkownikom drogi krzywdy. Podczas nauki brakuje absolutnie podstawowych informacji na temat techniki jazdy, o takich szczegółach jak odpowiedni kask i ubrania nie wspominając.

 

Za ten stan rzeczy odpowiedzialne są nie tylko szkoły nauki jazdy, które w bardzo wielu wypadkach chcą jedynie wypchnąć kursanta dalej i zarobić, a niekoniecznie rzeczywiście nauczyć, ale także Ministerstwo Infrastruktury, które jest odpowiedzialne za system szkolenia w Polsce. Niedługo czekają nas zmiany w Kodeksie Drogowym, wprowadzające nowe kategorie prawa jazdy, ale czy to coś zmieni... Kolejne „papierki” i konieczność ich stopniowego uzyskiwania raczej nie poprawią poziomu kształcenia kierowców i ich bezpieczeństwa. Niestety, ustawodawca w nowelizacji przepisów nie zajął się właściwie tematem samego szkolenia i nadzoru nad szkołami prowadzącymi kursy. Oznacza to, że na nasze drogi nadal wyjeżdżać będą ludzie w większości przypadków zupełnie nieprzygotowani do poruszania się motocyklem, a takie wypadki, jak ostatnia śmierć kursanta podczas zajęć będą zdarzały się nadal. ...na mieście byłem maksymalnie 3 h. W dodatku motocykl znajdował się wręcz w agonalnym stanie...

 

Ten materiał powstał dzięki Wam, Drodzy Czytelnicy. Zobaczcie jakie wspomnienia z kursu na prawo jazdy mają motocykliści i motocyklistki w naszym kraju. Mamy przy tym nadzieję, że być może ten artykuł da komuś do myślenia i spowoduje, że ustawodawca, zanim zmieni jakiekolwiek przepisy na takie mające podnieść bezpieczeństwo, skonsultuje się z odpowiednimi ludźmi, a nie urzędnikami, którzy postrzegają motocykle jako zło konieczne, a o ich użytkowaniu wiedzą jedynie tyle, że jednoślady zwykle jeżdżą z prędkością światła, na jednym kole i tylko cudem nie zabijają staruszek na przejściach dla pieszych.

 

Podstawowa, obowiązkowa i, niestety, zwykle niewiele wnosząca teoria

 

Teoria w szkole jazdy jest obowiązkowa i bardzo dobrze. Jednak w przytłaczającej większości wypadków kurs prowadzony jest w sposób koszmarnie nudny, a zajęcia z ratownictwa są po prostu „odwalane”. Wszystko, żeby tylko skończyć ze znakami i testami na komputerze, a potem wypchnąć kursanta jak najszybciej na praktykę. Najlepiej wytłumaczyć mu jak najmniej, żeby nie zadawał zbędnych pytań.

 

Witold Ossera: „(…) Jeśli miałbym do czegoś porównać zajęcia teoretyczne, to najbardziej przypominają mi one wykłady w prywatnych szkołach wyższych (tych typowych przechowalniach, które tworzyły się jak grzyby po deszczu w czasie, gdy jeszcze służba wojskowa była obowiązkowa dla większości młodych mężczyzn). Zajęcia pierwsze – omówiliśmy znaki drogowe oraz kilka krzyżówek, potem zalecono nam rozwiązywanie testów. To chyba było najbardziej rzeczowe z trzech spotkań, które się odbyły (…)

 

W trakcie tych wykładów, które trwały od 1,5 do 3 h, nie dowiedzieliśmy się niczego o technice kierowania motocyklem... Zupełnie niczego. Nic na temat poruszania się w mieście, pokonywania zakrętów czy tego, jak być widocznym dla innych użytkowników drogi. Podkreślam: NIC. A przepraszam, przed jazdami była wzmianka, żeby wziąć jakieś normalne buty, a nie klapki czy szpilki. Super. (...)”

 

Zastanawiające jest to, że tylko niektóre szkoły potrafią z mało ciekawych zajęć teoretycznych zrobić coś, co zainteresuje kursantów, a przy okazji wyposaży ich w tak naprawdę niezbędny zapas wiedzy, wykraczającej poza ustawowe wymogi.

 

Zjadarka: „(…) Tematy często gęsto przeplatane były opowieściami instruktorów o tym, co ich samych spotkało na drogach podczas podróżowania motocyklami (…)”.

