Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony Przyszłość branży motocyklowej - czym będziemy jeździć za 20 lat? [FELIETON] Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

Przyszłość branży motocyklowej - czym będziemy jeździć za 20 lat? [FELIETON]

Na pewno zastanawialiście się kiedyś, co będziecie oglądać w katalogach wielkich producentów motocykli za kilkanaście, kilkadziesiąt lat? Spróbowaliśmy wybiec w przyszłość, ralnie i bez uprzedzeń, ale też bez nadmiernej wyobraźni, oceniając to, co dzieje się w światowej branży motoryzacyjnej.

Jeśli ktoś prosi mnie o cofnięcie się wspomnieniami o 20 lat, odruchowo myślę o końcówce lat 80. i okresie polskiej transformacji. Tymczasem czas leci nieubłaganie i szybkie zerknięcie w kalendarz okazuje się prawdziwym ciosem - 20 lat temu był już rok 1999 i wszyscy zastanawialiśmy się, czy komputery na całym świecie nie zwariują przy zmianie daty na dwójkę z przodu. A jakby to było wczoraj…

 

Porównując motocykle oferowane w salonach na przełomie wieków i dziś, nie dostrzegam szokujących różnic. Owszem, technika, a zwłaszcza elektronika, poszła bardzo do przodu, ale wciąż bazujemy na rozwiązaniach znanych od lat. To samo paliwo, te same układy cylindrów i nawet stylistyka nowych maszyn mniej futurystyczna, niż moglibyśmy kiedyś przypuszczać. Można wręcz powiedzieć, że współczesne motocykle, zniewolone kajdanami wymogów kolejnych norm emisji spalin, są dziś dużo łagodniejsze, niż ich starsi bracia.

 

Spróbujmy teraz wybiec do przodu o kolejne 20 lat. Wszystko wskazuje na to, że ten przeskok będzie dużo bardziej drastyczny, zwłaszcza dla kogoś mocno osadzonego w realiach XX wieku. Zmiany będą fundamentalne i dotyczyć będą przede wszystkim napędu. Pojęcie “elektrycznej rewolucji” krąży od dawna, natomiast moim zdaniem bardziej pasuje tu słowo “szybka ewolucja”. Pomysł, że w najbliższych latach w sposób nagły pojazdy elektryczne zastąpią spalinowe można spokojnie umieścić w kategorii mokrych snów ekologów i miejskich aktywistów. Najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym każda znana marka ma w swojej ofercie motocykle i skutery zarówno spalinowe, jak i elektryczne, a z roku na rok ich proporcje się zmieniają, aż do całkowitego zniknięcia spalinowych.

 

Kalendarz polityczny

 

Kiedy to będzie? O tym niestety nie do końca zdecydują klienci - będą to inicjatywy na szczeblu rządów poszczególnych państw. Najbardziej radykalne są pod tym względem Norwegia i Holandia, które zamierzają wprowadzić zakaz sprzedaży nowych pojazdów spalinowych już w 2025 roku, czyli za sześć lat! W przypadku Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec (za którymi pójdzie zapewne cała UE), mówi się o roku 2040. Nie znaczy to oczywiście, że w tych latach wszystkie spalinówki znikną z ulic. Nie będzie ich w salonach, będą dostępne tylko jako używane. Jeśli oczywiście nie powstaną przepisy, które zabronią handlu i jazdy nimi...

 

Temat ten jest bardzo złożony i budzi wiele kontrowersji, dotyczy on bowiem styku ekologii, polityki i wielkich finansów. Nie jest tajemnicą, że pojazdy tzw. bezemisyjne, są w ogólnym rozrachunku jak najbardziej emisyjne, tylko gdzie indziej. Proces wytworzenia energii, a także produkcji i utylizacji baterii, pełnych szkodliwej chemii, nie czyni tego napędu korzystniejszym ekologicznie, niż spalinowy. Mówimy tu oczywiście o aktualnie dostępnych technologiach. Wydaje się jednak, że decyzja, być może także wobec kurczących się zapasów ropy naftowej, została już podjęta - świat idzie w stronę elektryczności. Możemy się o to wściekać, ale raczej nie ma szans, by to zatrzymać.

 

Ciężka jesień życia dla silników spalinowych

 

Ostatnie lata jednostek spalinowych upłyną pod dyktando kolejnych, coraz ostrzejszych norm emisji spalin i hałasu. Obecnie obowiązująca Euro 4 zdążyła mocno przetrzebić rynek motocyklowy, z którego zniknęło wiele znanych i lubianych modeli. Za progiem czeka norma Euro 5, która zacznie obowiązywać w 2020 roku. Jej najważniejsze założenia to dalsza obniżka limitów szkodliwych substancji w spalinach, zerowe nieszczelności silnika, niższe limity hałasu a także obowiązkowy zestaw elektronicznych czujników, na bieżąco monitorujących jakość spalin. Przejście z wymogów Euro 4 na Euro 5 ma być dla producentów dużo trudniejsze i droższe, niż z Euro 3 na Euro 4.

 

Oznacza to, że inżynierowie będą walczyć o jak najefektywniejsze spalenie każdego grama paliwa i możliwie jak najczystsze spaliny. Koniecznością staną się więc coraz bardziej skomplikowane, a więc droższe, układy wtryskowe, systemy zmiennych faz rozrządu, rozbudowane układy wydechowe i oczywiście kontrolująca to wszystko elektronika. W przypadku maszyn “cywilnych” będzie to również oznaczało zatrzymanie wzrostu, jeśli nie spadek osiągów silników. Co prawda producenci takich ekstremalnych modeli, jak Ducati Panigale V4 czy nadchodząca nowa Honda Fireblade zapowiadają, że będą w stanie sprostać Euro 5, to przecież w kolejce czeka Euro 6, Euro 7… i tak do samego pogrzebu.

 

Cały proces może się przeciągnąć na tzw. rynkach wschodzących, np. w Indiach, które są obecnie największym na świecie odbiorcą nowych motocykli.

 

Energia z gniazdka - plusy i minusy

 

Jako motocykliści, niemal wszyscy jesteśmy organicznie przywiązani do wyglądu, wibracji, dźwięku, charakterystyki, a nawet zapachu jednostek spalinowych. Stąd wiele alergicznych wręcz reakcji w dyskusji o motocyklach elektrycznych. Jeśli jednak odrzucić na chwilę swoje przyzwyczajenia, można w silniku elektrycznym dostrzec wiele zalet.

 

Po pierwsze, jest on dużo mniej skomplikowany, a więc tańszy i mniej awaryjny. Przy mniejszej ilości części ruchomych charakteryzuje się dużo większą sprawnością w przetwarzaniu energii, nawet do ok. 98%. Dysponuje ponadto nieprzyzwoicie wysokim momentem w pełnym zakresie obrotów, nie wymaga również stosowania tradycyjnej skrzyni biegów. Jest również zdecydowanie cichszy, niemal bezgłośny. Dla wielu z nas brak dźwięku to wada nie do przejścia, z drugiej strony może otworzyć dostęp do rejonów dotychczas zakazanych. Może w końcu uda się wynegocjować z leśnikami pozwolenie na jazdę po traktach leśnych?

 

Głównym minusem napędu elektrycznego są oczywiście wciąż nierozwiązane problemy z magazynowaniem energii. Wygodna forma ciekłego paliwa i gęsta sieć stacji benzynowych przyzwyczaiły nas do luksusu, którego nie są w tej chwili w stanie zapewnić pojazdy EV (elektryczne). Obecnie produkowane baterie są ciężkie, ich pojemność jest zbyt mała, a metody ładowania niewydajne i zajmujące dużo czasu, nie mówiąc o mizernej sieci specjalistycznych punktów. Efektywny zasięg, jaki są obecnie w stanie zaoferować topowe motocykle i skutery elektryczne, wynosi od 100 do 200 km, a czas ponownego naładowania akumulatorów to wciąż kilka godzin. Z tego powodu jeszcze przez wiele lat nie mają one szansy na wejście do segmentu pojazdów turystycznych i będą przydatne głównie w miastach.

 

Baterie przyszłości

 

Mówiąc o źródłach energii dla masowego użytku pojazdów EV, należy oddzielić technologię akumulatorów, od sposobów ich ładowania lub wymiany. Nie wiemy jeszcze, jak będą wyglądały “stacje energetyczne” przyszłości, być może wcale ich nie będzie. Wysokowydajne punkty ładowania mogą być instalowane na parkingach pod biurowcami, uczelniami, a nawet w domowych garażach.

 

Z drugiej strony, kierowca może być zwolniony z konieczności ładowania - zużytą baterię wymieni na nową w punkcie przypominającym dzisiejsze paczkomaty. System tego typu rozwija na Tajwanie firma Kymco - jego główna zaleta to szybkość wymiany i niemal nieograniczony zasięg pojazdu, oczywiście tam, gdzie są automaty. Wymaga to jednak ścisłej współpracy różnych producentów pojazdów i ustalenie wspólnego standardu baterii.

 

W kwestii samej technologii, wydaje się, że nawet najnowocześniejsze stosowane dziś baterie, np. litowo-jonowe, dochodzą do kresu swoich możliwości. Producenci pracują oczywiście nad kolejnymi rozwiązaniami, a jednym z ciekawszych są baterie półprzewodnikowe (ang. solid-state baterry). W odróżnieniu od tradycyjnych, nie ma w nich ciekłego elektrolitu - zarówno elektrody, jak i elektrolit, mają postać stałą - metalu lub polimeru. Zalety tego rozwiązania to 2-3 razy większa “gęstość” zmagazynowanej energii, a także wielokrotnie krótszy czas ładowania. Ponadto baterie półprzewodnikowe mogą mieć niemal dowolny kształt, więc zamiast topornego pudła mogą być np. integralną częścią karoserii. Póki co rozwiązanie to jest bardzo drogie - nie ma linii produkcyjnych, a prototypy budowane są w działach rozwoju i na uniwersytetach. Trwają jednak intensywne prace, takie firmy jak Toyota, BMW czy Tesla zapowiadają masowe wprowadzenie tych baterii już za kilka lat.

 

Oprócz napędu elektrycznego rozważane są oczywiście inne opcje, takie jak ogniwa wodorowe. Wydaje się jednak, że decyzją polityków i koncernów pójdziemy w najbliższych latach w stronę tego pierwszego.

 

Kształty, ślady i magia elektroniki

 

Oprócz napędu, zmieni się oczywiście kształt i funkcjonalność samych motocykli i skuterów. Jednoślady mogą nie zostawiać jednego śladu - świadczy o tym rosnąca popularność trójkołowców, które zachowując smukłość, oferują lepsze trzymanie w zakrętach i dają kierowcom większą pewność siebie.

 

Rozwijane są również motocykle autonomiczne, pozornie bezsensowne. Z drugiej strony, mogą one same szukać miejsca parkingowego, a wezwane przez smartfona, same podjeżdżać po właściela. Elektroniczne systemy stabilizacji są również istotne pod względem bezpieczeństwa, choć słuchając deklaracji dzisiejszych motocyklistów, aż tak bardzo im na tym nie zależy. Autonomiczne jednoślady mogą również stać się częścią przyszłego systemu transportowego w miastach, działając na zasadzie wynajmu krótkoterminowego.

 

Czy będzie dla kogo?

 

Wreszcie najważniejszy element całej tej układanki, czyli motocyklista przyszłości. Ci współcześni reagują na takie prognozy zazwyczaj bardzo gniewnie, deklarując kompletny brak zainteresowania jednośladami z napędem innym, niż spalinowy. Tutaj sprawa jest bardzo brutalna - taka klientela będzie niestety starzała się i stopniowo odchodziła, wraz z tradycyjną technologią. Młodzi motocykliści, którzy za 20 lat wsiądą na nowe maszyny, mają teraz kilka lat, a być może jeszcze się nawet nie urodzili.

 

To pokolenie, które dorasta w środowisku na wskroś elektronicznym, otoczone przez nowoczesne technologie. Będą oczekiwali, że ich pojazd będzie przedłużeniem ich cyfrowego “ja”. W pełni zintegrowanym ze smartfonem, korzystającym z danych z internetu, dającym się zdalnie kontrolować. Bardzo poważnie podszedł to tego tematu chociażby Harley-Davidson, który od lata bada swoją klientelę. Właśnie dlatego powstał elektryczny LiveWire - to jedyna szansa tej firmy na przetrwanie. Sama legenda i wizerunek już wśród młodych nie działa.

 

W najbardziej ponurej wizji, w którą jednak jestem w stanie uwierzyć, w ogóle będzie się odchodziło od indywidualnych środków transportu. Być może przyszłe pokolenia postawią na bezpieczną i wygodną rzeczywistość wirtualną i to właśnie w niej będą szukać wrażeń? Muszę szczerze przyznać, że zmiany pokoleniowe postępują dziś szybciej, niż jeszcze niedawno byłem sobie w stanie wyobrazić. Przestaję nadążać za ludźmi młodszymi o 10-15 lat, którzy funkcjonują już w innych rejonach. Dla nich tradycyjne serwisy internetowe, Facebook, Twitter, to już narzędzia dla dziadków. Jak dla mnie Gadu-Gadu i Nasza Klasa. Z drugiej strony - to oni, a nie my, są przyszłością i to dla nich będzie skierowana przyszła oferta producentów skuterów i motocykli.

 

Wróżenie z fusów

 

Rozważania tego typu są obecnie skazane na status domysłów, ja sam też bawię się trochę we “wróżbitę Macieja”. Obserwując dotychczasowy rozwój wydarzeńi technologii, mogę się pokusić o stwierdzenie, że rozwój pojazdów elektrycznych będzie następował dużo szybciej, niż spalinowych. Zwłaszcza w sytuacji, gdy będzie wymuszony.

 

Można oczywiście pójść torem teorii spiskowych, że oto wielkie koncerny paliwowe skupują i blokują cudowne wynalazki, które dadzą nam darmową energię i nieograniczony zasięg pojazdów. I dopiero, gdy gdy ropa się skończy, ktoś wyciągnie takiego cudownego królika z kapelusza. Na ten moment najbardziej prawdopodobna jest jednak ta nieszczęsna elektryczność.

 

Jedno jest pewne - walka o utrzymanie dzisiejszego statusu pojazdów spalinowych wydaje się w świecie tzw. cywilizacji zachodniej z góry przegrana. Władze poszczególnych państw są zdeterminowane, a wchodzenie w politykę i nawoływanie do ich zmiany nie jest zadaniem mediów motocyklowych. My, również jako klienci i użytkownicy motocykli, możemy tylko obserwować sytuację i starać się nie obrażać.

Powiązane materiały

oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści