Czegóż ci Angole nie wymyślą... Mają Jamesa Bonda, mają swoją królową, a teraz będą mieli motocyklowe taksówki.
Co prawda, nie jest to nowość na skalę światową, bo w krajach trzeciego świata takie rozwiązanie jest tak popularne, jak u nas miejska komunikacja publiczna, ale Anglicy udoskonalili pomysł i dodali mu smaczku.
Firma
Virgin wypuściła na ulice Londynu kilka motocykli
Yamaha FJR1300 zaopatrzonych w system ABS. Pasażer ubrany w szykowny otwarty
kask Arai, ochronne ciuszki
Hein Gericke i zaopatrzony w intercom, może za "symboliczną" opłatą zażyczyć sobie kurs do miejsca przeznaczenia. Ciekawe, że minimalna opłata za taki kurs wynosi 25 funtów, przy czym podrzucenie z Londynu do Heathrow kosztować już nas będzie 70 funciaków.
Zapewne nie wzruszy to wielu
motocyklistów, ale każdy kto będzie chciał przeżyć przygodę z
motocyklem, na pewno ucieszy się z możliwości podróżowania w ten sposób. W końcu jest to jakaś alternatywa. Tylko gdzie załadować te wszystkie walizki, które zazwyczaj wrzucamy do taksówki? I co w razie deszczu? Cóż... Skoro to moto-przygoda, to z całym dobrodziejstwem inwentarza, nieprawdaż?
jsz