Ewa Witkowska: „(…) Prowadzone na luzie i w przyjaznej atmosferze, zajęcia teoretyczne opatrzone były komentarzami dotyczącymi jazdy na motocyklu. Wyjątkowe sytuacje i znaczenie pozornie mało istotnych szczegółów w przepisach zapadały w pamięć głównie dzięki sposobowi prezentacji. O ile wcześniej robiony kurs na prawko B w innej szkole ciągnął się z godziny na godzinę, tu nie zauważałam upływu czasu.

 

Osobny wykład poświęcono właściwemu ubiorowi. Przedstawiono zalety i wady odzieży skórzanej i tekstylnej, kaski wszelkich rodzajów (również to, jak mierzy się i wybiera odpowiedni kask), obuwie, rękawice... Na zakończenie prowadzący pokazał kilkanaście slajdów z nieodpowiednio ubranymi ofiarami szlifów. Kolejny temat dotyczył jazdy motocyklem. Omówiono przeciwskręt, właściwy tor jazdy, przeciskanie się w korkach między samochodami, hamowanie i unikanie kolizji. Na podstawie książki »Motocyklista Doskonały« zaprezentowano nam pułapki skrzyżowań. Były również zdjęcia z wypadków. Poruszono także temat »kłaść moto, czy hamować do końca?« (…)”.

 

Szkoła jazdy, czyli placyk jest najważniejszy
 

Lech Żak: „(…) Na kurs na prawko uczęszczałem dwa lata temu. Szczerze odradzam wszystkim znajomym auto-szkołę, z którą miałem wątpliwą przyjemność współpracować. Praktycznie wszystkie godziny wyjeździłem na placu. Na mieście byłem maksymalnie 3 h. W dodatku motocykl znajdował się wręcz w agonalnym stanie. Była to Suza GN 250 – rozładowany akumulator, brak ładowania, praktycznie co drugie światła gasła i musiałem ją odpalać na przysłowiowego pycha. Sam plac również pozostawiał wiele do życzenia. Znajdował się na parkingu autobusów komunikacji miejskiej. Zamiast asfaltu, były porozbijane betonowe płyty, a także w kilku miejscach rozsypany piach. Instruktor przez cały czas siedział na krześle i gadał przez telefon lub na zmianę z innymi instruktorami. Kompletnie nie zawracał sobie głowy tym, co robiłem. Nic nie wytłumaczył, tylko powiedział, jak wygląda część praktyczna egzaminu (przedstawienie motocykla, przepchanie przez parę metrów i manewry). Raz zapytałem się o przeciwskręt – nic nie wiedział. Zostałem więc sam sobie uczniem i nauczycielem (…)”.

 

Michel: „Na pierwszych zajęciach instruktor zapytał się mnie, czy miałem wcześniej styczność z motocyklami. Następnie skierował mnie na plac i kazał kręcić ósemki oraz slalomy. Po kilku minutach jechaliśmy do miasta oddalonego od OSK o 25 km, gdyż miał jakieś sprawy do załatwienia – podczas moich godzin nauki załatwiał swoje prywatne sprawy (już mnie wnerwił). Po załatwieniu ich i powrocie na plac znowu kazał mi kręcić ósemki i slalomy, a on w tym samym czasie poszedł do swojego pomieszczenia i oglądał TV (po godzinie takiego jeżdżenia poszedłem do niego i widziałem co robi). Na następną godzinę mieliśmy umówić się telefonicznie. Dzwoniłem do niego parę dni i nie odbierał. Jak poszedłem do biura, to od razu odebrał. Ustaliliśmy godzinę. Gdy nadszedł dzień nauki, ten wówczas zadzwonił godzinę przed umówioną jazdą i odwołał spotkanie, tłumacząc się, że nie da rady, bo ma inne sprawy do załatwienia (no chore...). Ponownie poszedłem do biura. Gdy zadzwonił do niego kierownik, ten powiedział, że to ja robiłem problemy ze spotkaniem (co za człowiek!)....instruktor kazał mi kręcić ósemki przez 2,5 h po placu, wyżywając się na mnie za to, że wcześniej rozmawiałem z kierownikiem o jego zachowaniu...

 

W końcu nadszedł dzień, w którym miałem jeździć. Wówczas instruktor kazał mi kręcić ósemki przez 2,5 h po placu, wyżywając się na mnie za to, że wcześniej rozmawiałem z kierownikiem o jego zachowaniu. Ustaliliśmy kolejny termin kursu. Mieliśmy jechać do miejscowości oddalonej około 35 km od OSK. Gdy dojechaliśmy, kazał mi chwilę poczekać; przez około 20 min załatwiał swoje sprawy, a godziny mi leciały. Pytałem go później, dlaczego mi nic nie tłumaczy – jak mam poprawnie jeździć, czy nie robię jakichś błędów, jak wygląda obsługa motocykla. On odpowiadał, że na następnej lekcji wszystko mi przekaże. Nadszedł następny termin. Pojechaliśmy na plac, na którym był jeszcze inny kursant. Mieliśmy jeden motocykl na nas dwóch; mieliśmy się zmieniać. Znowu kazał kręcić te ósemki, slalomy, a on w tym czasie szedł do znajomych lub do kantorka i oglądał TV. Jeździłem z innym kursantem 2 h po placu, wykorzystując w tym swoją 1 h, bo drugą godzinę jeździł inny kursant. Tym sposobem instruktor po 2 h miał już odnotowane 4 h. Ustaliliśmy kolejny termin i mieliśmy jechać do miasta, gdzie miałem zdawać egzamin. Gdy przybyłem pod OSK, kazał mi wsiadać na motocykl, a dwóch innych kursantów jechało z nim w samochodzie. Gdy dojechaliśmy do miasta, zmieniliśmy się z innym kursantem. Tak samo było podczas powrotu. W sumie straciłem już 3 h, a jeździłem z tego 1 h. Instruktor miał za to dopisane 9 kolejnych godzin. Pytałem się go, czemu nic nie mówi – jak jeżdżę, jakie błędy robię, czemu nie mamy obsługi motocykla etc. Wnerwiłem się i poszedłem do kierownika, aby ustalić termin egzaminu, a miałem przejechane niby 11 h. Po zdaniu za pierwszym razem udałem się do OSK po pieniądze za swoje pozostałe niewyjeżdżone godziny. Robili problemy, ale uświadomiłem im jakiego mają instruktora i że nic nie uczy (…)”.

 
Strony:
1 2
 
Komentarze użytkowników
(20)
24-11-2010 11:06
~Corso
Jeszcze w ramach ciekawostki. Fragment rozmowy instruktora z kursantem w Pro-motorze. Nie zacytuję dokładnie ale szło to mniej więcej tak:

Instruktor: Byłeś już na jazdach u mnie, opowiedz grupie jak wygląda tor do ćwiczeń?
Kursant: (troszkę zmieszany) No...szczerze... autostrada to to nie jest.....
I: Taaak???? Znaczy co? Dziury są?
K: No... są.
I: Czekaj, czekaj, a pasy ,,śliskiej" farby w poprzek są?
K: Są.
I: (z sarkazmem)Co ty mówisz??? Pewnie takie duże szczotki też widziałeś a mimo to piasek na zakrętach zalega? Taki z kamykami?
K: (wyczuwając podstęp) Nie da się ukryć, a co?
I: Gdybyś ty k... wiedział ile ja się musiałem namęczyć robiąc te dziury, malując farbą i co rano rozkładając piasek na winklach...
K:( kopara w dół) aaa..ale jak to?
I: Bo my was tu uczymy jak przez każde gówno przejechać a nie po autostradzie zapier****!!!

Pozostawiam bez komentarza :D
24-11-2010 10:44
~Corso
Kurs przed prawkiem Robiłem w Warsawskiej Elicie. NIKOMU NIE POLECAM. Co z tego że zdałem egzamin jeśli potem uparcie próbowałem wioząc ,,plecaczek" skręcać bez pochylania motocykla. Parę dni później zaliczyłem glebę ledwo się tocząc bo wpadłem na pomysł hamowania w pierwszej połowie zakrętu. Pogrzebałem w sieci szukając wiedzy i się przeraziłem gdy zrozumiałem poziom debilizmu mojej jazdy.

Podszkoliłem się troszkę samemu i od razu uderzyłem do szkoły Pro-motor. To jest dobra szkoła!!! Posłuchajcie tego: na dzień dobry powiedzieli że jeśli uznam nic nie wyniosę z zajęć teoretycznych lub praktycznych albo że instruktor gada głupoty to podajemy sobie łapki i odchodzę nie płacąc za te zajęcia ani grosza pod warunkiem że więcej się tam nie pokażę. ,,Nie ma co się zadawać z głupimi więc jeśli tacy jesteśmy to więcej nie przychodź" Dzięki takiemu podejściu kursu nie przechodzą narwani debile którym się wydaje że są mistrzami świata.

Gorąco namawiam wszystkich na kurs doszkalający. Zajęcia teoretyczne trwają od bodajże od 20.00 do ostatniego pytania z sali (zazwyczaj do 1.00 w nocy) Gość który je prowadzi to po prostu kosmita! Byłem w ciężkim szoku kiedy po kolei omawiał różne zagadnienia, rozwiał wiele mitów, wytłumaczył przystępnie czarną magię fizyki jazdy,uświadomił istnienie błędów wynikających z ludzkiej budowy ciała. Z zajęć wyrwał mnie telefon ojca - po oberwaniu chmury zalewało nam dom. Musiałem wyjść w środku zajęć. Zgodnie z umową nie zapłaciłem ani grosza. Na sto procent wrócę na te zajęcia przed nowym sezonem jazdy!
29-10-2010 20:28
~danielR
A ja się bardzo cieszę, że w końcu , między innymi dzięki temu portalowi, rośnie świadomość zarówno tych, którzy ukończyli już kurs i nagle widzą, że nic nie umieją oraz tych, którzy są/będą w trakcie kursu i w końcu złapią , że nie będą umieli... Dlaczego ? Bo mamy typowe podejście oszczędnościowe tzn. baran (instruktor) uczy kursanta (w swoim mniemaniu oczywiście barana, który nic nie wie i nie umie) jak zdać egzamin oceniany przez jeszcze innego barana, który na codzień ocenia egzamimy z kat. B ale czasem i A mu się zdarzy od biedy. Każdemu się opłaca taki stan rzeczy .. Jeden baran weźmie kasę za wytłumaczenie kursantowi jak ma odegrać scenkę teatralną z przeglądu moto na egzaminie, potem drugi baran go przepuści albo i nie na egzaminie, aż w końcu ktoś zrobi prawdziwy biznes i doszkoli młodego barana z jeżdżenia na moto. Tyle tylko, że weźmie za to drugie tyle co kurs szykujący do egzaminu (strzelam, bo nie wiem ile to kosztuje)... I uważam, że to bardzo dobrze i oby tak dalej. W efekcie miejmy nadzieje wytworzy się naturalna selekcja i jeden z drugim baran (tym razem kursant) zacznie myśleć i pójdzie do takiej szkółki gdzie od razu uczą jeździć a nie tylko jak robić występy teatralne przed innymi baranami byle zdać egzamin na kat. A. I pewnie pojawią się w końcu barany, którym jest obojętne i które wolą tylko zdać kat. A oraz motocykliści, którzy umieją jeździć. Oby byli to "motocykliści doskonali".
eee.. mam nadzieję, że nie uraziłem nikogo.. ;)
21-10-2010 14:39
~marian
tak sobie czytam te komentarze i faktycznie system szkolenia nie wygląda najlepiej. ja robiłem kat. B i A w szkole Artek w warszawie. kurs na B był świetny, wszystko dobrze w prosty i zrozumiały wytłumaczone. Kurs na A był też niezły, instruktor dużo tłumaczył, pokazywał błędy i mówił jak ich unikać, po placu jeździłem może z godzine na początku, żeby trochę załapać o co chodzi i potem już przed samym egzaminem (bardziej w celu przypomnienia) a po za tym cały czas kręciilśmy się po mieście.. bardzo miło wspominam kurs. oczywiście zdałem za pierwszym razem i byłem jedyny (były tylko 4 osoby bo to był listopad ale reszta została już na placu)
21-10-2010 09:20
~JohnyBigud
Taki wniosek mi się nasuwa dotyczący tych wszystkich co to trafili do mega badziewnych szkół. A nie można sie było przed zapisaniem popytać??? Niemożliwe żeby w dobie internetu nie dało sie znaleźć opinii o szkole. (dobrej czy złej). I w ten sposób wasze pieniądze trafiłyby do dobrej szkoły ...i po jakimś czasie tylko dobre by zostały. Taki oto manifest wolnorynkowca który nie wierzy w działania żadnych ministerstw i urzędów...Pozdrawiam. Motocyklista po dobrej (bo poleconej) szkole :-)
20-10-2010 17:54
~bjooork
I dlatego trzeba wiedzieć, gdzie iść na kurs (w Wawie jedyny słuszny to Promotor)- na kursie usiadłam na moto po raz pierwszy jako kierowca, egzamin zdałam za pierwszym razem jako jedyna (w dodatku baba) z całej 8-mio osobowej grupy ... W szkole dostałam podstawy nie tylko z jazdy, ale również rozsądnego zachowania się na drodze- tak żeby nie dać się zabić.
20-10-2010 11:44
~zenek
Ja miałem najlepiej... Zsumujcie wszystkie opisane wady ośrodków i dodajcie instruktora - pijaka... Bez kitu, gościu był autentycznie nastukany jak mnie uczył.
19-10-2010 19:36
~m
moim zdaniem to lekka przesada, nie wszędzie tak jest i nie każdy od razu musi być idiotą jak wsiada na motor - idzie się uczyć jazdy na nim, czy też kto jak woli idzie na kurs prawo jazdy kat. A.
Ja kończę go w Warszawie w LINII.

Teoria - jako że mam kat. B nie musiałem zbytnio się do niej przykładać, też sama ośrodek nie naciskał na obecność na wszystkich godzinach. Był wykład przeznaczony tylko dla kat. A gdzie można było się nieco dowiedzieć o przeciwskręcie, praktycznych rzeczach. Sprawdzaniu stanu łańcucha itp. wykład był ok. prowadzony dość dobrze. W skali od 1 do 10 na 7 bym go ocenił. Wykładowca znał się na rzeczy było to czuć, widać też było że lubi to co robi. Przynajmniej odniosłem takie wrażenie.

Praktyka - 2 pierwsze h. na placu gdzie ruszałem, jeździłem swobodnie, trochę kręciłem kierownicą - w zasadzie bez celu aby "obyć" się z motorem - i dobrze!
kolejne godziny na mieście. Bardzo szybko załapałem taką hmm... podstawową technikę jazdy. Na mieście jeździło mi się dobrze. Wiadomo motor gasł itp. ale uważam że było okej. Na mieście jeździłem z instruktorem jako plecakiem ;)
Teraz kończę już kurs, zostało mi raptem może z 4 h. oprócz zwykłego kręcenia 8semek, uczono mnie też dość umiejętnie ruszania pod wzniesienie - naprawdę uważam że ten element umiem. Slalom to pestka.
8semka - tutaj byłem uczony też więcej niż wymagają na egzaminie - po pierwsze 8semka węższa o połowe, do tego jazda z jedną ręką na kierownicy i z pasażerem po 8semce.
Także uczono mnie jak najmniej używać skrętu kierownicy.
Robienie kółek - kółka robione siedząc na udzie, z wystawionym kolanem ku ziemi i w zasadzie siedziałem nie na kanapce tylko już na boku motocykla. Kierownica na maska zgięta - nauka stabilizacji, nauka manewrowania ciałem tak aby motor jechał jak chcemy! Może nie wszędzie tego uczą. Ja jestem zadowolony.
A co do tego czy umiem jeździć - dobrze wiecie że po 20h jazdy mało kto nauczy się fajnie, ładnie jeździć.
Przegazówki, przeciwskręty itp. - to trzeba nauczyć się w praktyce, jeżdżąc już a nie na kursie..
19-10-2010 12:50
~kursant
Mysle ze itak dobrze trafiliscie. Ja praktycznie nie mialem teori (wlasciwie to na wlasne zyczenie). Pierwsza lekcja praktyczna byla na miescie nie na placu. Instruktor pyta sie:
- jezdziles juz kiedys motocyklem?
- tak ponad 10 lat temu komarkiem 2 biegowym.
- No to wsiadaj i jedziemy :D
- no dobra (akurat stal kolo mnie brat, ktory mial miec lekcje zaraz po mni. brat pyta: wiesz gdzie jest jedynka? Ja na to "No chyba na dul, nie?")
Wsiadam wbijam jedynke jade. Wiadomo ruch uliczny motocykl mi gasnie i takie tam. Oczywiscie kask za wielki, radio nie slychac, sluchawka co chwile wypada.

Ale to jeszcze nic: nieraz zdazylo sie ze musialem pchac motocykl na rozruch bo akumulator byl rozladowany po zimie. Oczywiscie zadnych wskazowek co sie robi zle, duzo opierdalania i dokuczania, na placu zadnych podpowiedzi o tym ze instruktor ralatwial swoje sprawy podczas moich jazd w terenie nie wspomne :P No dobra to sie da. mozna zniesc.

Najgorsze bylo to, ze uczlismy sie na innym motocyklu niz byl na egzaminie. To bylo chyba suzuki gs500 a egzamin na yamaszce. Wiec pierwszy egzamin oblalem na placu bo niewiedzialem ze yamaszka ma bagnet do sprawdzenia stanu oleju a nie okienko. Faktem jest ze itak bym oblal bo nie nauczono mnie ogladac sie przy starcie i przy slalonie za siebie. JEDNA WIELKA PORAZKA.

Pozdrawiam najgorsza szkole na swiecie: GREGOR w Zgorzelcu

PS. Jedna lekcja w Slupsku dala mi wiecej niz caly kurs w Zgorzelcu
18-10-2010 10:21
~the king is dead!
@Dami400

Przepraszam, ale chciałem zapytać czy miałeś/aś wątpliwą przyjemność obcować ze wszystkimi szkołami motocyklowymi w Warszawie?
17-10-2010 21:24
PaczekDNA
Ja uczyłem się zarówna na kategorie B jak i A w szkole DELTA W Łodzi, również z polecenia. Teoria była prowadzona przez motocyklistę, opowiadał o wielu sytuacjach jakie on miał oraz jakie mieli jego kursanci czy przed i już długo po egzaminie (na placu można było spotkać motocyklistów absolwentów którzy przyjechali zamienić dwa słowa). Kurs praktyczny zarówno na A i B z chęcią przeżył bym jeszcze raz. Szczególnie A, nie mogłem patrzeć jak w innych szkołach jadą na motocyklach za autem, ja już wcześniej dużo po mieście śmigałem skuterem, na biegach uczyłem się jeździć mając 13 lat wiec i z moto dałem sobie szybko rade. Zaczynałem na 1h od Yamahy 125 lekko terenowej, bardzo fajne sprzęgło potem dostałem nową Yamahe 125 i następnie na zmiane honde i yamahe 250 ponieważ w moim mieście są dwa na egzaminie. Dużo celnych uwag, oprócz trasy jeździliśmy po niezabudowanym wiec można było wyprzedzać i poczuć trochę mocy, jazdy po mieście które wymagały dużo machania biegami, cud miód i orzeszki nie muszę wspominać że obaj instruktorzy przyjeżdżali na plac swoimi motocyklami. Ja zdałem za pierwszym razem i moich 2 kumpli też:)
14-10-2010 15:47
~ronny
Ja prawko robiłem w szkole LINIA na pradze. Zdałem za pierwszym razem, dlatego, że instruktorom chciało się tłumaczyć i pokazywać technikę jazdy na motocyklu. Nikt nie zostawał z kursantów sam z manewrami na placu, to samo miasto, kontakt z instruktorem przez intercom (polecenia, gadka o błędach itd.).
W całym artykule nie ma niczego pozytywnego, same "czarne" historie. Jak ktoś nie jest pewien szkoły to niech weźmie kurs na raty, wtedy szkoła bardziej przyłoży się do naszego szkolenia. A jak kogoś obraża instruktor, to język w gębie SIĘ MA i się go używa !.
14-10-2010 10:00
~Dami400
Powiem tyle W Warszawie to tylko PRO-MOTOR, do innych nawet szkoda podchodzić....
14-10-2010 01:03
~PGO
Świetny materiał, może da to do zrozumienia młotkom ze szkół jazdy... choć przecież skoro to ignoranci, to i tak to nic nie będzie obchodziło. może więc osoby chcące zdawać kategorie A baczniej przyjrza się szkołom jazdy
13-10-2010 19:00
Michel
Dobry artykuł.
Niestety taka jest prawda w OSK..
Resztę historii znajdziecie na forum.motocyklistow.pl/index.php?showtopic=134909&st=0

ps. piękna motocyklistka na tych zdjęciach :)
13-10-2010 18:12
~g503
Aktualnie kończę kurs w PRO-MOTORze i powiem jedno: Panowie czapki z głów.
13-10-2010 18:10
~fazu
Cóż, trzeba szukać, dowiadywać się. Nie jeżdżąc nigdy na motorze zdecydowałem się na naukę w renomowanej, wyspecjalizowanej szkole nauki jazdy (a także oferującą doszkalanie dla motocyklistów z większym stażem). Moja wiedza (przeciwskręt, redukcja z między gazem itp) znacznie wykraczała już po kilku pierwszych spotkaniach ponad wiedzę kolegów jeżdżących już jakiś czas własnymi moto. Podejrzewam, że i umiejętności (prócz oczywiście doświadczenia którego mi brak) mogę mieć pod wieloma względami większe niż inni świeżo upieczeni posiadacze kategorii A. Zdać prawko na jednej możliwej trasie egzaminacyjnej (tak jest w większości ośrodków, ja niestety trafię w najbliższej przyszłości na wyjątek: Odlewnicza w Wawie) to nie problem więc wiele szkół nie orientujących się w temacie motocykli nic ponad zagadnienia egzaminacyjne jest w stanie prosperować i z "powodzeniem" szkolić motocyklistów których umiejętności (i ich brak) bywają znacznie bardziej brzemienne w skutkach niż kierowców puszek. Lewa w górę!
13-10-2010 13:15
~Michał
Witam, mijają już dwa lata od mojego kursu na prawko "A", robiłem go w malej miejscowości niedaleko poznania. Koleś który go prowadził nie miał chyba zielonego pojęcia o jeździe na motocyklu. Najgłupsza rzeczą co próbował mi wcisnać było to że wogóle nie należy używać przedniego hamulca, bo to głupota, i że należy hamować tylko tylnym. Dosłownie zero wiedzy na temat jazdy motocyklem. Współczuje tyk którzy chodzą i zamierzają zapisac się do tego pana na kurs. Porażka........
13-10-2010 11:50
~madcap_72
mogę dodać od siebie, że jak szedłem na kurs to poza praktyką miałem niebo wiekszą wiedzę z terorii niż instruktor (do końca teorii po pierwszych zajęciach nie pojawiłem się na niej więcej, bo krew mi się ugotowała na pierwszych zajęciach, gdy usłyszałem, że nie odróżnia omijania i wyprzedzania)
13-10-2010 11:41
~Kris
Mieszkam (i zdawałem) w dużym mieście wojewódzkim. Szkoła do której uczęszczałem miała kurtę specjalną, kask, kamizeli, rękawice. Ja miałem własne spodnie tekstylne z ochraniaczami (dość dobre 500 PLN za nie dałem i nie żałuję). Motocykl był sprawny, jeździliśmy już na 5 lekcji na mieście. Były treningi podjazdów pod dość stromą górkę (jak się okazało bardziej niż w WORD :/ ). Zdałem za pierwszym razem. Śmiem wysnuć wnioski że problem stanowią szkoły tanie i zlokalizowane poza większymi miastami. Ze mną zdawał chłopak który RAZ (słownie raz!) przejechał trasę egzaminacyjną i to ... samochodem! Ja - wliczając dodatkowe jazdy 30 h razem - przejechałem tę trasę kilkanaście razy. Również w deszczu i bezpośrednio po deszczu. Uświadczyłem uślizgu tylnego koła i innych "niespodzianek".

RZUĆ OKIEM NA INNE, CIEKAWE GALERIE:

ARTYKUŁY POWIĄZANE

Świat według Wiewióra: Dwukołowe serwerownie

18-05-2012
Dziś się dowiedziałem, że Stoner opuszcza MotoGP. Pierwsza myśl, dlaczego? Facet jest u szczytu sławy, miażdży wszystko i wszystkich, łoi wyścig za wyścigiem, generalnie jest kosmitą, który jako jedyny w ogóle ogarnął tego niedorobionego Dukaciaka, a z którym Wielki Rossi za cholerę nie może sobie poradzić od dwóch sezonów.
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms