-->
Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony „Rodzina w służbie motocyklizmu” czyli techniczna kreatywność Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

„Rodzina w służbie motocyklizmu” czyli techniczna kreatywność

Polska. Szalone lata 90-te. Wszystko zostało przejęte przez mafię, policja jest skorumpowana a internet dostępny przez modem działający z prędkością emeryta idącego do sklepowej kasy i widzącego całkowity brak środków na zakup. Problem z częściami motocyklowymi jest znacznie mniejszy, niż w latach 80-tych, ale kasa studenta wiecznie pusta. Motocyklista, żeby przeżyć, potrzebował poświęcić najbliższych…

To oczywiście mocno przekoloryzowany scenariusz. Kto chciał znajdował części, w najgorszym wypadku zawsze była osoba, która raz na jakiś czas jechała do Niemiec i przywoziła potrzebne „graty”. Sprawa zaczynała się komplikować w momencie, kiedy motocyklowa pasja dopadała wiecznie pustego studenta. O ile odłożenie kasy na motocykl wymagało kilkuletniej pracy w wakacje, o tyle utrzymanie go, było dużym problemem. Serwis, klocki, świece, filtry-to przynajmniej miesiąc kolejnych wakacji w plecy. A w jaki sposób jeszcze odłożyć na wyjazd, akcesoria typu torby magnetyczne, nową szybę do kasku czy wreszcie opony?

 

Reflektor z emaliowanego garnka? Dlaczego nie...

 

I tutaj potrzebna była rodzina. Nie jako osoby, ale jako posiadacze różnych rzeczy. Pamiętam, że wśród moich znajomych podobne praktyki także były czynione. No więc zaczynamy z różnymi patentami.

 

Płukanie kloszy reflektorów w zmywarkach w zasadzie nie zasługuje na większą uwagę. Przecież syf wewnątrz wspomnianej można zwalić na zły serwis, słabą sól czy bezsensowną pastylkę czyszczącą. Wreszcie na to, że „pewnie ojciec coś pomyłkowo wrzucił”. Postać ojca przewinie się jeszcze kilkukrotnie. Nic tak nie czyści łańcucha jak nafta rozsmarowywana ojcowską szczoteczką do zębów. O szczotkach do łańcucha nikt wówczas nie słyszał, a „dozębowa”  spełni zacnie swe zadanie. W razie czego zwalimy wszystko na psa - pewnie spadła a on gdzieś wyniósł. No to czas przejść na brata.

 

Zbierał płyty, kupował stare gramofony. Kiedy naprawiał jeden z nich, wystarczyło zabrać górną szybę wykonaną z pleksi, mającą osłaniać odtwarzane krążki. Odpowiednio zbliżony palnik oraz brzeszczot wolframowy pozwalały uformować z niej owiewkę wokół reflektora. Kiedy brat przychodził z pytaniem, czy nie widzieliśmy jego osłony, zawsze można arogancko odpowiedzieć, że zawsze zagraci pół mieszkania swoimi badziewiami i zginęła przez jego nieporządek.

 

Skończyła wam się kiedyś opona? Mojemu kumplowi tak. Ratunek „na szybko” był prosty. Z dziadka roweru wystarczyło wyjąć dętkę i zostawić rower na „flaku”. Dętka pocięta w „jodełkę” po zwulkanizowaniu z oponą (ach te genialne rosyjskie wulkanizatorki przenośne pobierające silniejszy prąd niż spawarka) doraźnie pozwoliła na eksploatację motocykla o kolejny dzień.

 

Z pewnością wielu motocyklistów potrzebowało stroju przeciwdeszczowego. Sztormiak był zbyt mało szczelny, dlatego tymczasowym rozwiązaniem był kombinezon przeciwchemiczny OP1. Skąd go wziąć? Wystarczyło brata kolegi należącego do ZUCH-ów skorumpować resorakami, żeby ukradł z harcówki kilka sztuk. W końcu mafia kradła wszystko i było to dość popularne zajęcie w latach 90-tych więc małolat rozkradający magazyn hufca nikomu nie zaszkodzi. W razie wpadki zrozumie, że do dużych pieniędzy (hahaha) dochodzi się ciężką pracą a nie „przekrętami”.

 

Z ciekawych patentów wymienię jeszcze dwa: kołpaki samochodowe były dobrym elementem do odbudowy owiewek w okolicy mocowań (fragment wchodzący pod śrubę np. w Polonezie doskonale odwzorowywał mocowanie czachy np. w VFR750 RC24). Innym ciekawym pomysłem, było wstawienie wskaźnika nagrywania ze starego magnetofonu, zrobienie odpowiednich czujników oraz instalacji i wbudowanie go w deskę rozdzielczą starej XS400. Dzięki temu Yamaha zyskała wskaźnik temperatury.

 

Oczywiście mimo, że wspomniane sytuacje wydarzyły się w moim bliskim otoczeniu, z kumplami podchodzimy do tego z dużą sympatią i przymrużeniem oka. W końcu potrzeba była „matką wynalazku”, a jeśli córka zabierze mi kiedyś szczotkę do zębów w celu konserwacji swojego motocykla – będę przeszczęśliwy. Oczywiście nie popieramy okradania harcerzy, szczególnie, że we wspomnianym OP-1 byliście mokrzy jeszcze zanim zaczął padać deszcz a poza tym kradzież to przestępstwo. Dzisiaj większość tych „patentów” jest po prostu nieopłacalna w odniesieniu nakład środków/wartość gotowego, kupnego rozwiązania. Jeśli mieliście podobne pomysły-wynalazki oczywiście napiszcie. To właśnie techniczna kreatywność  nabyta za młodu procentuje podczas wyjazdów pod namiot czy samotnej podróży motocyklem na odludziu…

 

 

...
oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści