Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Testy 125 Yamaha Majesty S 125 – miejski sportowy turystyk Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Laboratorium

Yamaha Majesty S 125 – miejski sportowy turystyk test, opinie i oceny

Majesty jest tym dla Yamahy, co Burgman dla Suzuki – ikoną. Pierwsza sto dwudziestka piątka z tym przydomkiem pojawiła się już w 1998 r., a nazwa była wspólna dla całej rodziny pojazdów o pojemnościach do 400 cm3.

Model, który trafił do redakcyjnego laboratorium, ma dodatkowo przydomek S. Czy oznacza to skrót od „sport”, czy może coś innego? Kilka dni na testowanym skuterze i kilometry pokonywane głównie w deszczu, pozwalają nam odpowiedzieć na pytanie, jaka jest Majesty S i czy warto ją kupić.

Nadwozie

   

Podchodząc do Yamahy chwilę zastanawiamy się nad jej tożsamością. Wygląda ładnie, a stylistyka jest jak najbardziej nowoczesna. Ostro nakreślony, centralny 

Nocą zegary prezentują się znakomicie. Sprawa ma się dużo gorzej za dnia.

reflektor (o dużej skuteczności w nocy), agresywnie wyglądające, pięcioramienne felgi oraz przednie zaciski, które na pierwszy rzut oka wyglądają na mocowane radialnie. Do tego wszystkiego liczniki z prędkościomierzem wyświetlającym wskazania w formie cyfrowej. To geny sportowe. Obszerny schowek mieszczący kask integralny, a do tego, jeśli dobrze się postaramy, również niewielkiego jeta, sporych rozmiarów szyba, uchwyty dla pasażera, miękka i wygodna kanapa. Jeśli do tego dodamy zbiornik mieszczący 7.5 l paliwa i szeroko rozstawione lusterka, to  mamy turystyka pełną gębą. Pod względem stylistyki jest nieźle: tarcze typu wave, lampa tylna i przednie postojówki wykorzystujące technologię LED, zamykane, estetyczne podnóżki dla pasażera, niezła jakość wykonania i zastosowanych materiałów. Stacyjka posiada zabezpieczenie przed organizmami chcącymi, z czystej złośliwości, wepchnąć ciała obce w miejsce kluczyka, wlew paliwa jest łatwodostępny na przedniej ścianie. Zestaw wskaźników, poza analogowym prędkościomierzem, posiada także centralnie umieszczony, efektowny obrotomierz o czcionce identycznej z R1. Do tego liczniki: całkowity, dwa przebiegi dzienne, zegarek i wskaźnik poziomu paliwa. Rzeczą irytującą jest otwarty schowek na przedniej ścianie, do którego – poza butelką, czy rękawicami - nie zaryzykowałbym włożenia rzeczy narażonych na zmoknięcie oraz takich, których nie chciałbym zgubić. W polskich realiach powinien być zamykany klapką.

 

PRZECZYTAJ TEŻ: YAMAHA DELIGHT 114 - GENERATOR RADOŚCI

Technika

Yamahę napędza zasilany wtryskiem jednocylindrowiec o mocy 8.8 kW, osiąganej przy 7500 obr/min oraz maksymalnym momencie obrotowym 11.6 Nm, dostępnym pięćset obrotów niżej. Za przeniesienie napędu odpowiada przekładnia CVT. Przednie zawieszenie klasyczne, tylne wykorzystuje wahacz z pojedynczym elementem resorująco-tłumiącym. Na pochwałę zasługują dwie tarcze hamulcowe typu wave o dużych średnicach: 267/245 mm -  odpowiednio z przodu i tyłu. Masa pojazdu gotowego do jazdy nie przekracza 148 kg, a zastosowane felgi mają średnicę 13 cali.

Jazda

 

Tradycyjnie dla wielu nowych konstrukcji wyposażonych we wtrysk paliwa, silnik odpala od razu, wydając cichy i powściągliwy dźwięk. Pozycja jest wyprostowana dzięki płaskiej podłodze, a nasze stopy znajdą sporo miejsca. Ergonomia, począwszy od dostępu do przełączników, przez dobrze dobraną wysokość haczyka na bagaże i po wystarczającą ilość miejsca na kolana jest bez zarzutu, jednak pasażer przy dłuższych trasach narzekał na twardość siedzenia. Kierowca ma znacznie wygodniejsze siedzisko i dystanse rzędu 100 km nie robią na nim wrażenia.

 

Ruszamy. Silnik, choć niewielkiej pojemności, nieźle daje sobie radę bez trudu osiągając prędkość maksymalną 112 km/h. I to mimo masy 148 kg. Z pasażerem jednak prędkość ta spada o ok. 20 km/h. Reakcja na gaz jest niezła, przekładnia CVT pracuje płynnie i wraz z liniową charakterystyką silnika ciężko znaleźć przedział, w którym odczujemy zauważalny spadek osiągów. Zawieszenia zestrojono raczej twardo, co zapewnia stabilność w szybkich winklach. Na szczęście prześwit nie jest ograniczony wystającymi podnóżkami, czy elementami silnika, dzięki czemu nie podwiesimy maszyny w pierwszym szybszym zakręcie. Przy wzroście 190 cm nie mogłem narzekać na brak miejsca na nogi, czy niedostateczną ochronę w czasie deszczu. Dzięki wysokiej szybie narażona na zmoknięcie jest głównie głowa. Hamulce, mimo braku ABS-u i zastosowania gumowych przewodów, działają przyzwoicie, a skuteczność siły hamowania i dozowalność są na zadowalającym poziomie. Szkoda jednak, że żadna z dźwigni nie posiada regulacji. Schowek pod siedzeniem jest genialny, jednak zauważalnie się nagrzewa.

 

Wąskie rozmieszczenie lusterek pozwala na szybkie pokonywanie korków.

Jazda Majesty jest przyjemna. Z samochodami wygrywamy większość sprintów spod świateł, a przeciskając się w korku doceniamy rozmieszczenie lusterek, które nie znajdują się na „trasie kolizyjnej” z lusterkami dostawczaków i SUV-ów. Właściwie zmieścimy się niemal wszędzie, ale trzeba pamiętać, że przez 13-calowe koła nierówności i koleiny odczujemy dużo bardziej niż na większości skuterów miejskich. Prawdziwym hitem jest jednak zużycie paliwa. Średnio, przy naprawdę ostrej jeździe (często w dwie osoby), rzadko przekroczymy 3.0 l/100 km, a w pojedynkę i przy rozsądnym traktowaniu manetki, jesteśmy w stanie osiągnąć nawet 2.5 l/100 km. Przy zbiorniku paliwa 7.5 l daje nam to potencjalny zasięg niemal 300 km.

 

 

 

 

Podsumowanie

Majesty S jest dopracowaną i solidną konstrukcją, jednak niepozbawioną wad. Pierwsza to cena - 13900 zł. Sporo jak za pojazd bez systemu ABS i wyposażony w gumowe przewody hamulcowe. Porównywalna cenowo Honda SH 125 ma system Stop & Go, dzięki czemu spala o 0,7 l/100 km mniej, posiada także niezły ABS. Z drugiej strony, niewiele bardziej wygodny Burgman (ma nieco większą dzielność turystyczną, ale jest znacznie mniej poręczny w mieście) kosztuje 5000 zł więcej. Druga wada to niezbyt czytelny w słoneczne dni prędkościomierz. Automatyczna zmiana kontrastu lub po prostu bardziej kontrastowy wyświetlacz rozwiązałyby sprawę. Pozostaje jeszcze wspomniana kwestia „S” w nazwie modelu. Naszym zdaniem chodzi o „s” od street, czyli ulica. Bo taka właśnie jest Majesty. Odnajdzie się na każdej ulicy, bez względu na to, czy będzie to nadmorski bulwar, miejski gąszcz, czy fragment w terenie niezabudowanym. Testowany pojazd ma w sobie coś z litrowej Yamahy Fazer: jest zbyt sportowy na turystyka i zbyt turystyczny na sporta. Jeśli tylko przełkniecie cenę i brak systemu ABS, to Majesty okaże się świetnym wyborem. 

WADY I ZALETY

WADY ZALETY
- cena,
- brak systemu ABS,
- nagrzewający się schowek,
- w słoneczne dni nieczytelny wyświetlacz,
- otwarty schowek na przedniej ścianie.
- dynamiczny silnik,
- jakość wykonania,
- skuteczne hamulce,
- osiągi,
- pojemność bagażnika,
- ochrona przed deszczem,
- zużycie paliwa,
- stabilność w winklach,
- dzielność w mieście.

 

Więcej o motocyklach Yamaha Autor:

Tagi

Redaktor
Oceń ten materiał:
Zobacz galerię

Yamaha Majesty S 125

57
zdjęć
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści