Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej

Laboratorium

Junaka NK 650 podróże małe i duże test, opinie i oceny

Testów Junaka NK 650 ciąg dalszy. Po wheelie robionych przez Rednacza, a także ujeżdżaniu motocykla na torze przez ekipę redakcyjną przyszła pora na sprawdzenie sprzętu w warunkach codziennego użytkowania. Spotkały go korki, trasy, zaczepki ze strony gapiów, raz nawet otarł się o śmierć, kiedy kierowca postanowił zmienić pas akurat, gdy jechałem obok samochodu.

Junak został w Poznaniu po ubiegłotygodniowej edycji Speed Day'a, a czuję się jakbyśmy byli kumplami już od dawna. Miałem okazję zrobić nim dwie rundy na torze w Poznaniu i to sprawiło, że obawiałem się zarówno hamulców jak i pracy zawieszenia. Czy słusznie?

 

Szacunek ludzi ulicy

Zacznijmy od miasta, bo to ono wydaje się być naturalnym środowiskiem, jak pieszczotliwie go nazywam - Chińczyka. Nie da się ukryć, że jest to dziecko ojca Polaka i matki Chinki. Celem jest oczywiście sprawdzenie, czy owoc tego mariażu jest dobrym dzieckiem, czy synem marnotrawnym.

 

>> Zobacz też - Junak NK 650 pierwsze wrażenia <<


Gabaryty Junaka wydają się być idealne na miasto. Jest lekki, wąski (ale nie za bardzo) i krótki. W połączeniu z silnikiem, który dosyć szybko osiąga setkę, NK 650 dał mi sporo frajdy z poruszania się w warunkach wielkomiejskich. Przeciskanie się w korku nie sprawia absolutnie żadnych problemów nawet, jak natrafimy na nieuprzejmego kierowcę, który postanowi zjechać blisko osi jezdni myśląc, że to wzruszy NK. Również betonowe przeszkody w miejscach, w które wjeżdżać się nie powinno nie stanowiły problemu. Pewnego wieczoru umówiłem się ze znajomym na poznańskim lotnisku Ławica. Kiedy grzecznie zajechałem pod szlaban, nagle odezwał się Pan przez interkom, mówiąc, że mam wjechać bez biletu. Na pytanie "Jak?" odpowiedział "Proszę coś wymyślić." Szybki nawrót, wjazd na chodnik przez przejście dla pieszych, slalom między betonowymi przeszkodami i już byłem pod terminalem. Podobnie było z wyjazdem. Miny kierowców - bezcenne, uśmiech na mojej twarzy również.

 

>> Zobacz też - Junak NK 650 na torze Poznań <<


W centrum miasta także sama radość. Wystarczy lekko odkręcić manetkę, żeby mieć na sobie wzrok przechodniów i zostawić z tyłu samochody. Oczywiście nie powinno się jeździć szybko w terenie zabudowanym, ale NK 650 sam wydaje się prowokować pomimo, że mamy do dyspozycji jedynie 62 konie mechaniczne. Próbowałem jakoś przyrównywać to do mojej XJ600N, ale to dwa zupełnie inne motocykle. XJ600N jest nudny jak bibliotekarka. Junaka NK 650 natomiast można porównać do szczeniaka, który wpada do pokoju, pożera kapcie i wszystkie inne przedmioty, które znajdą się w zasięgu jego wzroku, ale wywołuje przy tym uśmiech na twarzy. Tak - chiński motocykl może wywołać uśmiech na twarzy. Jest nawet lżejszy w prowadzeniu niż XJ6N, którą miałem okazję pojeździć na placu manewrowym. Czuć jednak wyraźnie różnicę w jakości wykonania. Wsiadając na wysłużoną XJ600N czuję, że siedzę na prawdziwym (choć nudnym) motocyklu i mam wrażenie, że spokojnie przejeździ kolejne 14 lat.

W przypadku japońskiego motocykla trzeba mieć coś naprawdę wyjątkowego, żeby ktoś się nim zainteresował, w przypadku Junaka wystarczy po prostu zatrzymać się nim na światłach. Raz miałem sytuację, że podczas postoju na stacji benzynowej dwóch wesołków czekało aż ruszę, bo chcieli zobaczyć jak się tym "odwija manetkę". Innym razem zagadnął mnie gość, który patrząc na 650 NK z daleka był święcie przekonany, że to ER6N. Jak stanąłem na światłach obok gościa na Ducati, to ten był tak zainteresowany Junakiem, że prawie przegapił zielone. Jeżeli chodzi o zainteresowanie u płci pięknej, to Chińczyk również radzi sobie doskonale i przykuwa spojrzenia rozmarzonych niewiast.

Autor: Wojciech Grzesiak

Strony:

Powiązane materiały

POBIERZ WIĘCEJ
Oceń ten materiał:
Zobacz galerię

Podróże Junakiem NK 650

21
zdjęć
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści