Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony My, motocykliści kiedyś i dzisiaj: regres osobowości, charakteru i umiejętności? Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

My, motocykliści kiedyś i dzisiaj: regres osobowości, charakteru i umiejętności?

Jak motocykliści są postrzegani przez społeczeństwo, jak ewoluowali i czy dalej wzbudzają szacunek?

Ten temat ostatnio coraz częściej przewija się w czasie redakcyjnych dyskusji o wszystkim. Lata 50, 60 były proste. Motocyklista to buntownik, outsider, były weteran wojny, dziecko kwiat lub zwyczajny koleś, uwielbiający awantury. Motocykliści przynajmniej w filmach terroryzowali miasta, nie dawali sobie dmuchać w kaszę, handlowali bronią i prochami. Wzbudzali strach, odrazę, ale nikt nie próbował im się stawiać, o ile nie była to gwardia narodowa. Pod tym całym pancerzem często znajdywali się wrażliwi, wartościowi ludzie, którzy mieli twarde zasady i potrafili poświęcić się dla grupy.

 

Cóż za pozytywnie zakręcony motocyklista...

 

 

Kilka lat później, motocykliści odkryli wyścigi motocyklowe. Szybki, mocny sprzęt dający przewagę w wyścigu pomiędzy kawiarniami definiował nowe grupy motocyklowe. Walka ze skuterzystami ugruntowały pozycję motocyklisty, jako awanturnika, uzależnionego od adrenaliny i za nic mającego swoje życie. Obrazy typu Mad Max podkreślały nienawistną postawę grup jeżdżących na motocyklach.

 

Lata dziewięćdziesiąte to odwrót od tych tradycji. Rozpoczęły się debaty o bezpieczeństwie kierowcy jednośladu, szacunku do otoczenia, zbiórki krwi czy pomoc dla dzieciaków z domu dziecka. Motocykliści nie chcieli być outsiderami, przekonywali o rozsądku, potrzebie pomocy innym oraz wolności, spokoju. Kilka lat później, rozpoczęła się doba internetu. Motocyklizm stał się powszechny.

 

Jednocześnie wykształciło się pokolenie osób idących na łatwiznę, roszczeniowych, pokolenie które „wie lepiej” i jest na maksa infantylne. Emo zdjęcia w formie memów i z podpisami „spójrz mi w oczy i obiecaj, że mnie nie zabijesz”, motocykliści przybijający sobie piątkę, i podpisy w klimacie „wśród motocyklistów są tylko przyjaciele, ale nie wszystkich jeszcze poznałeś” czy inne wzniosłe hasła. Co gorsza, pojawiła się także nowa moda na umieszczanie filmików z tańczącymi motocyklistami na światłach. Oczywiście super, że ktoś się dobrze bawi, ale grupa motocyklistów z lat 70 czuła by się pewnie zażenowana.

 

Obserwując bezradne wpisy na różnych grupach motocyklowych, cały ten emo-badziew, zaczynam się zastanawiać, dlaczego i o co z tym wszystkim chodzi. Mam wrażenie, że za dawnych czasów twój motocyklizm wynikał z jazdy. Jeździłeś, poznawałeś fajnych ludzi, nie musieliście codziennie do siebie dzwonić. Widzieliście się zawsze w ulubionej knajpie w czwartek, dłubaliście przy moto. Dzisiaj nie musicie istnieć na fejsie a przyjaźnie wciąż trwają. Młodzi ludzie często potrzebują przynależności do grupy, zwrócenie na siebie uwagi czy mają chęć zaistnienia. Mi może wydać się to żenujące, ale nie wszystko musi się podobać. Za 10 lat sami zweryfikują swoje zainteresowania i definicję bycia motocyklistą.

 

W tej chwili mam wrażenie, że to, co nie zostało nagrane, to co nie trafiło do internetu, po prostu nie istnieje. Po co robić coś, po czym nie będzie żadnego śladu. Chwalić się opowieścią? Przecież nikt w nią nie uwierzy, każdy będzie pytał „gdzie jest filmik?”. Nie idę polatać, bo rozładowała mi się bateria w gopro…

 

A tak swoją drogą, oczywiście nic mi do tego. Super, że koleś z filmu ma fantazję i sobie tańczy na motocyklu. W końcu jest lato, wakacje, trudno. Nie zrozumiem wprawdzie czemu nie podjedzie na pole position na światłach, ale widocznie jestem stary i zgorzkniały…

 

 

Powiązane materiały

...
oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści