załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

NA KAŻDY TEMAT

Dlaczego James Dean przewraca się w grobie...

Gepard
14-06-2008, 08:00
OCEŃ ARTYKUŁ Dlaczego James Dean przewraca się w grobie... kliknij i przesuń wskaźnik
James Dean -
James Dean - "LIVE FAST,DIE YOUNG and LEAVE A GOOD LOOKING CORPSE"
Autor i jego Kawasaki ZX-10 R
Autor i jego Kawasaki ZX-10 R
Autor i jego Kawasaki ZX-10 R
Autor i jego Kawasaki ZX-10 R
Dużo się czyta ostatnio o tzw. prawdziwych motocyklistach. Nie wiadomo, kto ukuł ten termin, ale prawdopodobnie ktoś, kto z motocyklami ma niewiele wspólnego. Być może jest w nim tyle zawiści, że musi dzielić ludzi na tych lepszych i gorszych, tak, żeby poczuć się lepiej i prawdopodobnie dowartościować?
Taki „prawdziwy motocyklista” od razu czuje się lepiej, uważając się za kogoś lepszego, a sama jego „prawdziwość” sprawia, że chociaż przejechał niewiele kilometrów, to czuje się jak pan i władca. W tym artykule pojawi się trochę historii, trochę prawdy i może odrobina ironii, ale będzie on tylko i wyłącznie odpowiedzią na straszliwe pomieszanie faktów.
Na początek troszkę historii…
Jedno wydaje się być pewne. Motocykl od początku swojego istnienia nie był pojazdem przeznaczonym dla zwykłych ludzi. Zawsze dosiadały go osobowości, ludzie ekscentryczni i dziwaczni. Już w czasach króla słońca można było podzielić mężczyzn na odważnych muszkieterów i lekko metroseksualnych – tonących w pudrze panów podróżujących karocami. Chyba nie trzeba daleko szukać analogii patrząc na dzisiejsze czasy – na motocyklistów i tzw. samochodziarzy. Nie to będzie jednak tematem tej rozprawki, a to kim tak naprawdę zawsze byli motocykliści

Już w latach 50. i 60. ubiegłego wieku mogliśmy oglądać chłopaków, którzy całe swoje życie związali z motocyklami. Tak, zgadza się, mowa tu o tych wszystkich złotych chłopcach, którzy na wsiach i pod osłoną nocy robili sobie uliczne wyścigi. Tych, którzy kochali ryzyko i wszystko, co z nim związane, nie bojąc się przy tym o możliwość utraty zdrowia i życia. Siedzieli w garażach, wymyślali coraz to nowsze sposoby, aby ich maszyny były jeszcze szybsze, a każdy weekend spędzali walcząc ze sobą o najlepszy czas. To wtedy narodził się bunt pokolenia. Motocykle zawsze były z tym związane. Były synonimem buntu i fantazji. To właśnie tak narodził się wizerunek motocyklisty – pirata drogowego, który nie bacząc na wszystko, napędzony własnym buntem, mknie przez noc, a jego serce jest tak gorące, jak jego maszyna.

Kobiety zawsze kochały takich mężczyzn, pełnych fantazji, zbuntowanych. Takich jak James Dean i inni podobni kawalerowie. Jego życiowe motto „LIVE FAST,DIE YOUNG and LEAVE A GOOD LOOKING CORPSE” (tłum. "Żyj szybko, umieraj młodo i zostaw dobrze wyglądające ciało") stało się synonimem motocyklisty tamtych czasów i być może życiowym credo każdego zbuntowanego chłopaka. Od tamtej pory motocykle zawsze były łączone z pasją, odwagą, ułańską fantazją, niebezpieczeństwem i pięknymi kobietami.

I zawsze były dla wybrańców. Wybrańców okrutnej Pani, która co jakiś czas zabierała jednego z nich na tamten świat. To było ryzyko wliczone w koszty. Dla niektórych jest nadal, ale tylko dla wybranych, czego ostatnio chyba nie rozumieją tzw. prawdziwi motocykliści, o których będzie zaraz mowa.
A James Dean przewraca się w grobie…
Obserwuję ostatnio co się stało z tymi motocyklistami, jak bardzo zmienił się świat od tamtej epoki wspaniałych chłopaków na ich wspaniałych maszynach. Wystarczy przeczytać internetowe fora, a już człowiekowi nóż się w kieszeni otwiera. Otóż cała brygada pań i panów o znikomym doświadczeniu motocyklowym zabiera głos w kwestii techniki jazdy, bredzi coś o jeździe zgodnie z ograniczeniami prędkości, zakłada na siebie zielone kamizelki (czyżby byli pracownikami MPO?), pomaga babciom przechodzić przez pasy, pali ogniska, jeździ na msze, bawi dzieci… CO TO JEST?! KLUB HARCERZA POLSKIEGO?!

Chyba już całkiem świat zniewieściał albo po prostu ta cała banda panów z karoc z ich uperfumowanymi buźkami przejęła władzę nad motocyklowym światem. Być może z zazdrości, może z nieporadności bełkocą coś o byciu prawdziwym motocyklistą, który jest dobry, kochany i w ogóle to nigdy nie jechał szybciej niż 50 km/h. Pomaga łosiom w lesie, karmi rybki…
 
Strony:
1 2
 
Komentarze użytkowników
(28)
18-04-2009 21:06
Gepard
Liza...przeceniasz się.
Ale o tym w następnym artykule...
Wiesz ile lat jężdzę i co potrafię zrobić.
No cóż..jedziemy dalej z koksem.
13-04-2009 22:47
zusta
Gerard, bardzo dobry art. skrobnąłeś, zgadzam się co do tego ,że każy poruszający się na motocyklu może być nazywany motocyklistą, ale myslę też, że tylko ten co ma talent do jazdy na jednosladzie oraz szloną, nieprzewidywalną i pełną odwagi duszę powinien wybierać motocykl, inni stanowią zagrożenie na drodze. J.
07-04-2009 17:33
~Piotr
artykuł bez sensu. nie masz człowieku zielonego pojęcia o motocyklach i motocyklistach. znalazł się znawca tematu he he...
19-03-2009 03:21
Liza
Outlaw, floyd312 - całkowicie zgadzam się z Waszymi wypowiedziami :}

Pragnę wszystkich poinformować, że "artykuł" Gerarda to tylko riposta na mój tekst :} Moje słowa tak bardzo mu się nie spodobały, że zapragnął zemsty i sklecił ten oto art :D Dokładnych powodów niestety nie znam, ponieważ Gerard nie miał na tyle odwagi, aby powiedzieć mi to wprost, nie mniej jednak mogę przypuszczać, że najbardziej zabolały go słowa świadczące o tym, że przynależy do grupy lanserów, którą podałam, jako jeden z przykładów :}

Zainteresowanych zapraszam do lektury artykułu, który tak bardzo wstrząsnął Gerardem :D http://www.motogen.pl/artykuly/nakazdytemat/go:2/motocyklista-xxi-wieku,art8.html


Pozdrawiam wszystkich gorąco,
Liza :}
27-02-2009 11:05
floyd312
No cóż nie zgodzę się z twórcą tego artykułu .Prawdziwy motocyklista , harcerzyk , prędkość????. nie rozumiem o co chodzi tak do końca. ???? James Dean był symbolem męskości ale niech pan nie zapomina że był także kimś więcej a mianowicie świetnym aktorem z biografii wynika też że czytywał Schopenchaurea i egzystencialistów a więc pana symbol podupada nieco. zostawmy ludzi w spokoju ktoś ma ochotę jeżdzić 50h jego sprawa , ktoś ma ochotę mieć kamizelkę też jego sprawa. póki nie stwarza zagrożenia dla mnie nie przeszkadza mi. a to kto kim jest nie ma znaczenia do bycia motocyklista prawo ma każdy . :)pozdrawiam i polecam przemyśleć to co pan pisze :)na przyszłość
23-01-2009 00:23
Outlaw
słaby artykuł i w zasadzie nie wiem czemu miał służyć, prawdziwy motocyklista to taki który czerpie radosć z jazdy nie wazne czy to wsk czy r1 a nie taki który kupuje nowy sprzet i super wdzianko zeby fajnie wyglądac i czasem odkręcić w miescie bo idą panienki z ginmazjum i bedą krzyczały łał , mega pozerstwo;)
10-12-2008 20:00
Adel
Nie koniecznie, ale tak żeby to przypominało artykuł czy co to tam miało być. :)
01-12-2008 18:45
PaulaWheelie
niezle :)
30-11-2008 17:55
Gepard
To miałem wierszem napisać :) ?
18-10-2008 13:48
Adel
Po takich wypocinach to chyba Słowacki się w grobie przewraca, ale jeśli chodzi o przesłanie tego tekstu to po części się z tym zgadzam.
09-10-2008 14:21
DEALER
Gerardzie najlepszy artykuł, jaki dotychczas przeczytałem we wszelkich portalach motocyklowych....gratulacje!!!!!
15-09-2008 12:23
Gepard
Nie chce mi się już.... owszem zapierdala się po mieście i to jak ta lala.Akce charytatywne zostaw harcerzom,piękne kobiety i motocykle są ze sobą związane tak jak piękne auta i kobiety też.
Kamizelki są dla pracowników MPO albo dla pojazdów jadących tak wolno,że stanowią przeszkodę dla innych użytkowników drogi.Zakładając kamizelke,zakładasz chyba,że bedziesz sie tak wlókł,że ktoś na Ciebie najedzie.
Proszę bardzo...w takim razie jedź prawą stroną.
Owszem da się wykorzystać w pełni te możliwości na naszych drogach... i to z lekkim brakiem.Ale to trzeba używać motocykla jako narzędzia a nie przedmiotu do masturbacji.

Motocykl to takie samo narzędzie jak młotek i trzeba nim napierdalać... i do tego służy.Nie do wleczenia się w mieście 50 km/.h.Chcesz tak jeździć kup sobie skuter.50 najlepiej.Wtedy faktycznie kamizelka Ci się przyda.

A teraz mam to w dupie...idę zmasakrować i sterroryzować ulice mojego miasta,póki ciepło :)
15-08-2008 12:38
estarriol
Przeczytałem artykuł i muszę stwierdzić że trochę za dużo w tym emocji i przesady.
Z wieloma rzeczami zgodzić się nie mogę..

1. Kamizelki
Ja latam w żółtej kamizelce odblaskowej, ale nie jest to żaden lans tylko kwestia poprawienia komfortu jazdy w mieście- mało kto próbuje mi się wciąć, wymusić kiedy wyglądam z daleka jak policjant. Wygląda obciachowo? Mam to w dupie- kiedy jadę i mam kask na ryju i tak mnie nikt nie poznaje. A jak komuś się nie podoba, to jego sprawa. Pamiętam jak był pomysł, żeby kamizelki były obowiązkowe- połowa komentarzy zawierała coś na kształt "nie po to kupowałem kombinezon za 2000, żeby na to wieśniacką szmatę zakładać"... to kto tu jest większym pozerem i lanserem???
Na zachodzie w kamizelkach lata naprawdę wielu motocyklistów- i cisną równo. Na autostadach czasem tylko jaskrawe smugi uda się kątem oka uchwycić.

2. 50 km/h

Jasne, że fajnie jest zapierdzielać, ale na wszystko jest czas i miejsce. Nie zapierdala się po mieście, gdzie z każdej bocznej uliczki może ci wjechać dziadek w maluchu, a na pasy wtoczyć się może kobieta z wózkiem. Zapieprzanie w mieście nie jest ostre i zbuntowane tylko nieodpowiedzialne i debilne.

3. Nie wiem co masz na myśli pisząc o przeprowadzaniu staruszek przez pasu i pomoc zwierzętom.
Akcje charytatywne?
Co masz do tego? Była piękna akcja "dla Patryka". Co w tym złego?

4. Czasem sam sobie przeczysz. Najpierw piszesz, że ludzie kupują motocykle, bo laski na to lecą i to jest lans...
A na koniec piszesz, że lepiej być tym zbuntowanym zapierdalaczem bo kobiety takich wolą... No to na coś się zdecyduj

5. Rodzaj motocykla

Wytykasz ludziom, że oceniają nas po sprzęcie na jakim latamy, a tymczasem sam wprowadzasz taki podział.
Większość ludzi którzy nie są w temacie nie rozróżnia motocykli- tym bardziej, że jak jedziesz powyżej 100 to i tak nie mają czasu żeby się poprzyglądać. Ja mam Fz6 Fazer i większość znajomych uważa go za ścigacz.

A tak przy okazji- ścigacze są ok, ale prawda jest taka, że na naszych polskich drogach nie da się wykorzystać w pełni możliwości R1 czy nawet Twojego motockla... Więc po co?
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'
23-06-2008 05:35
Vendax
he, he...
Ogień i Wodę połączyła wóda - bo to w końcu Woda Ognista :)
No więc, Twoje zdrowie i czekam na kolejny artykuł.

Fajnie było!
22-06-2008 23:28
Gepard
Twoje zdrowie.Otwieram browca :P A już mi się nie chce nic pisać.... w sumie to napisaliśmy wszystko z tym ogniem i wodą.
A może wódy ? :)
21-06-2008 05:30
Vendax
Masz rację - Ogień i Woda....
Nie trzeba wiele szukać - wystarczy popatrzeć na godziny publikacji naszych postów (he, he...)

Trzymaj się, Gepard!
21-06-2008 02:05
Gepard
Aż to przetrawię....zajebiste,tyle Ci powiem.Powinienieś napisać drugi felieton do tego mojego.Może wreszcie ludzie przestaną się przy okazji oceniać po motocyklach.
Idę spać.Wróciłem dopiero z moto.Jutro coś napiszę... z tymi świecami dowaliłeś superowo.Przypomniał mi się taki film z Robertem de Niro,jak był kierowcą autobusu a jego synek mały trzymał z mafią.I była taka awantura i ten syn do ojca...nie jesteś tak bohaterski jak Ci gangsterzy,a ojciec odpowiedział ...to właśnie jest bohaterstwo,to że pracuję na tym autobusie dla Twojej mamy i cięzko zarabiam na jedzenie dla naszej rodziny.

To są dwie strony medalu i chyba wiem od czego zależy wybór jednej z nich.... jutro to napiszę.
To są podstawowe kwestie dwóch podejść do życia.I wiem od czego zależą... wszystko to psychologia.I nawet wiem,w którą stronę zmierzamy.I jak zwykle wszystko będzie zależeć od punktu siedzenia.
Ogień i Woda... dwie drogi.Szybko i z rozmachem,albo powoli ale skutecznie.
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'
20-06-2008 22:54
Vendax
Witaj Gepard,

dzięki za to co napisałeś. Jeśli chodzi o wyjaśnienie, to napisałem tamten post z tego powodu, że szlag mnie trafia jak widzę(w jednym z komentarzy do Twojego felietonu) tę pseudo-naukową czy nawet społecznie poprawną akceptację dla dewiacji seksualnych. A że wypłynęło to na życiorysie Jamesa Dean’a i w temacie moto, więc musiałem jakoś to „połączyć”. No i za szczęśliwie chyba nie wyszło, ale dla w miarę wprawnych to chyba jakaś klarowność myśli jest zachowana. I chyba to chciałem właśnie pokazać.
Dzięki, że bardzo osobiście przedstawiłeś tę postać. I to jest najważniejsze – niezależnie od mojego stanowiska i moich argumentów – dla Ciebie jest on ważny i autentyczny. I dzięki za autentyzm!

1.
Odnośnie już teraz ostatniego posta.
Kilka sformułowań jakoś zainspirowało do postawienia pewnych znaków zapytania, czy może bardziej doprecyzowania.

Odnośnie CARPE DIEM, niegdyś mojego życiowego odkrycia, które na długi czas nadało kierunek jakiejś aktywności w moim życiorysie, ale też i źródło jakichś tam mniejszych i większych przemyśleń osobistych. Wiem jedno, że ludzie swoimi wyborami życiowymi, filozofiami i hołdowanymi przez siebie przekonaniami, kształtują swoje życie. I to jest myślę pewne dla każdego. I że jak ktoś narobi sobie gnoju w życiu, to w zasadzie sam sobie może podziękować. A jak będziesz miał fajnie, to generalnie jest to też kwestia poczynionych wyborów życiowych.

Do czego zmierzam...
Zmierzam do tych „buntowników” życiowych. Ty, Gepard, idziesz jeszcze dalej i trafnie to określiłeś „buntownicy bez powodu”. Zacznę od tych pierwszych.

To co napiszę to banał dla większości. Mówię to ze swojego doświadczenia, ale sądzę, że w wielu Waszych (czytających ten tekst) doświadczeniach znajdziecie odzwierciedlenie tej sytuacji, wręcz kopiowanie się tego schematu.
Proszę przywołać w swojej pamięci „bohaterów” z waszych klas z podstawówki. Tych nieustraszonych. Tyc, co nie bali się zaproponować jakąś niesamowicie fajną – teraz powiemy głupotę – ale wtedy to był pomysł. I sami potrafili go wykonać, albo z pomocą jednego czy drugiego – takich pomagierów. Może mieliście takie „egzemplarze” w waszych klasach w szkołach średnich czy technikach, ale dużo ich musiało być w i zawodówkach, bo już wówczas działał schemat o którym chcę powiedzieć. Moje pytanie: co dzieje się TERAZ z tymi gościami? To równie dobrze dotyczy dziewczyn. Co z nimi?
I nie chcę tutaj dyktować schematycznych odpowiedzi, ale zamiast tego powiem, że na pogrzebie dwóch (jeden z podstawówki, drugi ze średniej) już byłem. A raczej na grobie, bo odeszli po cichu, zapomniani i zabrakło jakoś w moim przypadku odważnego, co by na czas wysłał sms’a do wszystkich o dacie pogrzebu.

Ci goście, których mam zapisanych na dysku w mojej głowie, to goście, których widzę uśmiechniętych i w ruchu. Oni działali. Ja z resztą kumpli podziwialiśmy ich, ale brakowało też odwagi, albo głupoty do tego, żeby pójść w ich ślady. Tyle, że patrząc z obecnej perspektywy, czy miałbym iść na tamten świat również?
CARPE DIEM - łap chwilę. jestem pewien, że oni to w swoim życiu robili. Tyle pomysłów, „akcji”, niesamowitych wydarzeń... Tyle, czy te wszystkie doświadczenia były niezbędnie potrzebne?
Czy może efekt końcowy – w myśl, ze koniec wieńczy dzieło – rzuci światło na sens i konieczność tych epizodów w ich życiu? Na to pytanie wiem, że odpowiedzi nie uzyskam, ale je postawię: co zyskali? Czy było warto? A może były inne drogi osiągnięcia tego samego tylko, że w inny sposób?

Wiem Gepard, że tu staniemy naprzeciw siebie. I szanuję Cię za to, że chcesz być tym dzikim, nieokiełznanym, szybkim, ale wolnym, szczęśliwym i spełnionym. Wiem. I powiem Ci, że ja chcę tego samego, co najgorsze... (he, he) Też chcę tego i szukam, co moi kumple chcieli – śmiać się, robić głupie nawet rzeczy, ale czuć, ze się żyło, że się śmiało, że się coś z siebie dało.
Ja też myślę o tych dwóch świecach, z których jedna, gruba, świeci długo ale kopci, a ta chuda świeci krótko, ale jasno. Myślę o tym. Dokonuję różnych wyborów, zmieniam metody i jakoś ciągle skłaniam się ku tej jasnej, ale nie chcę zgodzić się na to, że musi świecić krótko.

Przykład tych dwóch świec jakoś pasował mi do tych moich dwóch nieboszczyków z klasy. Myślałem o nich w kategorii świecy chudej. Ale wiesz, niedawno przyszła mi myśl, czy przypadkiem nie świecili co prawda krótko, ale światła nie za wiele dali, a narobili dymu.
Pomyślałem o ich matkach (nie mieli ojców, mieli ojczymów) którym swoją śmiercią zasmolili serce? (p.s. jeden przedawkował, drugi się powiesił). Pomyślałem o ich czynach – ile tam było światła a ile demolki i złodziejstwa?
Czy to, że rozśmieszali nas na lekcjach, że było wesoło, usprawiedliwiało wszystkie ich czyny wtedy i każde następne? Czy CARPE DIEM rozgrzesza w takim razie wszystko i wszystkich?

Powiem jedno. Nie osądzałem ich, ale pomyślałem, że z tymi świecami wcale nie musi być, ze gruba jest zła, a chuda z zasady dobra. Bo nie każda chuda świeca, co krótko świeci musi tylko jasno świecić, ani gruba nie musi tylko kopcić.
Liczy się z czego są zrobione i jak przycięty mają knot.

2.
Kiedy zaczynałem z motocyklami. Albo jeszcze prędzej. Kiedy byłem na poziomi odprowadzania moto na ulicy, obserwowania jak Big Brother grona tych, co łażą w osprzęcie z kaskiem w ręce, nie wiem skąd, ale wiedziałem jedno: ALE FAJNIE! Do tej pory nie potrafię sobie wytłumaczyć: dlaczego?
To, ze moto fajne – ok. Ale dlaczego ci, co jeżdżą? – chyba mózg jakieś uproszczenie zastosował.

To samo z przygodą. To, że przygoda jest fajna, to nie musze chyba tłumaczyć. Zwykle przygoda jest to czego inni nie robią, nie doświadcza tego wielu ale wybrańcy, albo co jest po prostu na granicy prawa czy jakiegoś przyzwolenia czy nawet na granicy życia i śmierci.
I znów, czy ci co są ryzykantami są fajni? Odpowiedź jasna: a to, ze góry są piękne oznacza, ze w GOPR-ze pracują piękni ludzie?

I w tym Gepard zgodzę się z Tobą całkowicie – liczą się ludzie! Nie maszyny, nie” otoczka”, ze tak powiem, ale po prostu ludzie!

I jak wlazłem między motocyklistów, w to braterstwo, w to grono, gdzie każdy się wita jakby znał cię od dzieciaka, gdzie walimy sobie na „ty” – no miód malina! . Ale szybko szlag mnie zaczął trafiać, kiedy umawiałem się na konkretną godzinę, w konkretne miejsce i okazywało się, że już tu zaczynają się schody... a nie w trasie. Że ktoś coś obiecał, umawiał się, już wszystko było dograne, a za chwile ze spokojem schizola nie widział problemu, ze sprawa nieaktualna.

I znów się z Gepardem spotykamy. Bo obaj lubimy tych” rąbniętych i to zdrowo”. Sami też staramy się w podobny sposób działać. Tyle że – cholera – znów ich inaczej postrzegamy tą samą sprawę. Bo ja będe powtarzał: i co dalej? a Gepard woli nie planować.

Miałeś Gepard swoje CARPE DIEM kiedy miałeś zaraz wrócić do domu, a obudziłeś się w szpitalu. Ja z kolei byłem na zakupach, wracałem i na drugi dzień miałem iść do szkoły, do 2 klasy podstawówki. Ale późnym popołudniem w ten dzień mogłem jedynie dokuśtykać jakoś po barierkach łóżek szpitalnych do lustra (przy asyście: proszę siostry, on wstaje!!!!) żeby zobaczyć w lustrze dlaczego nie mogę otworzyć powiek do końca i zobaczyłem swój łeb, spuchnięty jak balon, pozaklejaną głowę i łuki brwiowe, że zacząłem ryczeć. Bo się siebie wystraszyłem. A jeszcze wystraszyło mnie to, że totalnie nieporadnie lecą mi nawet łzy...

CARPE DIEM – fajnie się mówi. A potem LIVE FAST – DIE YOUNG... ok.
Ale do momentu kiedy do łóżka szpitalnego nie przyjdzie do ciebie wyrwany z roboty ojciec, ubrany na roboczo, klęknie, złapie cię za ręke, całuje i zacznie płakać... A ty masz 8 lat i ojca jeszcze w takim stanie nie widziałeś.
Fajnie się tak pisze, ale może wtedy gdy nie masz matki, która siedzi z tobą do późnych godzin w szpitalu i na diagnozy lekarza powtarza z wiedzą medyczną: „rozumiem... oczywiście... tak, zdaję sobie sprawę co może się stać...”. A gdy wraca z korytarza pytasz: I co mamo? A ona jakby z drugego świata mówi: „nie martw się. Wszystko będzie dobrze”...
A jak przynoszą ci do sali kwiaty z laurką od całej klasy i „dodatek” od twojej szkolnej sympatii. Pamiętam co namalowała: niezapominajki w wazonie. A ty się gapisz na to i z jednej strony zażenowany, zawstydzony a micha ci się cieszy jak nie wiem.
I nie chcesz umierać, ale chce ci się żyć!!!

To ludzie sprawiają nam ból ale i ludzie są najlepszym „lekarzem”.
Też siadałem na moto wieczorem, żeby się uspokoić, bo szlag człowieka trafiał z tym wszystkim. Ale też sam wyciągałem komórkę, żeby zadzwonić do jednego czy drugiego, bo samemu to jakoś dziwnie na dłuższą metę.

Kiedyś na moto jechałem 205 km/h i miałem „sytuację”. I wtedy pomyślałem o dużo starszych już ludziach, którzy za pierwszym razem malowali dla mnie laurkę i zrzucili się na kwiaty... jak witali mnie w pierwszy dzień po przyjściu do szkoły, to jeden Bartek (za co został ostro skarcony przez wychowawczynię) krzyknął głupio, ale szczerze (he, he...): TY JEDNAK ŻYJESZ!!!
Czy mieliby się teraz zrzucać na inne kwiaty i inne dedykacje?
Pomyślałem sam do siebie: DURNIU!!!! Chcesz to wszystko zmarnować? Chcesz to wszystko rozpier...?
I wtedy chyba załapałem powagę chwili, bo powiedziałem sobie sam do siebie, że jest prędkość, której nigdy nie przekroczę. Że nie ma takiego powodu ważniejszego od mojego życia i zdrowia, zeby tę prędkość przekroczyć.

CARPE DIEM – tak, ale z ludźmi. Niekoniecznie z motocyklistami. Ale przede wszystkim ze szczerymi ludźmi. Z autentykami. Mogą być tymi niegrzecznymi, chodzić tak czy inaczej ubrani... – wszystko kwestia gustu. Takich, z którymi siadasz gdzieś tam przy okazji po to, żeby po prostu pobyć ze sobą. CARPE DIEM – żeby szukać ludzi ciekawych. takich, co choćby na chwilę rozjaśnią ci życie, rozbawią. Chwila sama dla siebie – nawet ta najpiękniejsza – jest niczym, jak nie możesz się z nią z nikim podzielić.
CARPE DIEM – nawet po to, żeby się na kogoś wkurzyć, rąbnąć drzwiami, a potem przemyśleć coś, przekroczyć samego siebie, wrócić i powiedzieć: „przepraszam”. Jak cię ktoś wkurzy, nie podzieli twoejgo zdania, zirytuje.... a ty na to zareagujesz, zaczniesz się zastanawiać, zaczie cię to uwierać...To też jest łapanie chwili.
CARPE DIEM – wtedy, kiedy zdążysz zobaczyć w swoim otoczeniu ludzi, którym czy słowami czy gestem zdążysz przed swoją albo ich śmiercią podziękować choć raz: że są z tobą, że ci pomogli w czymś.

Vendax
19-06-2008 16:01
Gepard
Drogi Vendaxie,

Widzę,że mądry z Ciebie facet i za wszelką ceną chcesz umniejszyć zasługi James'a Deana.Piszesz o tym jak skończył,piszesz o śmietniku historii.Wiesz,ja na takim śmietniku historii to nawet chciałbym wylądować.
Piszesz również o niedojrzałości emocjonalnej takich ludzi i o tym,że taka niedojrzałość dyskwalifikuje takich ludzi jako prowadzących pojazdy mechaniczne.
I na pewno masz trochę racji.ale własnie tworząc ten artykuł chciałem przekazać co czują tacy ludzie jak ja.Co czują Ci buntownicy bez powodu.
Nie wiem co chcesz pokazać ?
Na końcu felietonu napisałem nawet,że to nie motocykl czyni człowieka a to kim jest.I po prostu chciałem nakreślić,że dla mnie nie istnieje pojęcie prawdziwy motocyklista.Są albo dupki albo nie.
Dla mnie motocyklista (nie wiem czy prawdziwy) to właśnie taki buntownik,dlatego ten artykuł jest odpowiedzią na tonę zajadłych obelg pod adresem właśnie takiego prawdziwego czy nie (mam to gdzieś) motocyklisty jak ja,który śmiga z ideii buntu do wszystkiego.
Może jestem niedojrzały,może zatrzymałem się na buncie z lat młodości,ale dla mnie to był właśnie powód dla którego wsiadłem na motocykl.
I jakoś żyję.I latam juz łacznie 14 lat.Zaczynałem od wynalazków typu Junak,Ural (do dla tych co już wieszają na mnie psy,że mi tata kupił moto)... i mogę naprawdę coś napisać w temacie.

Wolę żyć jak James Dean,zgodnie z zasadą CARPE DIEM.Miałem w życiu dużo planów i raz było nawet tak,że powiedziałem w domu "zaraz wracam" i obudziłem się w szpitalu.I po co tu coś planować ? Po co ?
Szczególnie kiedy się lata motocyklem.A tej cechy właśnie brakuje tym "motocyklistom" ... siedzą jak stare babcie,gderają coś tam,tak jakby mieli żyć wiecznie.
Ja tam wsiadam i oooogień,a co będzie jutro ? A skąd ja mogę wiedzieć czy ja w ogóle do domu zaraz dojadę..a co dopiero plany na całe życie.


Na koniec.Cieszę się bardzo,że można z Tobą pogadać,bo jak widzę tu wypowiedź kolesia ..."nie interesują mnie wypociny kolesia na sporcie" to wlaśnie tego również dotyka ten felieton.SPORT => LANS => DRES => .... to jest dopiero żenada.
To może kupię jednak tego Junaka i będę upackany w oleju znowu jak kiedyś....wtedy może go zainteresują.

THX Vendex za merytoryczną dyskusyje.Ty wolisz tak,ja wolę tak..jak James.Lepsze drzewo niż teksty pt. koleś na sporcie itd...

A tera wsiadam na moto i nie wiem co będzie... :P W każdym razie 50 km/h to na pewno nie będę jechał.sorrry.... :P jedynka trochę za długa :P
I kij w oko prawdziwym motocyklistom...wolę tych rąbnietych :P i to zdrowo :)))))
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'
18-06-2008 11:41
Vendax
Dyskusja od legendy motocyklistów odeszła nieco od pierwotnego tematu i skierowała się na bezdroża dzisiejszych „never ending stories” – czyli dyskusji o orientacjach seksualnych, tolerancji (czymkolwiek ona jest i kiedy można ją stosować i w jakim zakresie...) i wizytówkach człowieka.

Jakakolwiek dyskusja nie zmieni faktu, że James Dean był człowiekiem żyjącym na bezdrożach i to nie tylko tych szosowych. Dyskusja nie zmieni faktu, że jego moralność zostawiała wiele do życzenia. Nic nie zmieni faktu, że człowiek uchodzący za „oryginał” i powiew wolności żył tak naprawdę w totalnym zniewoleniu swoimi słabościami, swoja orientacją, swoimi nałogami... i skończył jak jemu podobni na śmietniku historii.
Jedną rzecz chcę podkreślić - James Dean też dorabiał pseudo filozofię do swojej – ludzkiej, bo ludzkiej – ale miernoty. To czego trzeba się wstydzić, zmieniać, przezwyciężać, on zrobił celem samym w sobie i niemal uczynił zwycięstwem nad resztą ludzi. „Niemal” – bo efekty widać.

Można zadać pytanie: co dał współczesnym James Dean ?
To, że zginął w nieszczęśliwym wypadku samochodowym (nie motocyklowym, bo ten człowiek rozbijał się również Porsche Spyder) na 466 trasie w Kalifornii?
Przecież takich wypadków mamy kilkanaście dziennie...
To, że brał narkotyki i popijał dobrymi alkoholami?
Narkomanów znajdziecie w najbliższym Markocie, a alkoholików w Izbie Wytrzeźwień i na odwykach...
To, że zagrał w trzech filmach i był nominowany do Oskara? Znamy ludzi, co na koncie mają po kilka nawet takich nagród, a których wolimy nie oglądać już na ekranie...

I tak można wymieniać. Aż dojdziemy do tego, że „James Dean wielką legenda był, bo James Dean wielką legenda był” - Gombrowicz z „Ferdydurke” się kłania.

Teraz szybciutko przejdę i tylko dotknę problemu, który na tej stronie w zasadzie problemem być nie powinien, bo to nadaje się do leczenia psychiatrycznego w szpitalu – sprawa zmiany orientacji.
To, że James Dean był gejem czy nie był – tego do końca nie wiem. Ale jeżeli ktoś od razu na taką informację reaguje odruchem bezwarunkowym prostym, polegającym na wyciągnięciu hasełka o seksizmie, o nietolerancji czy jakiejś tam wizytówce – to od razu ślę ripostę.

Bo sam fakt, że ktoś jest alkoholikiem, kleptomanem czy gejem nie jest jeszcze czymś, co śmiało można napiętnować. Niemniej jedno jest pewne, ze z tego nic dobrego nie wyniknie.
Ważne jednak jest to, co ktoś z tą słabością robi? Czy walczy, czy ją pokonuje na tyle na ile może, czy robi z niej „ikonę” przed którą wszyscy – jeżeli chcą uchodzić za poprawnych – mają chylić głowy.
Otóż tak samo jak głowy nie chylę przed pijaczkiem – i nie ma to jakiegokolwiek związku z tym, że brak mi szacunku do człowieka. Może inaczej, szanuję w nim człowieka i za bycie człowiekiem, a nie za bycie pijakiem – tak samo nie mam zamiaru kłaniać się komuś, kto będzie krzyczał o swoim homoseksualizmie i próbował uczynić z niego „ikonę”.

James Dean należał do ludzi, hołdujących starożytnej zasadzie CARPE DIEM (Chwytaj dzień – co się rozumie jako „łap chwilę”). Tę zasadę można rozumieć dwojako – albo pozytywnie albo destrukcyjnie. Dean zrozumiał ją destrukcyjnie - łap chwilę, korzystaj bez umiaru teraz, jakby następna chwila miała nie nadejść. I się doigrał...
A można rozumieć tę samą zasadę: łap chwilę, korzystaj tak, żebyś następną chwilą też mógł się cieszyć i to jeszcze bardziej. Ale do tego trzeba już trochę głową popracować.

Dean pozbawił się możliwości radości kolejną chwilą. Zginął przez głupotę. Upatrywał wolność w prędkości, jakby prędkość czy adrenalina miały rozwiązać problemy i przynieść lepsze jutro. Na krótką chwilę może się to udać, ale znam tańsze sposoby osiągnięcia tego samego stanu, na przykład poprzez otworzenie półlitrówki.
Dean mógł zabrać się za swoje życie i korzystać z każdej chwili po to, żeby się rozwijać i uwalniać od nałogów i słabości. Po to jesteśmy ludźmi – żeby walczyć i się ciągle kształtować, anie gnić i upatrywać w tym wolności. Tyle, ze tu trzeba wykonać pewną wewnętrzną pracę. Jak to mówili Niemcy: ARBEIT MACHT FREI... widać tego nie zrozumiał James Dean.

I tu dotykam tego, czego dotyczy artykuł – bycia prawdziwym motocyklistą.
Może dobrze, że Gerard wspomniał o James Dean’ie, bo przynajmniej wyszło, że nieprzygotowanym, niedojrzałym nie siadaj za kierownicę moto czy auta. Bo jeździec nieprzygotowany zawsze był i jest zagrożeniem dla samego siebie i innych... niezależnie jak wielką i błyskotliwą filozofię dorobi do swoich słabości i braku przygotowania.
18-06-2008 09:14
koniaczek
@ the king is dead!

Moj tekst nie byl seksistowski ani homofobiczny, stwierdzilem 2 fakty: pierwszy ze byl gejem, drugi (nie wprost) ze mi jazda na motocyklu kojarzy sie w wolnoscia, przygoda i pieknymi kobietami, co niestety nie idzie w parze z posiadaniem idola w postaci Jamesa Deana. On po prostu nie jest dla mnie ani legenda, ani autorytetem.

Dodam jeszcze ze seksizm to generalnie dyskryminowanie jednej płci przez drugą, wiec cieżko byloby mi na pisac cos seksistowskiego na Jamesa Deama, chyba ze jak Kopernik byla kobieta ;)

Pozdrawiam
edytowany [ilosc_modyfikacji]. raz: [data_modyfikacji] przez użytkownika '[edytowal]'
17-06-2008 22:14
the king is dead!
@ koniaczek

To, że był gejem albo bi nie zmienia faktu, że jest legendą. A seksistowskie teksty są wystarczającą wizytówką człowieka.
17-06-2008 12:06
koniaczek
Legenda Jamesa Deana do mnie nie przemawia bo jak podaje wiki byl gejem, a conajmniej byl bi.
17-06-2008 11:11
Vendax
Do EDi - ego:

daj Gerardowi szansę.
Nie było źle - będzie lepiej... zobaczysz!
17-06-2008 08:17
EDi
bezsesowne wypociny kolesia na sporcie ... zupełnie do mnie nie przamawiają
16-06-2008 22:34
Martaa
Amen!
16-06-2008 18:52
Vendax
felietonik zapowiadał się ciekawie, ale jednak przejechałeś się po łebkach w sumie, jakby zabrakło koncepcji. W sumie to umownie, bez jakiegoś rzeczywistego przeanalizowania kim jest a kim nie jest "prawdziwy" motocyklista, przeszedłeś i oprałeś całość na jakiejś tam swojej "idei FIX".

Uczepiłeś się jak refrenu tego Jamesa Dean'a. Ok. Ale to nie jedyny gość, który ukształtował model motocyklisty. To tak jakbyś wziął gość, który pił jabole i mówił o prawdziwym smakoszu wina... Pomyśl o całych zastępach Francuzów czy Włochów... zresztą kolebka wina, kultura picia... doktorat można zrobić.
I podobnie z motocyklem. Wybrałeś sobie jednego gościa, który dla Ciebie stał się jakimś guru w tej dziedzinie, ale on jej nie wyczerpuje.
Zresztą, zanalizuj tych, którzy NAJWIĘCEJ mają motocykli i którzy najbardziej ich używają. Myślę tu o mieszkańcach krajów z odpowiednim klimatem. Pomyśl o całych połaciach USA, o różnorodności klubów motocyklowych...

Ja bym nawiązał do jeźdźców, rycerzy, szalonych Arabów, kochających silne i piękne konie... - tu jest adrenalina, fantazja, honor i przygoda. Tu jest miejsce na jasne zasady, a nie na dekadencję i autodestrukcję. Myślę, że to od nich i dzięki nim ukształtował się nie tylko w nazewnictwie, ale i w praktyce pewien model - jeźdźca (czyli bezpośrednie nawiązanie). To od nich, a nie od James Dean'a się to zaczęło.
I jestem pewien, że "prawdziwemu motocykliście" jak James Dean łeb by zleciał za jednym zamachem.
I to by było na tyle :)
16-06-2008 17:14
stoleczny
EASY RIDER ZDECHŁ W ZESZŁYM STULECIU !!! TERAZ JEST ERA FAST & FURIOUS !!!
ŚWIĘTA PRAWDA!

RZUĆ OKIEM NA INNE, CIEKAWE GALERIE:

ARTYKUŁY POWIĄZANE

Świat według Wiewióra: Dwukołowe serwerownie

18-05-2012
Dziś się dowiedziałem, że Stoner opuszcza MotoGP. Pierwsza myśl, dlaczego? Facet jest u szczytu sławy, miażdży wszystko i wszystkich, łoi wyścig za wyścigiem, generalnie jest kosmitą, który jako jedyny w ogóle ogarnął tego niedorobionego Dukaciaka, a z którym Wielki Rossi za cholerę nie może sobie poradzić od dwóch sezonów.
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms