Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Turystyka Wyprawy motocyklowe Wyprawa Szarpanina 2012 – Kosowo–Macedonia–Albania Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Wyprawy

Wyprawa Szarpanina 2012 – Kosowo–Macedonia–Albania

Po trwających pół roku, intensywnych i całkiem sprawnie idących przygotowaniach, wyprawie Szarpanina 2012 – Kosowo–Macedonia–Albania od samego początku zaczął towarzyszyć pech. Starannie przygotowane motocykle zaczęły – niby niedopieszczone pannice – stroić srogie fochy (zerwane gwinty, zatkane pompy hamulcowe, szwankująca elektryka, przepalone od wydechów bagaże, cieknące simmeringi itd.).

Przemyślane i wytrenowane rozstawienie motocykli w szyku okazało się bezsilne na serbskich i kosowskich trajektoriach i przy tamtejszym temperamentnym jeżdżeniu. Tracki i mapy, te papierowe i te elektroniczne, kompletnie pogubiły się w bałkańskich realiach i wyprowadzały całą naszą szóstkę to na urwiska, to na drogi, które „so wremieni rata” (serb. – z czasów wojny); prowadziły wyłącznie do byłych posterunków, okopów, stanowisk strzelniczych czy innych transzei (spróbujcie w nich zawrócić motocykl!).

 

Różne owady z grupy żądłówek wpadały pod kurtki i nierzadko zostawiały tam swoje żądła lub przynajmniej odnóża przyprawiające o paskudne swędzenie. Do tego Kosowo, wyśniona kraina dzikości, swobody i bezludzia, okazała się dynamicznie rozwijającym się krajem, zorganizowanym, zagospodarowanym i czystym (!), gdzie przy stojących choćby minutę motocyklistach natychmiast zatrzymywali się miejscowi mówiący po polsku lub też policjanci (z pytaniem, czy czegoś nam czasem nie potrzeba), a górskich szutrówek nierzadko trzeba było doszukiwać się po wielogodzinnym krążeniu i wypytywaniu „lokalesów” w łamanej niemczyźnie: „schotter? schotter? dort?”. Jakby tego wszystkiego było mało, trzy drobne gleby, połamany handbar, „paciak” w przednim kole, zerwany paznokieć przygnieciony 240-kilogramową Yamahą ST, połamany namiot oraz gremialny półdniowy niezły kac (wbrew pozorom to też wina kosowkich realiów, ponieważ za nocleg na półdziko płaci się... przymusowym porannym spożyciem rakii z gościnnymi „lokalesami”) sprawiły, że nasza grupka, po cichu coraz częściej zwąca się „Poszarpańcami”, upragnione miasto Dragash i pobliską wieś Brod, leżące u podnóża Szar Płanina, osiągnęła nie trzeciego, lecz dopiero piątego dnia wyjazdu, po przejechaniu 1500 km.

 

Przy okazji jednej z napraw, koło niewielkiego warsztatu typu „Gumiserwis” czy też „Pneuserwis”, wymieniliśmy niektóre zębatki i opony na nieco bardziej górskie. Kilkadziesiąt kilometrów dalej nadmiarowe opony zostały skrzętnie ukryte w krzakach i przykryte sporą warstwą trawy i gałęzi (no bo po co to wozić, a jeszcze mogą się przydać, np. w drodze powrotnej). Pomoc dużego kompresora przy układaniu nowych gum na felgach okazała się nieoceniona. Przy okazji reanimowaliśmy kulejącą pompę i zacisk tylnego hamulca w Super Ténérzé. Okazało się też, że uklepany gwint na wałku zdawczym w XT600 uniemożliwia wymianę zębatki. Jakby tego było mało, na najbliższej stacji „babcia Teresa” nieopatrznie zostaje zatankowana olejem napędowym. Na szczęście, dzięki szybkiej reakcji obsługi (krzyki „eurodiesel! eurodiesel!”) było to tylko 2,5 l , więc po domieszce kolejnych 17,5 l zielonej benzyny (ile to ma oktanów?) spokojnie ruszyliśmy w dalszą trasę. Chwilowo mieliśmy więc w szyku XT 600D Ténére zostawiającą za sobą smród niczym stary Ikarus.
  
Granicę z Kosowem przekroczyliśmy dość późno, więc obóz rozbiliśmy przy jeziorze Gazivode, przypadkowo niemal na czyimś podwórku. Następny dzień, można powiedzieć – już tradycyjnie, zaczęliśmy od usuwania usterek w motocyklach.

 

Po dalszej trasie obóz w Brodzie, rozbity tym razem nie o zmroku, ale już wczesnym popołudniem, mocno poprawił humory – co tu dużo mówić – trochę już zszarpanym jeźdźcom. Górski potok, w którym kąpiel była czystą (dosłownie) przyjemnością, świeża woda z górskiego źródełka oraz pachnące „piffko-i-pieczyffko” z pobliskiego sklepu to główne czynniki motywujące pozytywnie, których większość z nas, mieszczuchów, na co dzień nie docenia... Pranie, suszenie i ognisko, a przede wszystkim upragnione dwie godziny leżenia na zielonej trawce w cieniu dwutysięczników.

 

Powiązane materiały

...
oceń ten materiał:
Zobacz galerię

Szarpanina 2012

87
zdjęć
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści