Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Aktualności Akcesoria motocyklowe Kask SMK Twister i jego drogowy (crash) test w Indiach Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Akcesoria

Kask SMK Twister i jego drogowy (crash) test w Indiach

W samolocie lecącym z Moskwy do Dehli usiadł obok mnie Hindus. Po chwili rozmowy pyta w jakim celu lecę do Indii. Odpowiadam, że służbowo, zwiedzać fabrykę i pojeździć w kaskach SMK, wytwarzanych przez największego producenta kasków motocyklowych na świecie. W jego oczach widzę zakłopotanie. Jeździ motocyklami, ale nigdy o tej nazwie nie słyszał… Czy zostałem wprowadzony w błąd? Jak to w ogóle możliwe, że motocyklista może nie znać krajowej fabryki, w której powstaje 20 tysięcy kasków dziennie? Sprawa miała wyjaśnić się jeszcze tego samego dnia.

5 milionów kasków rocznie to mało

 

Jedna z największych wytwórni kasków na świecie  - Studds Accessories Ltd. - mieści się w miejscowości Faridabad (फरीदाबाद – tak to wygląda w języku hindi), położonej na południe od New Dehli (नई दिल्ली), stolicy Indii. Na obecny kształt fabryki składają się dwa kompleksy budynków oddalone od siebie o niecały kilometr. To infrastruktura wystarczająca do produkcji 20 tysięcy kasków dziennie, 5 milionów rocznie, dająca zatrudnienie 1800 osobom pracującym na 3 zmianach! Firma planuje jednak rozwój i buduje kolejne dwa budynki w niedalekiej okolicy. To zapowiedź zmian i wdrażania nowych technologii oraz oczywiście zwiększenia produkcji, która za rok ma osiągnąć pułap 40 000 kasków dziennie!

 

W tej chwili wytwórnia specjalizuje się w produkcji kasków, których skorupy powstają z policarbonu, ale w planach jest wprowadzenie modeli, do wytwarzania których użyte będą włókna szklane. To nieodległa, ale jeszcze jednak przyszłość.

 

 

SMK – czyli dumny produkt eksportowy

 

Studds to w tej chwili najbardziej znana marka kasków w Indiach. W fabryce nie powstają jednak tylko produkty z logiem STUDDS, ale także takich marek jak: Hero, Suzuki, Honda, Yamaha, TVS i oczywiście SMK. Skupmy się na tej ostatniej. SMK to bardzo świeża marka, która zadebiutowała w 2015 roku jako eksportowy produkt premium znanego, indyjskiego wytwórcy kasków – firmy Studds. Kaski z logiem SMK w większości dystrybuowane są poza granice kraju (i tak wyjaśniliśmy tajemnicę niewiedzy Hindusa podróżującego ze mną samolotem). Obecnie trafiają już do obu Ameryk, Europy oraz na Środkowy i Daleki Wschód. Ekspansja na rynki zagraniczne świadczy o dojrzałości firmy założonej przez dwóch braci w 1973 roku, nota bene do tej pory zarządzanej przez nich i ich rodzinę. Wyjście na rynki zagraniczne nie tylko świadczy o dumie z wytwarzanego produktu, ale też jest potwierdzeniem możliwości produkcyjnych firmy.

 

Uwaga, ogromne liczby, lepiej usiądź

 

Rynek wewnętrzny Indii jest tak niewyobrażalnie ogromny, że od samych liczb można zemdleć. W tym kraju mieszka 1,3 miliarda ludzi, a codziennie sprzedawanych jest 60 000 nowych jednośladów, co w roku daje liczbę około 18 milionów sztuk! Dla porównania w Polsce w 2017 roku zarejestrowano 44 263 nowych jednośladów. Pomyślmy teraz, że na każdy sprzedany pojazd musi przypadać chociaż jeden kask (prawo w Indiach stanowi, że nakazem jazdy w kasku objęty jest tylko kierowca motocykla – dla pasażera jest to kwestia dowolna). Kupując nowy motocykl fajnie jest też mieć nowy kask, prawda? Rocznie to 18 milionów potencjalnych klientów. A co z rynkiem pojazdów używanych? Ała, rozsadza mi głowę!

 

Plan na mój pobyt w Indiach zakładał zwiedzanie fabryki Studds, w której powstają kaski SMK oraz ich testowanie, czyli przejażdżkę w wybranym przeze mnie kasku z Faridabad do turystycznego miasta Jaipur. O całym procesie produkcyjnym kasków możecie przeczytać w osobnym artykule, a tutaj skupię się na moich ogólnych wrażeniach, jakie zrobił na mnie produkt z logiem SMK.

 

Do moich rąk trafia nowiutki SMK Twister w malowaniu Logo. To kask integralny, z wbudowaną blendą wewnętrzną, oparty na skorupie z policarbonu. Kask spełnia europejską normę ECE R22-05, o czym świadczy naklejka umieszczona z tyłu skorupy.

 

 

Nie ma drugiej szansy na zrobienie dobrego pierwszego wrażenia

 

Myślałem, że indyjski kask będzie zbliżony jakością do wyrobów chińskich spod znaku YOHE. Nic bardziej mylnego. Kask jest sztywny, już na pierwszy rzut oka widać, że wykonany jest porządnie i, co tu dużo mówić, może budzić zaufanie. Ściskany w rękach nie wydaje dziwnych odgłosów, jego konstrukcja jest zwarta i dobrze wykończona. Kształt skorupy jest atrakcyjny i może się podobać, podobnie jak grafika. Wizjer, wyposażony w standardzie w pinlock, chodzi sztywno, wyraźnie zatrzymuje się w pośrednich ustawieniach, a po opuszczeniu go do końca szczelnie się zamyka dotykając na całej długości do uszczelki. Banalnie też się go demontuje i zakłada, także to nie powinno sprawić nikomu żadnego problemu.

 

Jedyny minus, jaki zdołałem na tym etapie namierzyć, to wloty powietrza, które mogłyby być staranniej wykończone lakierniczo. Wyściółka kasku (którą można wyjąć do prania) jest miła w dotyku, a jego wnętrze pachnie nowością, nie śmierdzi klejem, czy innymi chemikaliami. Zapięcie mikrometryczne jest wykonane porządnie i trzyma solidnie.

 

Zróżnicowana flota testowa

 

Pod nasz hotel podjeżdżają motocykle, którymi wraz z innymi europejskimi dziennikarzami, mamy odbyć naszą niezapomnianą podróż. Mam do wyboru następujące motocykle: Royal Enfield Himalayan, Royal Enfield Classic, Ducati Scrambler, TVS 125, Triumph T 100, KTM Duke 390 oraz Harley-Davidson Fatbob. Podczas jazdy, co kilkadziesiąt kilometrów, zamieniamy się motocyklami, aby przetestować nasze kaski w różnych warunkach. Jako pierwszego dosiadam brytyjsko-indyjskiego klasyka, czyli Royal Enfield Classic.

 

Motocyklem po Indiach

 

Jazda motocyklem po Indiach jest bardzo specyficznym doświadczeniem i nie chodzi tu tylko o ruch lewostronny. Tutaj jestem zupełnie w innym świecie, świecie w którym od manetki gazu ważniejszy jest przycisk klaksonu. Prędkości jakie rozwija się w Indiach, nawet na autostradach, rzadko przekraczają wartość 80 km/h (choć mi się udało pojechać ponad 130…), ale częstotliwość z jaką używa się klaksonu jest wprost oszołamiająca. To dziwne uczucie dla Polaka, dla którego sygnał trąbki znaczy właściwie tylko jedno – jak jedziesz baranie! W Indiach trąbi każdy, na każdego, w każdej sytuacji, a sygnał dźwiękowy znaczy tylko tyle – uwaga, jadę.

 

 

Szybko zapomniałem, że mam na głowie nowy kask

 

W takich warunkach przyszło mi testować kask SMK Twister. Kask ten wygodnie leży na głowie, łatwo się go obsługuje w rękawicach i nie miałem najmniejszego problemu z przyzwyczajeniem się do niego. Właściwie od samego początku czułem się w nim dobrze, a to dziwne, bo od lat już jeżdżę głównie w kaskach jednego, japońskiego, topowego producenta. Samego mnie to zdziwiło, jak szybko zapomniałem, że mam na głowie kask wart 1/10 tego, w którym przejeździłem cały sezon 2017.

 

Rześki poranek, a w kasku cieplutko

 

Wielkim minusem kasku jest dla mnie niedostateczna ochrona przed wiatrem, który hula w jego wnętrzu. Gdy ruszaliśmy na naszą przejażdżkę była 7 rano a temperatura wynosiła około 10 stopni. Było rześko. Jakże miłe okazało się to, że kask po szczelnym zamknięciu wizjera nie przepuszcza do środka wiatru, w czym pomaga na pewno podbródkowy mini deflektor. Na zewnątrz chłodno, a w kasku ciepło – docenią to wszyscy, którzy jeżdżą więcej niż tylko od czerwca do sierpnia.

 

Aerodynamiczny spokój

 

Największym minusem tanich kasków jest niefrasobliwość ich producentów w tworzeniu kształtu ich skorup i doczepianiu dodatkowych elementów. Owocuje to tym, że podczas jazdy z prędkością wyższą niż 60 km/h wiatr zaczyna miotać głową motocyklisty, a dodatkowo słyszymy jego gwizd na różnych elementach kasku. Nic takiego nie ma miejsca w przypadku SMK Twister. Konstrukcja kasku była stabilna, nawet przy jeździe ze wspomnianą prędkością 130 km/h, co miało miejsce na motocyklu H-D niewyposażonym w przednią szybę. Kask jest wręcz dość cichy, ten parametr porównywalny jest do topowych produktów, topowych producentów. Serio.

 

Crash test kasku SMK

 

Co to za test kasku, bez sprawdzenia jego podstawowej funkcji, czyli ochrony przed skutkami wypadku. Niestety jeden z dziennikarzy – Słowak – podczas jazdy na prostym odcinku autostrady, mimo wszechobecnego dźwięku trąbek, klaksonów i przeróżnych sygnałów dźwiękowych, zasnął ze zmęczenia za kierownicą swojego Himalayana. Jechał kilka metrów przede mną. W pewnej chwili, przy prędkości około 70 km/h skręcił po prostu o 90 stopni i przydzwonił prostopadle w wysoki na około 40 centymetrów krawężnik oddzielający przeciwległe pasy drogi. Motocykl został na jezdni, a Słowak całym impetem wpadł na jałowy, ziemny pas między nitkami autostrady. To pozamiatane, pomyślałem. Karetka, szpital, żółtaczka w gratisie – biedny chłop. Okazało się, że praktycznie nic mu się nie stało. Kask mocno porysowany, kombinezon Adrenaline Meshtec przytarty, a motocykliście praktycznie nic nie jest. Motocykl miał się zdecydowanie gorzej. Oczywiście człowiek powinien trafić obowiązkowo do szpitala w celu sprawdzenia, czy nie doznał wstrząsu mózgu, ale jako że nie miał żadnych objawów, nie chciał pozwolić się tam zabrać. Chyba mu się nie dziwicie…

 

Także mimowolnie kask SMK przeszedł europejski crashtest w warunkach indyjskich, ratując zdrowie niefortunnemu motocykliście. Oczywiście nie są to żadne badania, ale te, kaski SMK, przechodzą zanim zostaną dopuszczone do sprzedaży. Odpowiednie produkty tej firmy spełniają normy ECE, DOT oraz także przechodzą testy obowiązujące na rynku filipińskim.

 

Podsumowanie

 

W kasku SMK Twister spędziłem ponad pięć godzin i było mi w nim naprawdę wygodnie. Nie czułem uwierania elementów konstrukcyjnych, kask dolegał tam, gdzie powinien, nie był za luźny. Wszystkie jego mechanizmy - blenda, wizjer, wloty powietrza działały bardzo poprawnie. Kask nie generował szumów i zachowywał się w czasie jazdy bardzo neutralnie. Jego wykonanie jest bardzo poprawne, a wygląd można określić jako atrakcyjny. Jedynie pinlock, w który wyposażony był mój egzemplarz, mógłby być większy, gdyż trochę ograniczał pole widzenia. Jednak biorąc pod uwagę cenę kasku, która w naszym kraju wynosi 379 zł, (polskim importerem SMK jest firma Inter Cars) to można powiedzieć, że pinlock jest dodawany za darmo (więc nie wypada na niego narzekać).

 

Co tu dużo mówić, jeżeli nie dysponujecie kwotą większą niż 400 zł, to raczej na rynku będziecie mieli problem ze znalezieniem równie dobrze wykonanej konstrukcji. Na pewno produkty indyjskiego potentata Studds z logiem SMK zasługują na uwagę polskiego motocyklisty, dla którego liczy się dobry stosunek jakości do ceny.

Powiązane materiały

POBIERZ WIĘCEJ
oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści